k) wiersze - surrealizm

jakobe.mansztajn

jakobe.mansztajn  

 

 

POETĘ NACHODZĄ WĄTPLIWOŚCI

 

 

rano przyszła policja a w mieszkaniu bajzel.

mówię: to, co się stało, wcale nie musiało się stać,

i udaję, że jestem niewidzialny

 

widocznie działa, bo zaczynają mnie szukać

po szafkach, za łóżkiem i pod dywanem

 

wreszcie pan zagląda mi głęboko w oczy

ciekaw, czy wiem, czego szukają

 

wiem, że szukają mnie, więc mówię, że nie wiem,

na co pan wyciąga pałkę i puka mnie po głowie

jakby chciał się prędko skontaktować z kimś za drzwiami

 

pyta: co to? odpowiadam, że to krew.

pyta: co to? i pokazuje coś, czego nie widzę,

albowiem oczy istotnie zalane mam krwią

 

mówi, że to pokątne wyznania miłości własnej

i że mam przesrane.

 

mam przesrane, bo mam bajzel,

odpowiadam, a słowa więzną w gardle jak kamienie,

że trudno coś wykrztusić, choćby piasek.

 

to poważna metafora, mówi pan i pakują mnie w auto.

teraz wszyscy jesteśmy niewidzialni

 

 

 

 

 

 

ZAJĄCZKI

 

 

opadły łebek ma ta wspólna latarnia

jakby po ciemku jej było albo za staro

albo jej się oczko z asfaltem puściło

i teraz szuru-buru kichawą po kamyczkach

i teraz stuku-puku sprężynką w to czarne

 

a kark przetrącony w dwóch miejscach

wyżej na wejściu i niżej u wyjścia

albowiem sporo się naniosło w kanalikach

naniosło się pana kamienia i pani rdzy

na dnie ich wspólnego czajniczka

 

z podkulonym ogonem wracają przedmioty

adresy ulubionych witryn internetowych

szuflady biletów regalątka książek

i tylko szaro-bure sygnały puszczamy

że coś się tam jeszcze zajęczy