Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #4
 
FINK
Andrzej Wariat
Odsłon: 2126, Komentarzy: 7
 
FINK
TEORIA PRZEMOCY SYMBOLICZNEJ A „FERDYDURKE”
Odsłon: 10452, Komentarzy: 6
 
JIŘI ČERVENKA
wiersze
Odsłon: 2340, Komentarzy: 1
 
KAROL MALISZEWSKI
Korespondencja seryjna - Sławek
Odsłon: 2754, Komentarzy: 0
 
KRZYSZTOF ŚLIWKA
Wiersze
Odsłon: 3094, Komentarzy: 4
 
MIROSLAV VLK
Fajerwerki
Odsłon: 2178, Komentarzy: 0
 
PIOTR SUS
Wiem, ale wstydzę się powiedzieć
Odsłon: 1991, Komentarzy: 0
 
TOMASZ JASKUŁOWSKI
Powieść-worek
Odsłon: 6957, Komentarzy: 1
 
TOMASZ WAŻNY
Obraz Correggia
Odsłon: 2223, Komentarzy: 0
 
PIOTR SUS

Wiem, ale wstydzę się powiedzieć

 

 

           Naprzeciwległe półki książek obejmujące wnętrze ciężkimi, sięgającymi sufitu klamrami. Pośrodku stół, ten z masywnych, nieruchomych stołów, wbity w podłogę, a raczej wrośnięty w nią, ożywiony latami tak bliskiego kontaktu, że każda próba przesunięcia go choćby o milimetr, przewróciłaby cały dom – grzebiąc włączone telewizory w oczach  rozwartych oglądaczy. Na stole w kolorze półek: zeszyt, długopis i kilka książek, jedna w pozycji rozwarcia przyglądająca się politurze blatu . Kubek z herbatą, herbatą zimną, oleistą, pozostawioną swobodnemu parowaniu w chmurę nie grożącą deszczem, co najwyżej zmniejszoną przejrzystością obrazu. Za stołem blisko na wyciągnięcie dłoni: kanapa w kolorze stołu, bujna, sumiennie i bez obawy przyjmująca każdy ciężar, w każdej konfiguracji, pozbawiona tej przesadnej miękkości, ale za to wchłaniająca obciążenie w napięciu wyprężonych sprężyn. Na kanapie niedbale rozwalony mężczyzna, oczyma w kolorze sprzętów wpatrzony w sufit. Wysoki, młody, jeśli tylko się poruszy pokój zacznie biegać bez celu i kręcić się wokół własnej osi jak ranna pszczoła. Dwa wysokie, brązowe okna na lewej ścianie upstrzone odciskami palców rzednących od środka – usta .
         Kamień rzucony w lustro lub dzwonek,  podrzuca siedzącego – odprężenie sprężyn – od razu pod drzwi, jego pewne ruchy ściskające klamkę wskazują, że czekał, że wie, że krew dotarła wszędzie w prawie równych ilościach. Wchodzi, kolor oczu jest niedookreślenia, konstytuuje w źrenicy prywatną  tęcze o ciemnej tonacji. Pokój galopuje we wszystkich kierunkach jednocześnie, co chwile ocierając się  o nią , za każdym razem delikatniej i  w innym miejscu. Niespiesznie poskramia otoczenie kolistymi spojrzeniami – jest za cicha w porównaniu z ostrzem ogłoszenia w gazecie. Podchodzi do stołu i zamiast nonszalancji palca dyskretnie muskającego krawędź mebla tak, że ten marszczy się i zaczyna nienawidzić podłogi, marząc o szumie  i liściach. Zamiast tego szybkim ruchem bierze do ręki rozłożoną książkę i nie wiedząc na co, siada i zaczyna czytać. Zdyszany pokój staje i czerwony ze zmęczenia opiera czoło o ciemność. Mężczyzna oddycha krótkimi pociągnięciami powietrza, patrzy z góry na kobietę siedzącą teraz o wiele za wysoko, chciałby poprosić żeby coś przeczytała, ale nie zna próśb jej języka, rozkazuje więc, kalecząc język na ostrości zaostrzonych zębów – czytaj! Cichy, mocny głos,  przewraca pokój na bok, tnie go na cienkie paseczki i zawiesza wysoko – nie tutaj. Czytaj! Krew posolona spływa do pompy albo studni, zabarwia lód na różowo, ale nie topi go. Kobieta zdjęła symbolicznie błyszczące buty, układając nogi pod siebie tak jak nigdy, właśnie ona nie powinna układać nóg. Nóg długich, w czarnej pończosze, jaśniejszej na piętach . Włosy krótkie, sięgające za ucho, czarne włosy spadające teraz na ruchome policzki i szczypiące je jakby za karę. I te usta artykulujące bluźnierstwo za każdym poruszeniem, każde słowo zabarwiające czerwienią, niknącą zupełnie, wytartą o zdania, metafory, kłamstwa. Nadchodzi prośba, podczas której mężczyzna odgryza sobie język i czuje wielką ulgę: przestań i rozbierz się. Kobieta przez mgnienie szuka wzrokiem tytułu: przestań i rozbierz się, tylko przez mgnienie. Pokój kopie lewą nogą powietrze w  nieregularnych   odstępach.  Za  oknami  pognieciona  gazeta  zmierzchu,  pisze  się  na  rubryce ogłoszeń, klamry półek trzeszczą, przez książki biegnie posłaniec z informacją o zmianie alfabetu .
         Przy pierwszym uderzeniu sprężyny zaskomlały lekko, oddając nagie ciało jak piłkę. Mężczyzna karał bez furii spokojnie i metodycznie, otwartą dłonią, bardziej  wbijając w wybujałość kanapy niż bijąc. Co naturalne, kobiety nie było w tym czasie, uciekła gdzieś daleko, za daleko aby mogła się bronić, co wyglądało tak jakby rozumiała, milczeniem wyrażając zgodę. Mężczyzna przestał. Kobieta wracała powoli małymi kroczkami. Pokój robił mostek szturchając kolanami ciemność. Mężczyzna wskazał oczyma na książkę, drżała w jej dłoni jak nogi po stosunku. Zaczęła czytać: głośno, dumnie, powoli, spalając słowa w popiół, osiadający wszędzie żarzącą się mgiełką. Po oknach spływał deszcz, nie dobijając do końca i sycząc. Kałuża krystalicznie czystej wody wokół mężczyzny zaniepokoiła sąsiadów i stół. 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton