Niestety nie uzyskał przydziału, z trudem się wcisnął
w tylną furtkę raju, mógł zostać patronem spraw
beznadziejnych, lub modlitw niewysłuchanych
– do wyboru.
Nie ma co myśleć o ołtarzu – powiedzieli – oczy
ci łzawią od kadzidła, a twa figura ponadnormatywna
nie zmieści się w kapliczce. Zrezygnowany wywalił
skrzydła i aureole, nie płakał, zresztą po śmierci
nie wypada (łez padół został na dole).
Z nudów rozgrzebywał pamięć, ubabrawszy się po
łokcie, doszedł do wniosku, że nie zasłużył, zapewne
jakaś pomyłka, lub (tu zadrżał) księgowość kreatywna.
Więc sobie piekło rozrysował na marginesie rejestru
świętych i błogosławionych, poszedł, droga nie była
męcząca.
Zaczęło się normalnie – piekłozstąpieniem.
Dodaj
nowy komentarz
Komentarze
2009-12-19 12:42:51 - Rafał_Leniar
W sensie: jedno ze słów jako leksem "grafomanii".
2009-12-18 15:43:23 - Rafał_Leniar
Całkiem pomysłowo, zgrabnie, zręcznie, błyskotliwie. Tytuł jednak pachnie nieco przesadnym krygowaniem się ;) Nie usunąłbym go, lecz nieco zmodyfikował (może nie jako metaforę dopełniaczową, ale zestawienie dwóch słów z leksemem "grafomanii").
Pozdrowienia.