Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 
WRÓĆ | WYDRUKUJ

Andriej Kotin

www.zdrada.pl

 

Oto więc moja spowiedź – gorzka, obłędna i szczera. Na imię mam Filip, 27 lat, żonaty, wykładam stylistykę na pewnej polskiej uczelni w pewnym polskim miasteczku koło niepewnej niemieckiej granicy. Widok z okien mamy przecudny, a wszystko przez śliczny (jak określa go, sepleniąc, teściowa) stawik, który rozlał się łaskawie naprzeciwko naszego bloku, i uśmiechnięty iglasty las tuż za nim. Podobnie zaczyna się naiwny hollywoodzki horror, przez pierwsze piętnaście minut bawiąc widza zieloną sielanką i tanimi pogawędkami przy drogich koktajlach, żeby ciut później, mglistym jesiennym wieczorem, rzucić na tę najbardziej rozpustną nastolatkę przebranego za łyżwiarza maniaka, który z entuzjazmem młodego dyrygenta przetnie biedaczce gardło. W moim przypadku przecięte zostało wszystko: ciało, dusza, serce – kto w co wierzy. Rana była tym głębsza, że trwała ta cała historia przez wiele, wiele lat i rozpoczęła się dużo wcześniej, niż poznałem Felicję. Pierwsza piekielna iskierka wybuchła, złowieszcze trzaskając, w ten daleki lutowy, a raczej luty, poniedziałek, gdy po raz kolejny wróciliśmy z Martyną do rozmowy na temat naszej wspólnej przyszłości – tak oczywistej w piątym miesiącu ciąży – i niby postanowiliśmy, że trzeba jak najszybciej wziąć ślub. A może wcale nie wtedy? Być może przeklęta odyseja kłamstw i udawania ruszyła już w tym wąskim dwuosobowym pokoju, w kuszącym półmroku, gdzie nieodwracalnie uwiodła mnie koronkową francuską bielizną i indyjskimi perfumami? Uwiodła… Cóż, wtedy nazwałem ów nieostrożny krok uwodzeniem. Teraz, gdy ujrzałem prawdziwe oblicze pożądania, jego filuterną, porażająco-pożerającą siłę, zazdrosny uścisk, stalowe kraty – teraz wiem już, że to, co kierowało mną tamtego dnia, było zwykłą młodzieńczą ciekawością, nietrwałą fascynacją nowym, nieznanym i dlatego (tylko dlatego!) pociągającym. Czy można zatem powiedzieć, że nigdy nie kochałem Martyny? Ależ kochałem, kochałem z całym urojonym żarem i sztuczną namiętnością osiemnastolatka! Tylko co z tego, skoro szaleństwa młodości prędkim galopem wskakują do szufladki z naklejką „błędy” w bezwzględnym archiwum czasu? Skąd miałem wiedzieć, że gorące dyskusje o świeżo przeczytanych książkach tak szybko zamienią się w rutynowe małżeńskie negocjacje, a głębokie diamentowe ekstazy, bezmyślne podróże do niezbadanej krainy rozkoszy – w smętną wycieczkę po starych, do bólu… ach, gdyby! – do ziewu znajomych górkach, polanach, lasach, które nie wierzysz, że kiedyś podziwiałeś? Do dzisiaj nie wiem, czy zaplanowała sobie dziecko, czy naprawdę zapomniała o tej nieszczęsnej tabletce. Zapytać wprost nie miałem odwagi, poza tym wszystko stało się tak szybko, tak niespodziewanie… Grzebiąc teraz w puszystym woreczku pamięci, na próżno doszukuję się w wyskakujących zdarzeniach śladów jakiejkolwiek konsekwencji –  wyblakłe, chichrające obrazki chaotycznie walcują na podwórkach świadomości: oto nasza premierowa wspólna noc (dwie godziny snu, pięć godzin rozmów – i reszta, reszta!), mój pierwszy dedykowany jej wiersz, głupia kłótnia w pizzerii, której przyczyny były na tyle błahe w porównaniu do skutków, że w życiu bym nie przypomniał sobie, o co nam wtedy mogło chodzić… A to co za ubogi kicz? Ach, no pewnie – zdjęcia ze ślubu! Boże… Zresztą, Martyna też je nie cierpi. Następne foto. Obcisła czarna mini? Dekolt? Szpilki? Tak, był czas, gdy ten ubiór obowiązkowo należał do jej pięknej codzienności. Czy chodzi tylko o to? Czy gdyby pewnego dnia nie pozostawiła tej zmysłowej gracji dla bawełnianego szlafroku, podartych kapci i pieluch, płomienna przeszłość nie wygasłaby tak prędko? Czy była szansa uratować naszą…?

 

Pytania te przestały mnie interesować w dniu, gdy „spotkałem” Felicję. Żyjemy w świecie, gdzie każde słowo niedługo trzeba będzie ubierać w cudzysłów, i nawet jeśli sam Pan Bóg objawi się nam w całej Swej mocy i łasce, pewnie uznamy Go za halucynację wywołaną stresem w pracy lub sprytny chwyt najnowszego reality-show. Tak czy inaczej, poznałem inną kobietę. Sprytny dwudziesty wiek, uciekając przed nami spod własnych krwawiących ruin, z diabelskim uśmieszkiem zaoferował człowiekowi niesamowitą możliwość poznania kogoś, nie wychodząc z domu. Swojego prawdziwe imię przede mną ukryła, będę więc używał tego „nicka”, którym posługiwała się na jednym z erotycznych czatów Globalnej Sieci im. Billa Gates’a.

 

 

Ofterdingen:    Felicja? Witam! Cóż za piękne imię!

 

Felicja:            nie całkiem imię, ale witam również.

 

Ofterdingen:    Czy imię czy pseudonim – brzmi tak cudnie,

Że jestem ciekaw, kto się za nim kryje…

 

Felicja:            ciekawość doprowadza do dążenia,

Dążenie zaś ociera się o walkę,

A walka zwykle wieńczy się porażką.

 

Ofterdingen:    waleczny duch nie zważa na przestrogi!

 

Felicja:            ostrożniej, przyjacielu, bo jesteśmy

Na takim czacie, w którym – bez obrazy! –

Waleczny duch to ten, co wali konia :)

 

Ofterdingen:    dziękuję ci za pierwszą informację:

                        I to nie byle jaką – osobistą! ;)

 

Felicja:            nie powiem „proszę”, zanim nie wyjaśnisz ;)

 

Ofterdingen:    choć wprawdzie nie poznałem twego wieku,

Lecz wiem już, że maturę masz za sobą,

I podejrzewam, że studenckie lata

Też już dobiegły (dobiegają?) końca..

 

Felicja:            no co ty? Brawo! Aż mi się nie wierzy,

Że odgadnąłeś, iż nie jestem dzieckiem,

Że sporo lat minęło od tej chwili,

Gdy niewinnego gumowego smoczka

Z ust wypędziły wielkie, groźne smoki

I zamęt pocałunków malinowych.

 

            Ofterdingen:   25?

             

            Felicja:           52! Żartuję J

 

            Ofterdingen:   27? Osiem? Powiedz, proszę!

 

            Felicja:           niech wiek mój tajemnicą pozostanie…

                                    No chyba że dostanę coś w nagrodę ;)

 

            Ofterdingen:   dostaniesz wszystko: i troszeczkę więcej..

 

            Felicja:           troszeczkę więcej? Brzmi zachęcająco…

 

            Ofterdingen:   odpowiedz: jesteś teraz sama w domu?

 

            Felicja:           no coś ty! Ja nie znoszę samotności ;)

 

            Ofterdingen:   kochanek? Mąż? Rodzice? Siostra? Kuzyn?

 

            Felicja:           broń Boże! Od takiego towarzystwa

                                    To wolę już samotność! Lecz na szczęście

                                    Mam wierną czworonogą przyjaciółkę,

                                    Co właśnie błądzi wokół mego krzesła

                                    I mruczy coś z Baudelaire’a po francusku. 

 

           Ofterdingen:    że czworonoga – wierzę. Ale wierna?

                                    O ile wiem, to nie jest kocią cnotą ;)

 

Felicja:           wierniejsza, niż mężczyźni, których znałam

 

Ofterdingen:   współczuję. Jeśli to nie kokieteria ;)

 

Felicja:           weź przestań! Kokietować z pierwszym lepszym?

                        A co, jak jesteś stary i obleśny? ;)

 

Ofterdingen:   a co jak jesteś panią przedszkolanką,

                        Znudzoną po tygodniu szarej pracy? –

                        W stołowym – mąż, chrapiący nad gazetą,

                        W sypialni – chłód i ciągły brak miłości,

                        A kuchnia straszy wieżą brudnych naczyń.

 

Felicja:           Epicki obraz, ale – Bogu dzięki –

                        Niewiele ma wspólnego z moim życiem,

                        Tonącym w zakurzonym morzu wierszy,

                        Gramofonowych płyt i cappuccino.

 

Ofterdingen:   A zdradzisz mi kolejny drobny szczegół?

 

Ofterdingen:   Felicjo!

 

Felicja:           jestem. Czekam na pytanie ;)

 

Ofterdingen:   obmyślam właśnie najpewniejszą drogę

                        Ucieczki przed banałem, lecz niektóre

                        Banały jednak są nieuniknione:

                        „przepraszam”, „kocham cię” i inne codzienności,

                        Dla których lepszych słów nie znaleziono.

                        Co masz na sobie, droga nieznajoma?

 

Felicja:           na czarno jestem – bluza i spódnica.

                        A nawiązując do tej twojej listy

                        Banalnych fraz, na które myśmy zdani,

                        Dodałabym „odchodzę!” i „nie odchodź!”…

 

Ofterdingen:   i znowu smutek wkradł się w twoje słowa!

                        Zapomnij o nim chociażby na chwilę

                        I oddaj się marzeniom potajemnym,

                        I poddaj się strumieniom wyobraźni!...

 

Felicja:           Sprawdziłam właśnie, czy nie z Internetu

                        Ściągnąłeś te pociągające teksty ;)

 

Ofterdingen:    to zaszczyt dla mnie, że cię pociągają ;)

 

Felicja:            ach, gdyby wyciąć „za” ze słowa „zaszczyt”

                        Na zawsze – i szczytować w nieskończoność!...

 

Ofterdingen:   niewiarygodnie: czytasz w moich myślach!

                        A teraz, proszę, usiądź najwygodniej

                        I zabierz jedną rękę z klawiatury..

                       

Felicja:            ………..

 

Ofterdingen:   … i przenieś ją ostrożnie na kolana,

                        Następnie przemieszczając trochę wyżej:

                        Tak-tak, ciut wyżej, by w rejonie szyi

                        Zatrzymać i pogłaskać ją przez chwilę..

                        I, czując się królową zapomnienia,

                        Dla której czas odchodzi do bezczasu

                        I której nikt i nic już nie powstrzyma,

                        Po woli zejdź na niepokorne wzgórza

                        (na co dzień miękkie, niczym miech brzoskwini,

                        Lecz teraz strome, jak samotne skały

                        Nad grzmiącym kanadyjskim wodospadem)

                        I rozbaw je dotykiem delikatnym

 

Felicja:           kuszący dreszcz przecina moje ciało…

 

Ofterdingen:   … i jego szept – daleki, ale bliższy,

                        Niż gwizd czajnika, alarm sms-a

                        Lub inny drobiazg z tak zwanego „zewnątrz” –

                        Powtarza w kółko: „Dalej, nie przestawaj!”

 

Felicja:           Rozkazuj, mistrzu, jestem w Twojej władzy!

           

Ofterdingen:   zawędruj zatem do doliny brzuszka,

                        Z bezsilnych krat pośpiesznie wyzwalając

                        Zwiastuny nadchodzącej przyjemności,

                        Co tak drażniąco palą cię od środka

 

Felicja:           podniecasz mnie, bezwstydny Ofterdingen! –

                        Kolejny banał, równie nieuchronny,

                        Jak jego bracia, których wymieniłeś..

 

Ofterdingen:   uwalniam twoje myśli – nic poza tym ;)

 

Felicja:           lecz boję się tych myśli, tej wolności –

                        Pochłania mnie, zabiera mi rozsądek..

 

Ofterdingen:   rozsądek dostaliśmy tylko po to,

                        By stracić go w płomieniu namiętności

                        I tańczyć w gorzkim dymie pożądania,

                        W wilgotnej mgle szukając drogowskazów –

                        I nie znajdując…

 

Felicja:           proszę, nie przestawaj,

                        Pisz dalej! będę robić to, co każesz..

 

Ofterdingen:   ześlizgnij się do tej bezdennej studni,

                        Gdzie łączą się pokusa i niewinność,

                        Najsłodszy grzech, najczystsze objawienie,

                        Zakazów śmierć i życia narodziny, -

                        Do tej spragnionej ciepła i czułości,

                        Tętniącej, gotującej się jaskini,

                        Której sekrety tylko Tobie jednej

                        Odkryte są – choć nie wiesz, czy do końca.

 

Felicja:           Zanurzam się w ogrodzie ukojenia…

 

Ofterdingen:   Czy ktoś tu mówił coś o zanurzeniu?

                        Nie słuchasz mnie? Sprzeciwiasz się regułom?

 

Felicja:          Ach skądże! Wybacz, pociąg był tak mocny…

                       Nie mogłam go powstrzymać – samowolnie

                       Zawitał do tunelu błyszczącego..

 

 

Ofterdingen:   za karę masz natychmiast go opuścić

                        I krążyć wokół: tuż przy samym wejściu..

 

Felicja:          Kochany mój, dlaczego mi to robisz?

                       Nie mogę go wypuścić, nie w tej chwili!

 

Ofterdingen:   cóż, w takim razie mówię „do widzenia”,

                        „na razie”, „dobrej nocy” i tak dalej ;)

 

Felicja:          nie!! Czekaj! Chyba nie chcesz mnie zostawić

                       W momencie, kiedy jedna Twoja iskra

                       Nieodwracalnie i niepowstrzymalnie

                       Ognisko uczyniła z moich zmysłów,

                       A ciało moje drży w oczekiwaniu?

 

Ofterdingen:  więc opuść ją – i z Tobą pozostanę

 

Felicja:          nie mogę.. dobra! Dobrze, zwyciężyłeś!

                       Już jestem znów u bram, w niecierpliwości

                       Czekając na Twój rozkaz, jak na wyrok

 

Ofterdingen:   No widzisz: jednak umiesz być grzeczniutka! ;)

 

Felicja:           ach, nie męcz mnie! Co robić mam? Rozkazuj!

 

Ofterdingen:   masz ruszać się – i zwiększać prędkość ruchów,

                        Rozgościć się w czerwonym przedpokoju,

                        Namacać śliskie morelowe żyłki –

                        I niczym strony ulubionej książki,

                        Wertować coraz prędzej, coraz ostrzej…

 

Felicja:           zabijasz mnie, zniewalasz, pokonujesz…

 

 

Ofterdingen:   no widzisz: czasem jednak warto dążyć,

                        A walka nie wyklucza też zwycięstwa ;)

 

Felicja:           więc, pozwól mi, ach pozwól mi, najdroższy..

 

Ofterdingen:   na razie nie, lecz wkrótce, miła, wkrótce..

 

Felicja:          nie mogę dłużej czekać, eksploduje – 

                       Jak wulkan, który chciał powstrzymać ławę

                       I uratować wioskę przed zagładą,

                       Lecz pęknął – i sam został pogrzebany

                       W żółtawym oceanie cudzej woli..

              

Ofterdingen:   marzenia oszukują, rozkosz boli ;)

 

Felicja:           pożądam, pragnę… Kiedy Mistrz pozwoli?

 

Ofterdingen:   pozwoli na..?

 

Felicja:           na wejście, zwykłe wejście:

                        Wiesz, jak w teatrze czy na festiwalu,

                        Gdy tancerz, klaun, aktorka lub piosenkarz

                        Wychodzą zza kulisów – i na scenie

                        Rozbłyska światło, i oklaski kropią,

                        Jak deszcz, bębniący po blaszanym dachu

 

Ofterdingen:   pozwolę ci, lecz chcę to sam uczynić:

                        Umówmy się, Felicjo! Co Ty na to?

 

Felicja:            ja jestem Twoja – podaj czas i miejsce.

 

Ofterdingen:   za półgodziny. Centrum. Hotel „Ikar”.

                        Spotkamy się w pokoju numer osiem.

                        Po prostu przyjdź, ja będę czekał w środku.

 

Felicja:            trzydzieści minut? Nie wiem, czy…

 

Ofterdingen:    poczekam ;)

 

Felicja:            zaufam Ci…

 

Oferdingen:     no to do zobaczenia!

 

Felicja:            lecz jechać teraz, w takim stanie? Rany!

                        Coś ty narobił ze mną, Ofterdingen?

                        Szaleństwa wir zwycięża nad logiką,

                        I serce tkwi w miodowym przeczuwaniu…

 

Ofterdingen:

Dodaj nowy komentarz
Autor: (dodaj na początku NOSPAM)
Email: (dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton