Michał Kurzawski
Rocznik 85, publikował w FA-arcie i "Cudnych manowcach" w 2005 wydał tomik pt. "Zgon"
Pop-art., demagogia i „Palenie tytoniu w czasie ciąży szkodzi Twojemu dziecku.”
Właściwie trzeba się było leczyć;
nieważne na co, byle mieć wymówkę.
Bycie błędem statystycznym jest równie kuszące
co niebezpieczne, jak palenie w czasie ciąży.
Zgodnie z zasadą marketingu „Wyróżniaj się
albo zgiń” wymyślam nowe hasła:
Chcesz poczytać? – nie masz czasu?
Sięgnij po wiersze! – szybciej się czyta!
Pop-art zawsze mnie pociągał,
a na myśl o dolarach doznaję orgazmu.
I tylko koleżanki i koledzy po fachu
krzywo na mnie patrzą.
Generalnie zgubił mnie wątek
paryski.
Ja się żenię, ty wychodzisz;
ja mam o czym pisać, ty z kim pierdolić.
Ściąłem włosy, bo zamierzam być
bardziej aerodynamiczny.
I mam cichą nadzieję, że w jakimś stopniu
przeniesie się to na moje wiersze.
Tylko jaki jest sens pisania wierszy
o rozdwojonych końcówkach, kiedy na dworze mgła?
Masz problemy ze wzrokiem?
- w książkach poetyckich są większe litery!
Reklama, albo jak kto woli, demagogia
nic tu nie pomoże i trzeba się było leczyć.
Nieważne na co,
byle nikt nie zabraniał palić.
Złota plaża pośród bloków
dokładnie nie pamiętam kiedy pierwszy raz
wyszedłem z piaskownicy
(było to chyba w czasach kiedy białe włosy
nie miały jeszcze tak ogromnego znaczenia)
oczy zamglone ruchy trochę niepewne
nad wszystkim unosił się święty keleris
więc czułem się bezpiecznie nawet zimą
bez białego puchu z papierosem w ustach
czasem tylko bolała głowa ale była
to nasza mała krajowa przypadłość
i po jakimś czasie po kolejnych kawach
z automatu firmy nescafe zapomnieliśmy
o saridonach i pizzerkach z piekarni
(po co jeść skoro można pić
ja przestałem kiedy białe włosy
miały już ogromne znaczenie)
grupa ignorancja zwalczająca wszelki
objaw turystyki kradzieże obrazów
wyzwiska na korytarzu obrażanie wszystkiego
co się rusza picie na zajęciach
smutne i zmęczone twarze- w żadnym
z tych procederów nie brałem udziału
siedziałem w piaskownicy a co potem
nie pamiętam tak samo jak reszta
opuszczony przez wszystkich na korytarzu
gdzie wolno palić i rozmowy o wszystkim
byle tylko zabić myśli tak jest
dziś (białe włosy w mojej głowie)
późne powroty do domu siedzenie na gg
brak snu blade nieświeże twarze
skoro życie nie jest miłe w dotyku
to dlaczego ściany nie miałyby być
Justyna Paluch
Rocznik 75, ur. we Wrocławiu, z zawodu bilbiotekarz, pracuje w III LO. Prowadzi zajęcia w ramach HURTOWNI - grupy poetyckiej III LO we Wrocławiu oraz w Saloniku Trzech Muz. Pisze i fotografuje. Drukowała w "Odrze" i "Akancie".
śpiąca królewna na tle (pamiętnik - informator)
córki fryzjerów męskich kończą farmację
i mają delikatne rysy twarzy –
frazeologizm lokalny
w lesie nie ma potrzeby podcinania sierści
ani farbowania złych zamiarów
w lesie potrzebna ostatecznie jest i padlina
jak powiedział Czeszko
sprawiłam sobie dekolt àla śpiąca królewna
i za nic nie pasuje do kolan oplecionych kieszeniami
pomyłki wychodzą w Praniu
ojczyzną fryzjerów i farmaceutów
są chemikalia i płyny ustrojowe
las jest daleko
fryzjerki mówiły mi od dziecka
że mam trudne włosy
i cieszyły się w duchu że nie muszą z nimi nic robić
ba tak przez 30 lat
w lesie kolor przeszkadza
natomiast kieszenie są bardzo ważne
wykluczają dekolty i zadarte kiece
wczesne dzieciństwo urozmaicały mi
wielogodzinne obserwacje trwałych ondulacji
i innych cudów
„przedwojenne” fryzury i czerwone usta babci
las powoduje nieczynność i ucieczkę
trzeba się dobrze urodzić
żeby w nim mieszkać
ledwo zaczęłam chodzić do fryzjerki
nieczynna – powiększa rodzinę
nie spieszy mi się
włosy mam dobrze podbite photoshopem
całkiem całkiem na tle
im dalej w las
tym więcej liter
ukułam sobie
że miasto nie jest niczyim naturalnym środowiskiem
za sobą mam chmury pomost
i drzewo walące się we właściwą stronę
kto jeszcze
moje hobby to frazeologia
dlatego kończę napisem:
wnuczki farmaceutów mają mocne włosy
i wszystko co potrzebne
w kieszeniach
4 sierpnia 2007
Sas
ur.1965, współzałożyciel grupy Poèt Poét, autor tomu „komentarze” W-w 2001, ostatnimi czasy nie jest związany z żadną grupą twórców, wcześniej współredagował pismo „Karton”, współpracował z pismem „Rita Baum”. Organizator i uczestnik artystycznych sytuacji liryczno – happeningowych poświęconych śmierci Becketta, którego poezje uparcie lansuje i Rafała Wojaczka. Wydarzenia odbywają się we Wrocławiu w dniach śmierci wspomnianych poetów. Jest jednym z podziemnych ludzi, którzy od czasu do czasu uaktywniają się na powierzchni środowiska kulturotwórczego we Wrocławiu.
Szara Mysz
Szara Mysz jest prowincjonalną fryzjerką. Pracuje w obskurnej norze, w Biesowicach, w której to mdły zapach wody kwiatowej miesza się, przez szpary w pofałdowanej kotarze, z ostrą wonią popularnego wśród biesowickich klientów Warsu – symbolu elegancji i męskości. Tak więc Szara Mysz pachnie czymś niekoniecznie urzekającym znawców kobiecego seksapilu. Ta fryzjerska naleciałość jest przyczyną zapominania wielkomiejskich nawyków - serdecznej paplaniny, po której poznaje się ludzi bywałych i znających się na zapachach. Pracuje w dziurze i jak wszyscy z Biesowic w sobotnie wieczory chce wyjechać do Kępic albo gdzieś dalej, do Gdyni, by tańczyć i tańczyć. Właśnie tymi niedookreślonymi zapachami, ujmującymi mocy jej szarym oczom, tłumaczy sobie chwilową samotność.
Ukończyła historię sztuki i dwuletnie pablik rylejszyn. Niestety w Biesowicach nie znano takich zawodów. Idąc za radą koleżanki z podstawówki, zrobiła papiery fryzjerskie i rozpoczęła dorosłe życie w odziedziczonym po ciotce zakładzie.
Pasjami czytuje poezje noblistów i kobiece pisma reklamujące najnowsze projekty bielizny. Stroi się jak trzeba i intelekt podlewa, ale ten nieokreślony zapach i wstręt do brukowo – filmowych frazeologizmów, przyczynia się do tego, że nikt jej nie odwozi po łikendowych dyskotekach do domu, ba, nawet nie proponuje napicia się piwa w jakimś nieprzyzwoitym hotelu (na co by oczywiście nie poszła, chyba żeby wcześniej się wstawiła i absztyfikant znał choć jeden tytuł książki Ciorana).
Szara Mysz jest cierpliwa i czeka na swoje szczęście, na te pięć minut szczęścia, które nazywamy stanem zakochania, uniesienia, ach - miłości! Wie też, bo ślepa nie jest, że po tym szaleństwie duchowym nastąpi okres rodzenia dzieci, gotowania i prania. Przygotowuje się do tego ćwicząc przewijanie pieluch na manekinie zakupionym w Berlinie. Skrobiąc ziemniaki, uczy się z marchewki robić gwiazdki. Jest w tym coraz lepsza – żadna z panienek w okolicy nie dorównuje jej w teorii i praktyce. Wie też, że jeszcze ma pięć lat na poważny związek, cierpliwość jej nie opuszcza.
Konrad Góra
Kobieta i mężczyzna
1.
Łuk, jakim neon oświetla pościel, nie stanowi żadnego motywu. Koło spłaszczane w łuk i łuk przestaje się obracać i zaraz wszystko sprowadzi się do sprzeczności w zapłacie. Każdą sprzeczność mota sieć i w skurczach nałogu sprzeczności promieniują jak prześwietlone okno. To więcej, niż cisza... zima rozsypana niby zęby w idiotycznym śmiechu... oto sens i motyw!... czas, fałszywa ślina w skurczach źrenicy.
Zgoda, za barwy odpowiada źrenica. Pociąg wypluwa tłum, o źle policzonym czasie, jak z przystani, znowu odbija sprzeczność i rośnie cena za śmiech. Skroń mężczyzny pulsuje kobietą i rozpoczyna się jutro.
2.
Cisza plącze sieć. Sens to tragarz sprzeczności. Neon ślini źrenice blaskiem tłustym jak smar i godziny się traci na zgodę co do jego barwy. Zimą śmiech jest jak zluzowany łuk, jego dźwięk nie niesie sensu; sens jest ceną za sprzeczność, ostateczną sprzeczność wyprowadzającą cię z samego nigdzie ku sobie samej... Czas to też tragarz W pościeli miota się samotny mężczyzna. A ona myje nawet włosy, jej włosy są tym wszystkim brudne, jego lutowym pociągiem, piaskiem widocznym pod neon... jej śmiech zbiera się w sobie jak tragarz. Mężczyzna roi się do zapłaty; każdym swoim nerwem plącze w inny nerw... każdym swoim nerwem jest niby roztrzaskane okno, i widać przezeń pościel... jak zawsze, już-to chce oddalić zapłatę... głupie, zimne jutro... nałogi... barwy schodzą w ostateczną sprzeczność i tragarz przerzuca łuk... kim jest? dokąd sięga łuk? Tak; łuk narzuca rytm, czasowi zostaje dobrać motyw. Ale nie niesie motywu... nie wraca żadna kobieta; niski dźwięk przetacza się nerwem jak ulicą i z każdą chwilą gęstnieje sieć. Nie ma żadnego mężczyzny. Jest wiatr, którym czas spycha wszystko za krawędź sensu. Pełnia ma także nieokreśloną barwę. Za zapłatą, tragarz towarzyszy ci do pociągu, i każdym twoim nerwem tło uchodzi do wnętrza. Z przepełnionej sieci ulewa się cisza.
Barbara Iwanowska
Przysłowia
Nie wszystko złoto, co się świeci, np. męska łysina.
Tonący nie ma szans. Brzytwy wyszły. Z użycia.
Rozkudlenie
Nieuczesane myśli
mogą stać się początkiem
rozczochranego życia.