Ona rzeczywiście ma na imię Ewa i stoi na przystanku tramwajowym. On nosi zupełnie inne imię, ale lubi jak się na niego woła Rościsław. Z lekkiego oddalenia
on patrzy na nią, jak się delikatnie kołysze, wczepiona wzrokiem w znak zakazu wjazdu. W końcu podnosi wzrok i teraz trzyma się nim ramion Rościsława.
On podchodzi bliżej, żeby było jej łatwiej, wiadomo, wzrok nie ten, co kiedyś, gdy była w jego wieku. On nie wie o co zapytać, ona co na to odpowiedzieć, dlatego oboje
wyglądają na dość pewnych siebie. Wtedy ona dokładnie celując śmiechem w średniówki, mówi, że powinien w tej chwili przestać, bo ma przecież swoje życie i
jamnika. On na to, że to nie takie proste, ale mogą się przejść do parku, skoro tramwaj nie jedzie. Ona w ogóle nie ma ochoty na seks, lecz idzie, bo Rościsław tak jakoś mami ją
głosem. W parku wszystko jest przygotowane, wino, kanapki z pleśniowym serem i paczka papierosów After sex. Poszło gładziutko, jakby co noc oddawali się sobie. Tuż za
parkiem stoi dworzec. Już chcą wsiadać do pociągu byle jakiego, ale oto zbliża się wieczór, słońce nad torami zachodzi, prawie jak w filmie. Więc mówią, że byłoby to
nazbyt kiczowate zakończenie. Dlatego ona idzie tam, a on tam.
Adam Pluszka
O Boże, przejechałem szczura O Boże, wybacz mi, skłamałem, wcale go nie przejechałem, choć starałem się trafić, lecz uciekł. A było to tak: wracałem od Sylwii, mróz trzymał od rana. Co to był za ranek —
samochód nie chciał zapalić z tego zimna, więc pchaliśmy go z panem Dominem trzy razy tam i z powrotem, bo raz zgasł, a raz w ogóle nie zaskoczył. Później, przygotowany na
wypisywanie umów o dzieło, zostałem zaskoczony przez Szefa mojego, Prezesa, obowiązkiem jazdy do Katowic, a sam wiesz, jak w południe jedzie się do tego brzydkiego
miasta. Po drodze z tej złości źle skręciłem i trzeba było zawracać. Piękne to było południe; to niepozorne poranne słoneczko jak mandarynka, rozświeciło się, tworząc mistyczną poświatę
wśród mgieł mroźnych. Strasznie raziło i przez chwilę musiałem prowadzić z zamkniętymi oczami. Widziałem dwa wypadki i w dwóch innych omal nie wziąłem udziału, bo kierowcy
przed świętami są tacy nieostrożni, ale o tym pisał już Tobie Lekszycki. Stałem też w korku, oczywiście. W domu trochę spałem, a u Sylwii od aniołka czy dzieciątka, nie jestem pewien,
dostał mi się ładny prezent. Po archiwum wracałem i ten szczur przebiegał przez ulicę. Gwałtownie skręciłem i, o Boże, umknął mi spod przedniego prawego koła, a już słyszałem
w myślach ten jego pisk przedśmiertny. Przebacz mi, Boże, astygmatyzm i zmęczenie. Na jeżach ćwiczył będę i z Twoją pomocą, ku Twojej chwale, kiedyś go rozjadę.
Dodaj
nowy komentarz
PARTNERZY SERWISU
Zawsze jak szukam Kołobrzeg noclegi, znajduję ciekawe oferty na tej stronie.