Pan S. i zaangażowanie społeczne - o książce Państwo P. Dariusza Sośnickiego
Adam Kaczanowski zatytułował jedną ze swoich książek „Sośnicki. Szary człowiek” , i ta zbitka pasuje jak ulał do nazwania podmiotu lirycznego w nowej książce autora „Symetrii”. Oto bowiem bohaterem zbiorowym „Państwa P.” jest przeciętne polskie małżeństwo, tytułowi państwo P. Wchodząc w naiwny historycyzm można by uznać, że rzecz traktuje bezpośrednio o Autorze, który krążąc między Poznaniem a Warszawą, gdzie pracuje, poznaje i odkrywa nowe przestrzenie społeczne, godne opisania. Jako środek lokomocji służy pociąg – bo tylko on pozwala na spokojną obserwację, dzięki której otrzymujemy wiersze takie jak „Państwo P. i anty-Wanda”, gdzie czytamy: „Fatalne położenie geopolityczne kosztowało nas wiele, / ale to w tym języku pisali Gombrowicz i Lem” i już wiemy, że państwo P. nie są bytem aspołecznym, funkcjonującym w jakiejś społecznej pustce, co sprawia, że Sośnicki w swojej nowej książce jest autorem zaangażowanym społecznie – nie politycznie, w rozumieniu Stokfiszewskiego, ale świadomym przemian zachodzących w kulturze i relacjach międzyludzkich. Nie interesuje go społeczeństwo w rozumieniu socjologicznym, a raczej funkcjonowanie konkretnej jednostki (w tym przypadku Państwa P.) w pewnych warunkach społecznych, jakie istnieją przede wszystkim w miastach – bo to jest najczęstsza przestrzeń „dziania się” wierszy Sośnickiego. O apolityczności nowych wierszy poznańskiego poety świadczą nie tylko udzielane przez niego wywiady,ale też cytaty z ksiązki, takie jak: „W polityce zawsze po stronie opozycji” z wiersza „Pan P. wyznaje: nie jestem miejskim partyzantem”, który to wiersz tylko pozornie jest wyznaniem konformizmu – w moim odczuciu jest raczej przyznaniem się do przeciętności, tej „szarości”, która objawia się w kupowaniu weekendowych wydań gazet i jeżdżenia drugą klasą. Jest w tym wierszu przewaga smutku nad ironią, Sośnicki nie drwi ze swoich bohaterów (jak np. czynił to Larkin) ale w ich codziennej egzystencji dostrzega rytualne znamiona, które nadają życiu apokryficzny charakter – najlepszym tego przykładem są wiersze „Państwo P. i cena cukru” oraz „Prywatna misja Pani P.”, gdzie wyjście po cukier i na pocztę nabiera mitycznego charakteru wyprawy po złote runo, w której jednak kluczową rolę pełni precyzyjna obserwacja rzeczywistości: „Rosjanie zostają nad Wisłą, będą bronić Jarmarku Europa” - chłodne kronikarstwo, tak charakterystyczne dla Sośnickiego, nie ogranicza się do suchej faktografii i miejskiego reporterstwa, ale raczej jest wyrazem wagi, jaka przywiązywana jest procesom i ich konsekwencjom. Zainteresowanie Państwa P. sprawami społecznymi nie ogranicza się do ceny cukru i artystycznego zniknięcia Edyty Bartosiewicz, ale trapią ich też sprawy zwierząt w zatłoczonym zoo czy kryzys u sąsiadów. Masowość przeplata się w tym tomie z intymnością i indywidualnością, co znajduje odzwierciedlenie w podziale ksiązki na dwie części: „Z Państwa P.” i „Z dzienniczka Pana P.”. Inicjalizacja nazwisk sprawia, że bohaterowie stają się anonimowi, a liryka roli w wykonaniu Sośnickiego pozwala – dzięki zmiennym punktom patrzenia – wyjść poza „klaustrofobiczną prywatność” (jak pisał Karol Maliszewski) w przestrzeń miasta. Barwy tych obserwacji nie są jednolite – tomik rozpoczyna się nostalgicznym wyznaniem, które kończy tajemnicze, wręcz Orwellowskie rozważania: „ Nie powinienem tu zostać dłużej niż do grudnia” – a wiersze, które następują później, zdają się być zapisem przedłużającego się pobytu w Warszawie, która jest jednoznaczna z „Morzem kawy, głodnymi zwierzętami, światem pod specjalnym nadzorem” („Podwójny sen o Warszawie”). Szczególnie urzekające (jeśli można tak powiedzieć o czyichkolwiek wierszach) są fragmenty dotyczące wzajemnej relacji Państwa P. do siebie; we frazie „I czegoś od siebie chcą, // ale nie biorą wszystkiego, / by było po co wracać.” („Lato Państwa P.”) jest subtelna dawka cukru, delikatnej zmysłowości i przekory – być może nie tej samej, co w wierszu „Pan P. wyznaje ...”, ale charakteryzującej stosunek Państwa P. do siebie i do świata, ale bynajmniej nie są Państwo P. bezmyślnymi troglodytami – są skłonni do metafizycznej refleksji („Państwo P. rozmawiają o tym, co domaga się przekroczenia”), nostalgicznych wspomnień („Pan P. i dziecko, które jest w każdym z nas”) czy zdystansowanego spojrzenia na życie rodzinne („Alfabet Pani P.: Rodzice”). To – z jednej strony - nieustanne „podglądanie”, „podpatrywanie” rzeczywistości, a z drugiej filozoficzna refleksja nad codziennością (te przysłowiowe „Myśli Pana P. przy rozmrażaniu lodówki) sprawiają, że mamy do czynienia z tomem dążącym do swoistej uniwersalności, która wytwarza się przy zderzeniu świata wewnętrznego bohaterów (dodajmy – nadzwyczaj bogatego, ale nie przeintelektualizowanego) ze światem zewnętrznym – skoro obiektywne spojrzenie na świat (podobnie jak obiektywne czytanie) nie jest możliwe, rzeczywistość portretowana jest niejako „w trakcie” – u Sośnickiego nic nie jest nieruchome, wszystko dzieje się, przesuwa, dokądś zmierza, dokądś płynie. Podąża za tym oko i język poety; język, który w swoim pędzie za bezstronnością nie mówi „rodzina”, ale „komórka społeczna”, i bynajmniej nie sprawia to, że mamy do czynienia z tonem encyklopedycznym. Dla codzienności nie ma miejsca w słownikach, ale cudownie, że znalazło się dla niej miejsce w 45 nowych wierszach Dariusza Sośnickiego.
Bartosz Sadulski
Dodaj
nowy komentarz
Komentarze
2009-03-13 06:07:17 - fink
wydaje mi się , że to jednak książka socjologiczna, pewnego rodzaju jednostkowe studium przypadku rzucające cień na społeczeństwo. W jednym z wierszy pojawia się JAN, a tak sobie pomyślałem, że można by to zapisać (akurat nie mam tu takiej czcionki) Ja do potęgi n - JAn - to nieskończone przemnożenie Jana to właśnie społeczeństwo, zaś najciekawsze rzeczy działy się właśnie w socjologii fenomenologicznej, która widział fundamet społeczeństwa właśnie w jednostce. Kilka wierszy niezłych, ale raczejz pierwszej części ksiażki, druga jest dość błaha, nawet jeśli to zamierzona stylizacja na dzienniczek P. Inne rzeczy niż do tej pory Sośnicki proponował na pewno, czy dobre? użyje tu słowa potrzebne, pewnie niebawem parę słów o tym poecie spróbuję scalić.
2009-03-11 01:39:59 - PiK
Mam wrażenie, że recenzent popłynął. Toż to potok. I to bynajmniej nie płynny.
PARTNERZY SERWISU
Zawsze jak szukam Zawoja noclegi, znajduję ciekawe oferty na tej stronie.