Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #7

 
Adam Grzelec
wiersze
Odsłon: 1970, Komentarzy: 0
 
Damian Czaus
wiersze
Odsłon: 1746, Komentarzy: 0
 
fink
info
Odsłon: 1582, Komentarzy: 0
 
fink
Wiersze z witryny na Cegłe
Odsłon: 1682, Komentarzy: 0
 
KAROL MALISZEWSKI
KORESPONDENCJA SERYJNA - cz. 5 Skrobich
Odsłon: 1487, Komentarzy: 0
 
Karol Pęcherz (fink)
Bierność wobec rebelii języka i kwestia autentyczności.
Odsłon: 2232, Komentarzy: 0
 
Maciej Malicki
Ostatni dzień w dziurze
Odsłon: 1600, Komentarzy: 0
 
Maciej Melecki
wiersze
Odsłon: 1530, Komentarzy: 0
 
Marek K.E. Baczewski
wiersze
Odsłon: 2057, Komentarzy: 0
 
Tomasz Majeran
wiersze
Odsłon: 1596, Komentarzy: 0
 
fink

Wiersze z witryny na Cegłe

 

 

 

Anna Wrona

 

 

 

 

ebe Lebe Kum Kum

Pojechałabym z Tobą do Chin
Gdyby Chiny były na drugiej stronie ulicy
Nawet nie na placu Wolności
Bo ja tylko na odległość kamienia
Odkąd powiedziałeś
Że nawet muchy w locie nie umiem
Jestem osikowata
Kiedy bawię się w chowanego
To takie zboczenie z dzieciństwa
Schowaj się pod stół
Schowaj się pod stół
Siedź cicho
A Ty chciałbyś cuda na kiju
I dowód miłości na nieletniej


Daleko jeszcze?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JUSTYSSA

 

 

 

czytając Enrighta

 

 

zobaczyłam kobietę-boga

i nie była to bogini

która brzmi zawsze mniej poważnie

 

 

albo jak Marlin Monroe

kobieta-bóg jest zwykłą matką-ćmą

która problemy obraca w litery

jest matką-literatką

do pełna

matką-latarnią lampką nocną

mężczyzna-papier patrzy na nią

i jest tylko mężczyzną-ręką

mężczyzną-nogą

mężczyzną-mózgiem fiutem

on nic nie obraca

tylko puszcza w przestrzeń litery

jak klocki dmuchawce baloniki

w przestrzeni buja się na wieszaku-

ramieniu kobiety-boga

 

kiedy kobieta-bóg będzie miała

rękawy pełne słów

a wiara nie pozwoli jej zasnąć

urodzi dziecko

z papieru

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

BOGOTALI

Z galerii snów


w galerii mimowolnych snów
wbrew przeważającym obawom ludzi
ciemność nie decyduje o  wszystkim
nie prowadzi walki z jasnością
obie przeciwstawne stykają się odwrotnością

istnieje jednak rozszczepione światło
jasnych korytarzy-zagadek
przywoływane we śnie
są ikony dziennych wydarzeń
obok czeka gotowość umysłu

odnajdujemy tam wszystkie lęki i pragnienia
marzenia zakazy sny-również te na jawie
one tworzą fale nocnej wyobraźni
podobnie jak w życiu
- istnieją znaki przypadkowe

przenikalności znaczeń wciąga nas amokiem
pukających dźwięków niesłyszalnych
nasze postacie są poubierane w pamięć dnia
i przynoszą nam niejasność
-migawki ciemności w świetle

z nocnych podróży przywozimy wiele teorii:
- tajemnice opierające się czasowi
-pojawiające się cyklicznie dejavu
-znaczenie bądź bezznaczeniowość snu
oraz przypuszczenia co do wydarzeń i złudzeń


26.09.2005

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brat Łukasz

 

ścieżki papilarne

rośliny wydzielają przestrzeń i tlen
chwytany łapczywie w płuca i dłonie

zdziczałe pędy i koty drapią w gardło
i prosto w oczy wymówione od zaraz

trzeba zapalić dużo świec i kadzideł
pospiesznie skręcić w prawo i tory myśli

znów przyłapać je na skłonnościach do latania

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

cirrus

 

kościół

nie widzę nic poza szybką ewolucją
nowej, skonsolidowanej religii

wojna trwa od minuty. elektroniczne
oczy zaglądają do środka. elektroniczne
instrumenty perkusyjne, hymny wojenne
i laserowe działka kosmitów

ona się po prostu boi

w trzeciej minucie szamani posiedli zdolność
martwej lewitacji. uginają się gałęzie. lasy
równikowe mówią pas

w międzyczasie latam
a ona się boi

leżę w kościele od siedmiu minut,
tamci napierdalają się dalej

odwiedzam siebie a tam elektroniczne powietrze,
elektroniczny deszcz i laserowe wiązki
kosmitów. jezus był kosmitą

ona się po prostu boi

słyszę boga. to steven wilson
jestem w kościele od dziewięciu minut

po kilku sekundach wpada w wibracje. jest cały
z drewna więc skrzypi od ludzi, ciśnienia
i szybkości.

dwunasta minuta. jakaś hiszpanka usiadła
w ławce za mną. ona się po prostu boi

 

 

 

 

 

 

 

 

Edzio Tapczan

 

 

                                    ,, Bieg – nie? Biegnie?”

 

 

Biegnie Biegnie Biegnie

Biegnie biegnie

biegnie

Nie tam, że nie ma bzu w twoich włosach

 

biegnie

biegnie Biegnie

Biegnie Biegnie Biegnie

Nie tam, że ucieka

 

rżnie niegięcia potrzebę

słowem potrzeby niegięcia, biegnięciem,

Powiedziałby być może, że bieg, nie, sama tylko zmiana

stanu,

Wszystkie niedoskupienia,

w wersji pop, wejdą mu na dobrze

skrojony ( ze wszystkiego),

uni - form, do myślenia przezeń wymyślony,

Przytulnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Joanna Vorbrodt

 

 

 

...ale zacznijmy od początku

 

 

 

 

 

Powstała tutaj między westchnieniami
cyklem zderzeń pośród niepamięci a

powstała w czasie chwilowego
między słowami

konstrukcja samonośna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Łukasz Podgórni

 

07.12.2005 godz. 15:43

sarkam na rynek dziwna perspektywa kebabowej wnęki.
okna kamienic dzięki że nas widzisz rażą resztką słońca
rozsmarowaną nierównomiernie po wyboistym szkle
omijając mnie koncentrując się joł na puma concept store
jego witrynach: gładszych większych siostrach: lans do czerwoności
pod które odebrawszy obiecaną pulę mięsa idę
wytwarzać serdeczność dla mechanicznych pracowników.
a są to kwiaty specjalnego castingu (sztuciec z plastiku
tkwi w chętnych ustach zabrania zatyka uspakaja jak smok
smoczek cmok oto kolejna forma miłości całuję się
z białym widelcem) 
                          stamtąd słyszę jak sprzedawczyni kebabu
w myślach nazywana kebabową lalą mimo że w tłumie
wokół pracy zawodowej którą wzięła wyrwa jest
i że w jej rękach które karmią – krążą nieostre krawędzie
pustki – skrzeczy: proszę proszę a kolczyk w brodzie żarzy się jej na różowo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tomasz Pułka

 

Temat

Szyby drżą jak pielgrzymka, gałązki, sznureczki, wiązania. Możesz się zgubić,
możesz to zapisać. Krzemień na kamieniu, jakby biegł przez martwe pole
i trącał zdechłe psy. Wsiąkasz w to, prawda? Więc wybacz, że pytam,
że cię podpuszczam, koryguję tor lotu, ergo: spadania. Byli goście,
była zabawa, teraz mamy tylko zdjęcia, więc
staje się..? Przenika, ulega malwersacji?
Pieprzyć te huśtawki, mieliśmy plac zabaw,
śmierdzi dzisiaj rosą, gdy wchodzę do sklepu.

A zegarek? Co z nim, kiedy wydają ci resztę? Batonik wędruje do dziurawej
kieszeni i dalej, biegnij za tym pochodem, nie zatrzymuj się, dogasaj!
Gałązki, sznureczki? Złapię was zagadki, przeniosę do jutro i

proszę o zbliżenie.

Mamy tu cały szereg inspiracji, wystarczy się rozsiąść, a przybiegną
studnie, puste hangary, tak wspaniale kołujący ból i niewiarygodny
upał. Batonik w kieszeni się nagrzewa, rozmazuje i topi. Brudzi
kieszenie, szpilki w mgnieniach słońca, przekład z wczorajszego
oblężenia sklepów. Mieliśmy domek na drzewie, zardzewiał.
 
Gałązki, sznureczki. Głodzona trajektoria, jakby nie rozumiał
struktury i szedł bez laski, bez kagańca, na drugą stronę ulicy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

rybi puzon

 

 

modlitwa wysiusianego

Jak ci leci Boże, nie jak pada,
to po kroplach w kałuży widziałem.
Ja tylko tak pytam, mijając
biały suwak na niebie,
ponaddźwiękowy.

Ha!
I który z nas
teraz spuści wzrok,
                niepewny,
czy ma dopięty rozporek?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pejot


zgwałcone rusałki proszą o modlitwę

 

 

lipiec pojawił się bez zapowiedzi –

teoretycznie za wcześnie

słońce rozpierdoliło się o posadzkę miasta –

był jeszcze nieoswojony i mokry.

wymagał ciągłego zlizywania

rusałek z ust. a usta lipca ześlizgiwały się jak ryba

i nic innego nie miało głosu.

 

teraz już kontroluję większą część

dłoni. dzięki temu każde kolejne drżenie

jest czymś w rodzaju nowego spokoju

i więcej zgwałconych rusałek puka do szyby.

właściwie ja i one tworzymy

nadzwyczaj pretensjonalny obraz –

presji z przymrużeniem oka

(oka z przyłożeniem presji) a wzmożona aktywność

wykrzykników dzieli na części:

życie wewnętrzne i zewnętrzne.

prężenie się i składanie w kostkę wzroku.

fizyczne podobieństwo i psychiczna więź.

(mój psycholog triumfuje –

umiem już rzucać grochem

i cieniem. umiem rzucać cień

a światło robi mi źle)

 

w gruncie rzeczy to zbawienne.

będę mieć o czym pisać:

podziały i banały to świetny materiał

na wiersz. właściwie mogę nadać im numery i trawić po kolei

wraz z czasownikami na które się nie pluje.

 

więc skoro już wiesz

że nie kłamię mówiąc o zabijaniu

czasu niewiele zostało.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lucyna Rams

 

 

 

 

Na łańcuchach światła

odkrywając to , co przyszło tak nagle - tak jak powrót

w szept, w ruch, w oddech - dryfowałeś brzegiem tulipanów

ułożonych na kolanach uschłej kobiety.

 

tylu przypadkowych mężczyzn trzymała w sobie,

tyle razy jęczała w uniesieniu wśród zlatujących dookoła błysków.

teraz nie czuła tego, jej wnętrzności rozsadzał ból. przeklinała

to nasienie kiełkujące w niej, dusząc - lecz daremnie - ono parło

we wszystkie strony, pękając w każdej komórce, rwało

mięsień po mięśniu.

 

w miękkim murze pozostały wgłębienia jej palców.

 

patrzyłeś z uśmiechem do środka zapisując

kolejne strony przeznaczenia. nastała wiosna – raczej bezruch

- śpiewem drzew kwitnących ospale. słowa unosiły

gałęzie wdzierające się w cień pokoi. ustały

wielkie niepokoje, zatrzymując ciszę w kuluarach. oszalałeś.

 

w dwie strony patrząc równolegle.

 

męczyła ją powtarzalność chwil – zimnych prześcieradeł

- kiedy zamiast fotografii tuliła gorycz zmieszaną z piwem.

to co wyrosło zamiast cieni, trwało - jak odpryskujące cytaty

pustych ścian – niezmiennie.

 

czy wiesz, że one chodzą nocami w zbyt obcisłych sukienkach?

 

 

 

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton