Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #4
 
FINK
Andrzej Wariat
Odsłon: 2125, Komentarzy: 7
 
FINK
TEORIA PRZEMOCY SYMBOLICZNEJ A „FERDYDURKE”
Odsłon: 10452, Komentarzy: 6
 
JIŘI ČERVENKA
wiersze
Odsłon: 2338, Komentarzy: 1
 
KAROL MALISZEWSKI
Korespondencja seryjna - Sławek
Odsłon: 2752, Komentarzy: 0
 
KRZYSZTOF ŚLIWKA
Wiersze
Odsłon: 3089, Komentarzy: 4
 
MIROSLAV VLK
Fajerwerki
Odsłon: 2177, Komentarzy: 0
 
PIOTR SUS
Wiem, ale wstydzę się powiedzieć
Odsłon: 1989, Komentarzy: 0
 
TOMASZ JASKUŁOWSKI
Powieść-worek
Odsłon: 6946, Komentarzy: 1
 
TOMASZ WAŻNY
Obraz Correggia
Odsłon: 2214, Komentarzy: 0
 
MIROSLAV VLK

Fajerwerki


Kiedy rodzina Trisków albo bracia Blondinowie stawiali na rozległym placu potężne metalowe słupy i napinali między nimi linę, po której się potem beztrosko przechadzali, jeździli na rowerze albo robili różne inne niewiarygodne sztuczki, my - chłopcy - chowaliśmy się gdzieś w bramach domów, żeby móc ukradkiem obserwować przedstawienie bez płacenia za bilety, na które zazwyczaj nie mieliśmy pieniędzy. Oczywiście od razu zapragnęliśmy zrobić własne przedstawienie. Dobrze jednak wiedzieliśmy, że istnieje znaczna różnica między atrakcyjnym widowiskiem rozgrywającym się na wysokości dwudziestu metrów nad głowami widzów a niezbyt emocjonującym wystąpieniem dwu młodzieńców produkujących się na drewnianej żerdzi na wysokości nie całych dwóch metrów nad ziemią. Tę oczywistą różnicę trzeba było zniwelować czymś naprawdę wyjątkowym. Zdecydowaliśmy się na fajerwerki.

Dramaturgia przedstawienia polegała na tym, żeby każdy następny numer był trudniejszy i żeby wywoływał większe wrażenie. Najpierw zwyczajne przejście po żerdzi z tyczką dla utrzymania równowagi, potem to samo z parasolem, następnie przysiad, siad i położenie się na plecach. W tym czasie jakieś obroty, chodzenie na czworakach. Na koniec punkt kulminacyjny – na środku żerdzi wspaniałe fajerwerki. Przyczepiliśmy do kawałka tektury petardy, sztuczne ognie, kapiszony, korki, i różne inne urządzenia, które przy zapaleniu syczą, dymią, trzaskają, wybuchają – krótko mówiąc wytwarzają ogłuszający harmider i oślepiający blask. Wszystkie te materiały wybuchowe połączyliśmy lontem tak, żeby wybuchy i efekty świetlne następowały elegancko po sobie.

Tego dnia padał deszcz i było przenikliwie zimno. Baliśmy się, że nikt nie przyjdzie nas oglądać. Jednak rozwieszone po klatkach schodowych okolicznych domów plakaty obiecujące wspaniałe widowisko zakończone fajerwerkami spełniły swoje zadanie. Podwórko było wypełnione do ostatniego miejsca.

Na początku przedstawienie nie wzbudzało specjalnego odzewu publiczności. Dopiero, kiedy z fajerwerkową tekturą na plecach przygotowywałem się do wejścia na żerdź, a Zdeněk Roháček, mój wierny przyjaciel, zapalił koniec lontu, publiczność zaczęła uważać. Przeżegnałem się i ruszyłem na spotkanie wspaniałego sukcesu, w który w owej chwili gorąco wierzyłem. Po środku żerdzi zatrzymałem się, nabrałem powietrza i rozłożyłem ręce, żeby w mającej nastąpić kanonadzie nie stracić równowagi i nie spaść na bruk. Mijały sekundy a fajerwerk milczał jak zaklęty. Dopiero po dłuższej chwili coś za mną anemicznie zasyczało - i było po wszystkim. Zawstydzony, ale przede wszystkim okrutnie rozczarowany, wracałem odprowadzany chichotaniem publiczności na murek, na którym była żerdź położona. Nagle za moimi plecami strasznie zagrzmiało i ozwał się ogłuszający huk. Te rakiety się chyba zmówiły i wybuchły wszystkie naraz w momencie, kiedy na taką zdradę nie byłem zupełnie przygotowany. Przestrach, a może inna nieznana mi siła, której nie mogłem się przeciwstawić, sprawiły że uniosłem się bezradnie nad murek a następnie łukiem na podwórze sąsiada. Z oklasków publiczności, których co prawda zza ceglanego murka nie widziałem, ale które w pozycji leżącej dobrze słyszałem, wywnioskowałem, że widzowie uznali zakończenie przedstawienia za dowcipnie wyreżyserowaną scenkę humorystyczną. Dużo się potem na ulicy mówiło o tym przedstawieniu. Ci, którzy fajerwerku nie widzieli, bardzo chcieli, żebym go powtórzył. Oczywiste jest jednak to, że takiej rzeczy, będącej wynikiem licznych i niezrozumiałych zbiegów okoliczności, nie da się powtórzyć. Dlatego tej jesieni żadne skoki na linie ani fajerwerki się już nie odbyły.

tłum. Helena Jankowska


Miroslav Vlk – doktor prawa, urodzony 7 lutego 1914 w miejscowości Dvur Kralove nad Łabą, mieszka w Pradze i Dvur Kralove. Opublikował w prasie niezliczoną ilość felietonów, opowiadań, esejów oraz artykułów o tematyce muzycznej. Jest znany również jako autor słuchowisk radiowych.

Opowiadanie ”Fajerwerki” pochodzi z tomu Podzvičinský kaleidoskop, „Willcap Trutnov”, Trutnov 1993.

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton