Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #8

 
a fink
info 8 numer
Odsłon: 1832, Komentarzy: 0
 
Ania Czyrska
Fauna i flora pod prysznicem
Odsłon: 1866, Komentarzy: 0
 
Bartosz Sadulski
widok z okna na Nowy Dwór
Odsłon: 1808, Komentarzy: 0
 
Danuta Myszkiewicz
Kwiatowy zawrót głowy
Odsłon: 1819, Komentarzy: 0
 
Elżbieta Lipińska
powtarzalność
Odsłon: 1547, Komentarzy: 0
 
Filip Surowiak
WINCENTEGO 11/1
Odsłon: 2768, Komentarzy: 0
 
Grzesiek Hetman
"Noc na wsi"
Odsłon: 1714, Komentarzy: 0
 
Henryk Robak
Cezary Ciszak
Odsłon: 1912, Komentarzy: 0
 
Jacek Bierut
niespokojni mogą tylko mówić o szczęściu
Odsłon: 1526, Komentarzy: 0
 
Joanna Wzorek
zanim dojdę na górę niech mnie nikt nie widzi
Odsłon: 1580, Komentarzy: 0
 
Julia Szychowiak
Wpław
Odsłon: 1549, Komentarzy: 0
 
Justyna Paluch
diszidia
Odsłon: 1557, Komentarzy: 0
 
Kamil Zając
jaki piękny jest ten świat
Odsłon: 1642, Komentarzy: 0
 
Karol Maliszewski
Korespondencja seryjna. Witkowski (ale nie Michał).
Odsłon: 1997, Komentarzy: 0
 
Karol Pęcherz
staw lękowy
Odsłon: 1465, Komentarzy: 0
 
Karol Pęcherz (fink)
„Twórczość Sosnowskiego i filozofia przedsokratejska – pierwotne akcenty w ponowoczesnej
Odsłon: 2567, Komentarzy: 0
 
Maciej Taranek
H2O
Odsłon: 1602, Komentarzy: 0
 
Marek Lis
***
Odsłon: 1430, Komentarzy: 0
 
Michał Kurzawski
Łupinki słonecznika
Odsłon: 1828, Komentarzy: 0
 
Mirosław Marcol
ZAKUPY
Odsłon: 1413, Komentarzy: 0
 
Paweł Ivo Kaczorowski
***
Odsłon: 1647, Komentarzy: 0
 
Sas
Drzewo
Odsłon: 1395, Komentarzy: 0
 
Karol Maliszewski

Korespondencja seryjna. Witkowski (ale nie Michał).

 

 

 

 

Oj, nie ma się już tej cierpliwości dla debiutantów, jaką kiedyś się miało. Bractwo to nad wyraz namolne. Ale sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało. I spośród tej ruchliwej, łapczywej natychmiastowego uznania i zrozumienia, rzeszy zaczął wyróżniać się korespondent spokojny, uczciwy i spolegliwy. Zanim stał się korespondentem i doszło do jakiej takiej komitywy, był dobrze zapowiadającym się licealistą (tak sobie ubzdurałem), stopniowo przesuwającym się w stronę pudła. To znaczy raz był czwarty, to znowu trzeci, a w tym roku faktycznie drugi w konkursie na debiut wrocławskiego oddziału SPP. A gdyby były pieniądze, to właściwie ten jego tomik mógłby być wydany wespół z tomikiem laureata, Rafała Skrobicha. Jednak dobrze się stało, że debiut odsunął się w czasie. Ostatnie miesiące okazały się dla Przemysława Witkowskiego płodne, przełomowe i za rok pewnie wstydziłby się książki wydanej na chybcika. Teraz dopiero dojrzewa do czegoś zdecydowanie bardziej wyrazistego.

Fala uderzeniowa... To właśnie przychodzi na myśl, gdy czytam wiersze Witkowskiego. Ona dziś znacznie złagodniała i wikła się w udane gry słowne, schadzki języka ze światem, ale kiedyś była bezpośrednia i naiwna (tu wspominam bardzo drapieżne wiersze wczesne). Teraz jego wiersz nie dość, że bije (wbija się w coś), to jeszcze rozmyśla na marginesie przestrzeni zetknięcia się „nagiej wrażliwości” z chropawą fakturą porządków życia. Głównie społecznych porządków. Te wiersze są w subtelny sposób zaangażowane. Pozostają w sporze zbiorowym. Gdzieś w tle czai się wściekłość, polemiczność, niepogodzenie. To, co robi Witkowski, jest bardzo ciekawym wariantem wznowionego po latach mówienia nowofalowego. „Od tego jestem, mówię prawdę” – oto credo niektórych wierszy. Prawdę niewygodną, niepoprawną. Bezceremonialność tonowana jest lirycznością, dosadność spotyka się z predylekcją do tropienia zbrukanej świętości. Idole, liczmany, konwencje, umowy, prawo zasiedzenia, świętość stosowana, siła przyzwyczajenia, pustka porządków: oto jego ulubione tarcze strzelnicze. Życzę autorowi wielu sukcesów w ściąganiu następnych bożków z piedestału.

 

Karol Maliszewski  

 

 

 

 

Przemek Witkowski

 

 

HERZLICH WILLKOMMEN

 

otwórz drzwi zobacz wszystkie sprzęty stoją

na miejscach we właściwych szczelinach blokach

powietrza teraz zamknij drzwi odczekaj odejdź

odpocznij daj przejść podaj klucz kolory wszystkie

 

albo czerwony czarny niebieski potem znów w oparach

maściach lub w kulkach rtęci przejdź zajrzyj przez mokre

bramy śluzy pochwę otwórz czy wszystko w porządku

tak samo czy brzmią wszystkie dźwięki włóż palec

 

potem całą rękę następnie głos przejście graniczne

z najskrytszych zakątków dróg oddechowych pneumy

odlicz do dwóch skocz przepłyń i wynurz policz

do jednego daj głos dołącz do całej reszty

 

 

 

ILUMINACJE

 

to jest ten pasożyt co się rodzi w głębi

i jak ze studni słychać wtedy albo z

jakichś jaskiń i żadne leki żadne zioła

maści i idzie to wyżej aż do splotu

 

czaszki gdzie się spotyka jak biegun

albo środek chińskiej kaligrafii że jest

włos a dalej takie samo piekło i tylko

na chwilę jest trochę jaśniej i wszystko

 

na chwile razem jak końce lekko tylko

zawiązanej apaszki

 

 

 

SEN 8

 

nowy rok mam psa który ma twarz

nickolasa caga wszyscy poeci

wieszczą pierwszego stycznia

wszystkiego najlepszego albo

tego czego sami chcecie w tv

nadają zapach śpiących kobiet

gwałtownie przerywają program

zapowiadam pogodę ta chmura

przemawia moim głosem wyraźnie

widać palec boży tego poranka

wzrastają koszta utrzymania

wzrasta ciśnienie szukamy ujścia

PNEUMA

 

nie miej mi tego za złe dziewczyno kolego psie

słonce to wszystko jest za każdym razem inaczej tak

żeby do tego były jeszcze podręczniki kursy

wymiany albo chociaż bedeker w jasnej szacie

 

graficznej ale przecież bez planu wydmuchujesz

nosem wciągasz ustami i odwrotnie i znowu

wszystko te płyny ciemne mazie ciecze proszki

ciała gazy wszystkie stany skupienia wszystkie

 

konieczne pierwiastki te z i spoza tabeli z baśni

i z opowiadań legend tablic przystanków i znowu

od początku od a jak antologie do z jak zmierzch

zmazy albo zwrot w przód przewrót w tył

 

zwrot i krzyżujesz palce przez lewe ramię krzyki

muchobór gaj pętla sto na dwadzieścia metrów

wszystko inne jest przecież grą wszystko inne jest

przecież powielaniem wiatru

 

 

 

MUTTERSPRACHE (I)

 

to weszło pod język i zamieszkało

w czerni w chrząstkach w ścięgnach

sięgnęło ostatecznie piersi piach

popiół strzępki papierowych pieśni

 

w których woda jest początkiem

wszystkiego czyli także ciebie

uwzględnia ten rejestr nas w całej

dość przerażającej pełni początek

 

to jest jak grzybnia przecież

rozrasta się chociaż nigdy

na powierzchni

 

 

JA HELIOCENTRYSTA

 

ten koc w oknie symbolizuje

korę drzew i nieboskłon przeszyty

głową i palce Kopernika trzymają

sztywno to słonce za horyzontem

przebieramy nogami kręcimy się

 

w łóżku na prześcieradle malujemy

szminką po trawie ten materac jest

zielony to chyba właśnie metafora

a może już alegoria miecz kielich

wino strzała hostia do góry w dół

 

spodnie

 

 

 

SEKSENHAUSEN

 

to dobre miejsce do umierania

pocimy nawet ściany kleją się

nam do skóry ciała mamy

niebieskie może sine wszędzie

 

silniki dieslowskie i kości

przeznaczonych na rzeź

jakie smutne te zwierzęta

nie znają nudy pęczniejemy

 

od słońca połyka nas ziemia

i umieramy i jak na dziś

wystarczy już wrażeń dym

ze zgaszonej świecy dym

 

z zimowego komina

 

 

JA CHE

 

i kiedy będę już czytany przy wszystkich

stolikach i będziemy wszędzie na budkach

telefonicznych i w jadłodajniach w spisach

ludności na jarmarkach i na dachach pośród

 

gołębi stawiać barykady z waszych grubych

tomów palić stosy hiszpańskie buty dziewice

norymberskie zamykać szczelnie czarne stroje

zamienimy na polowe mundury męczenników

 

będziemy wam produkować chętnie teraz jest

jeszcze między nami rozejm w pocie czoła

rodzimy legendy i spokojnie sączą się z drzew

pąki ale pamiętajcie wiersz jest pociskiem

 

a pociski wierszem

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton