Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #7

 
Adam Grzelec
wiersze
Odsłon: 1973, Komentarzy: 0
 
Damian Czaus
wiersze
Odsłon: 1749, Komentarzy: 0
 
fink
info
Odsłon: 1584, Komentarzy: 0
 
fink
Wiersze z witryny na Cegłe
Odsłon: 1685, Komentarzy: 0
 
KAROL MALISZEWSKI
KORESPONDENCJA SERYJNA - cz. 5 Skrobich
Odsłon: 1489, Komentarzy: 0
 
Karol Pęcherz (fink)
Bierność wobec rebelii języka i kwestia autentyczności.
Odsłon: 2238, Komentarzy: 0
 
Maciej Malicki
Ostatni dzień w dziurze
Odsłon: 1601, Komentarzy: 0
 
Maciej Melecki
wiersze
Odsłon: 1531, Komentarzy: 0
 
Marek K.E. Baczewski
wiersze
Odsłon: 2060, Komentarzy: 0
 
Tomasz Majeran
wiersze
Odsłon: 1597, Komentarzy: 0
 
Karol Pęcherz (fink)

Bierność wobec rebelii języka i kwestia autentyczności.

Karol Pęcherz (Fink)

Rocznik 1980, absolwent filozofii, socjologii i filologii polskiej. Mieszka i działa we Wrocławiu.

 

 

Bierność wobec rebelii języka i kwestia autentyczności.

Esej o  poezji Andrzeja  Sosnowskiego w ciemnym świetle Blanchota.

 

        Poezją Andrzeja Sosnowskiego łatwiej się zachwycić, niż ją zrozumieć. Ba, kategoria rozumienia nie musi być w tym przypadku wcale istotna, jeśli uwzględni się specyficzny stosunek Sosnowskiego do języka albo wiarę, jaką pokłada w język.

Na wstępie przywołam tezy wybitnego francuskiego prozaika i filozofa  Mauricea Blanchota, który zakwalifikowałby zapewne warszawskiego autora do twórców literatury rozumianej jako doświadczenie.

Blanchot definiuje dwa sposoby pojmowania literatury: „jeden polega na traktowaniu dzieła literackiego jako produktu doświadczenia wewnętrznego, drugi na świadomym konstruowaniu utworu jako narzędzia przekazu idei[1].” Francuski myśliciel skłania się ku pierwszej koncepcji, dopatrując się w tej właśnie poezji wartości autentyczności.

Autentyczność ta miałaby bezpośrednio pochodzić ze specyficznego stosunku autora do języka, właśnie stosunku autentycznego, a więc ukazującego język w jego najgłębszej istocie. Poetyckie zainteresowania autora zawężają się wówczas  do poszukiwania w języku i poprzez język, do obserwacji ruchu języka, do podjęcia ryzyka biernego oddania się temu ruchowi.

Tylko w ramach stosunku autentycznego, zawierzeniu językowi, piszący ma możność doświadczenia owych niedostępnych sfer, w które chce przeniknąć. Mówimy tu o niewyobrażalnym doświadczeniu nicości, milczenia i umierania.

A jak powiada Rowiński, analizując postawę filozoficzną Blanchota: „Dążeniem pisarzy pojmujących twórczość literacką jako doświadczenie jest podbicie tego, co z natury rzeczy jest niedostępne[2].”

Warto zatrzymać się na chwilę przy autentyczności języka, które Blanchot widzi  w nieco innym sensie niż Heidegger.

Niemiecki filozof skłaniałby się ku koncepcji języka, która odsłaniania, ukazuje  istotność w blasku światła. Oto język objawia prawdę bycia, bądź umożliwia nam zamieszkiwanie[3]. Barbara Trojanowska w artykule „Filozofia i poezja – koncepcja Martina Heideggera” pisze: „Uwolnienie języka od z góry narzuconych struktur ujmowania oznacza uwolnienie Dasein od określonego sposobu bycia w świecie. […] Nie ujmuje bytu w jego skończoności (jako przedmiotu), lecz ujawnia nieustanne «stawanie» się istnienia poprzez możliwość sięgania w nicość, czyli w sferę nieuchwytną dla języka przedstawiającego. Poezja jest byciem w świecie rozumianym jako sprzeczność, jako jedność istnienia i nieistnienia, skończoności i nieskończoności, poznawalności i niepoznawalności, prawdy i fałszu. Dopiero istnienie pojęte jako sprzeczność jest pojmowane jako całość; i tylko poezja ma możność wypowiedzenia tej sprzeczności[4].” Dla Blanchota język autentyczny to raczej czarne światło nocy, „światło niweczące świat, sprowadzające go do jego początków, do nieustannego szmeru, plusku i ciągłych nawrotów […] daleki od rozjaśniania świata, pozwala zrozumieć nieugruntowany grunt pozbawiony dostępu światła, które go wspiera i przywraca naszemu zadomowieniu istotę wygnania, a klejnoty naszej architektury przekształca w nędzne szałasy, jakie spotkać można na pustyni[5].” Język Blanchota pozbawiony jest mocy, jaką chciał widzieć w języku Heidegger i taką Blnchotowską niemoc ujawnia w tekstach Sosnowski w wyraźnej zamkniętej strukturze wierszy (choć owo zamknięcie staje się pozorne, jeśli uwzględnimy rolę intencjonalności, która przełamie zamknięty charakter struktury). Deleuze i Guattari w tekście „Kłącze” piszą: „Język zamyka się w samym sobie zawsze tylko w funkcji niemocy[6].” Wspomnianą funkcję niemocy języka i jego zamknięcia uzasadniają wątpliwości filozofów angielskiego empiryzmu – G. Berkeleya i D. Humea, którzy zastanawiając się nad  Arystotelesowską dychotomię znaku i bytu, „starali się dowieść, że doświadczenie bytu odbywa się tylko i wyłącznie poprzez subiektywne wrażenia. Każda próba potwierdzenia danego wrażenia odsyła nas do innego wrażenia. Skoro tak, to nie ma żadnych uzasadnionych logicznie podstaw przypuszczać, ani że wrażenia są w ogóle przedstawieniami bytu, ani że ich prawdziwość polega na ich zgodności z czymś, co samo nie jest kolejnym wrażeniem. W opinii Berkeleya i Humea wrażenia można zestawiać jedynie z innymi wrażeniami[7].” Mamy tu do czynienia ze strukturą zamkniętą, która uzasadnia się i potwierdza w ramach swojego własnego systemu działania.

Poezję Andrzeja Sosnowskiego należy więc oświetlać ciemnym blaskiem Blanchota, wówczas pewne frazy, jak choćby ta z wiersza „Szerokość poetycka zero”, którego ostatnie słowa brzmią dość przewrotnie w ramach konfrontacji Blanchota z Heideggerem, nabierają szerszego wymiaru filozoficznego: „Na końcu światła jest tunel[8]” i równie stosowny fragment  „Bebop de lux”:

„[…] natomiast cień mężczyzny jeszcze nie spłynie z ciała leżącej kobiety, która najpierw spoczywa zupełnie bez ruchu, a potem niemal ukradkiem przesuwa lewą stopę w stronę brzegu światła, centymetr po centymetrze w stronę brzegu światła, aż wreszcie najmniejszy z palców stopy znika w mroku za światłem i po omacku szuka ścieżki, która prowadzi na świat.”[9]

W filozofii Blanchota język to również unicestwienie rzeczywistego świata. Blanchot inspirował się Heglowską dialektyką, gdzie dualizm języka i świata sytuują język w pozycji negacji świata – nicości, pewnej pustce[10], a więc podobnie jak u - wspomnianych przed chwilą – Berkeleya i Humea, język potwierdza się tylko w języku i w niczym innym, skazując się na zamknięcie i niemoc. Nieudana schadzka języka i świata.

Słowo, proponując znaczenie, unieważnia rzeczywisty przedmiot, niejako unicestwia go. Literatura zatem, skoro budowana jest z materii słowa, jest czystą negacją świata rzeczywistego, uśmiercaniem realnie istniejących rzeczy. Zaś autentyczność języka polega właśnie na świadomości tej śmiercionośnej funkcji języka, na świadomości fikcyjności literatury, która to świadomość powinna zaistnieć jako podstawa i punkt wyjścia dla poety wybierającego się w drogę w poszukiwaniu  niewyrażalnego.

Andrzej Sosnowski jest, jak się wydaje, wyjątkowo zbieżny poglądom Blanchota, kiedy w jednym z wywiadów mówi, że słowa są nagrobkiem dla rzeczy i dlatego wiersz nie może być jednoznaczny, statyczny, musi wychodzić z wielostronnego ruchu języka. Nazywanie nie przybliża do rzeczy, jawi się jako zbyt naiwne, celniejsze działania rozgrywają się na polu sugestii: „Nazwać przedmiot to zniszczyć trzy czwarte rozkoszy poetyckiej, jaką daje powolne odgadywanie, sugerować – oto ideał[11]”, cytując modernistę Mallarme’a.

     Czy mamy więc do czynienia z jakąś nową, współczesną formą autentyczności? nieco podobną do tej wysnutej z „Dzienników” Gombrowicza? gdzie fikcja literacka jest trampoliną, działaniem potęgującym rzeczywiste przeżycie, rzeczywisty problem? Czy więc należy zanurzyć się w morzu fikcji językowo-literackiej, by okrążyć autentyczność? Joanna Mueller powiada: „[...] ten dziwny rodzaj lingwizmu jest projektem (intuicją, propozycją) jakiejś nowej, bardzo współczesnej autentyczności. Autentyczność jest tutaj doświadczeniem poprzez sztuczność, twarz objawia się za pomocą maski, ranę można zobaczyć w ironii. Najistotniejsze są miejsca złamań, pęknięcia między kolejnymi kliszami (uwydatniane przez czułość filmu), załamania głosu, które rodzą się – wiemy to przecież! – z chwil wzruszenia, same są zaś rodzicami lingwistycznych przejęzyczeń. Wiele o tej współczesnej wrażliwości miałby do powiedzenia Marek Bieńczyk, kolekcjonujący nieuleczalne przypadki tych, którzy «nigdy nie odnajdą straty». Tych, którzy właśnie dlatego, że o tym wiedzą, będą jej z melancholijnym uporem szukać. Tych, którzy tego, co utracone (autentycznego dostępu do innych, dostępu do siebie) szukają zawsze w języku[12].”

 

W ogólnym zarysie poezja Sosnowskiego istnieje w funkcji z sobą samą, z zainteresowaniem przygląda się możliwości własnego istnienia, czyli skupia uwagę na obszarze języka. Fakt ten zauważa Jacek Gutorow, który w jednym z tekstów krytycznych, poświęconych warszawskiemu poecie, pisze: „czasoprzestrzeń jest nie tylko zakrzywiona, ale ma naturę językową, i jako taka określana jest przez gry językowe[13].”

Nie należy pokładać wiary w precyzyjność takich uogólnień, trzeba zdać sobie sprawę, iż ustalanie kadru ogólnego planu ma na celu objąć jakąś całość, bardziej okrążyć, niż ją dotknąć.

Przestrzeń literacka, która według Blanchota „rozpościera się ponad światem, to jednak nieskończenie poszerza obszary ludzkiego świata, bowiem dzięki językowi obiektywizuje to, co niewidzialne, niemożliwe do wyobrażenia. Przestrzeń literacka jest miejscem generującym sens i znaczenie, jest miejscem doświadczenia tego, co nie mieści się w granicach empirii. Ale nie cała literatura sytuuje się w obrębie przestrzeni literackiej. Literat, pisarz dąży często do oddziaływania na przestrzeń społeczną, polityczną, historyczną. Przecenia się bowiem rolę literatury w zakresie możliwości jej praktycznego oddziaływania[14].”

Aby wykazać tę dwustronność działalności języka na sferę przestrzeni literackiej i przestrzeni społecznej, wystarczy zwrócić uwagę na wcale nie mniej interesującą sferę poezji badanego autora, która jest wysoce zaniedbana w opracowaniach, wręcz pominięta, choć ewidentnie przemycona w wierszach, być może w tym ogólnym, ciemnym świetle Blanchota, jako towar nielegalny, niepożądany. Chodzi tu o krytyczno-społeczny, krytyczno-kulturalny aspekt poezji Sosnowskiego o wymowie antysystemowej, antyglobalistycznej, antymedialnej.

Ale powróćmy do języka, który jawi się  „systemem stosunków przestrzennych nieskończenie złożonych, których oryginalności nie pozwala uchwycić ani przestrzeń geometryczna, ani przestrzeń życia praktycznego. W tej przestrzeni logosu kryją się niezbadane możliwości literatury, pisarz ich nie odkrywa, ani nie manipuluje nimi, one same objawiają się piszącym. Wymaga to tylko od pisarza pewnej bierności, pasywnego zaufania do języka[15]” i wówczas to, idąc śladem myśli Levinasa, literatura wyrzuca nas na brzeg, którego nie może osiągnąć żadna myśl. Otwiera na niemyślane.

Uruchomiona została więc pompa języka – bez wątpienia zasadniczy rys twórczości Sosnowskiego – oto klucz do głównej bramy i wydaje się, że więcej uniwersalnych kluczy już nie ma, że pozostałe spostrzeżenia mogą przypominać raczej „szwy, które nie zostały wyjęte. Ale, że nie zostały wyjęte, to stały się częścią całości, w pewnym sensie rozpuściły się, zostały zasymilowane i mają swoje znaczenie po prostu dlatego, że są i mogą być przez każdego dowolnie odczytywane[16].” 

 



[1] C. Rowiński, „Prolegomena do pism Maurice’a Blanchota” w: Literatura na świecie 1996, nr 10, s. 111.

[2] Jak wyżej,  s. 111.

[3] „Docieramy w tym miejscu do Heideggerowskiej koncepcji istoty poezji (czy też szerszej: filozofii sztuki). Otóż okazuje się, że istotną jej istotnością jest odsłanianie sensu bycia takim, jakim jest ono całe. Sztuka uobecnia zatem możliwości zapytywania o transcendentalne przesłanki sensu istnienia. Poeta – ów galernik wyobraźni i wrażliwości – toczy więc dialog o wszystko, kreuje i ożywia przestrzeń, w której jasno widać nie tylko to, co ze swej namacalnej natury jest jasne, ale także to, co zakryte i milczące, a co jako takie jest podstawą możliwości usensownienia bycia.”  - A. Jeziorowski „Milczenie i mowa”, w: ”Rzeczywistość języka” praca pod red. Barbary Trojanowskiej, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław, 1999, s.234.

[4] B. Trojanowska, „Filozofia i poezja – koncepcja Martina Heideggera”, w: „Rzeczywistość języka”, s.237.

[5] E. Levinas, „Spojrzenie poety”, w: „Literatura na świecie” 1996, nr 10, s. 78.

[6] G. Deleuze, F. Guattari, „Kłącze”, s.223.

[7] M. Sikora, „Język a naukowy obraz świata”, w: „Rzeczywistość języka”, s.173-174.

[8] A.Sosnowski, „Dożynki”, Biuro Literackie, Wrocław 2006, s.39.

[9] Jak wyżej,  s.153.

[10] „Pierwszym czynem, dzięki któremu Adam uczynił się panem zwierząt, było narzucenie im nazw, to znaczy, że tym samym unicestwił je w ich egzystencji (jako istniejące)” w: „Prolegomena do pism Maurice’a Blanchota”, s. 112.

[11] Jarosław Klejnocki, „Za gardą”,  w: „Nowy nurt”, Poznań, 1995, s. 10.

[12] Joanna Mueller, „Księga astygmacji”, w: „Lekcja żywego języka”, s.121.

[13] J. Gutorow, „Implozja”, w: „Lekcja żywego języka”, s. 54.

[14] C. Rowiński, „Prolegomena do pism Maurice’a Blanchota”, s. 122.

[15] Jak wyżej, s. 113.

[16] „50 lat po Oświęcimiu i inne sezony” z Andrzejem Sosnowskim rozmawiają Mariusz Maciejowski, Tomasz Majeran, w: „Czas kultury”,1995, nr 2, s.11.

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton