Gustaw Gustawson
„La Mancza”
Przebudzenie i wniebowstąpienie Don Kichota
unurzany w pocie jak we krwi wytaczanej nadaremnie przez
złośliwych cyrulików miasta
na mokrej jezdni łóżka
rozrzutnik rozglądający się za dawno wymarłym ubóstwem
gotów dzielić się sobą dzielić siebie
wydzielać siebie długo między wielu sprawiedliwie i do dna
jego witalność szeleszczące dolary
furkoczące wirujące na wietrze wystrzelające z okien
serpentyny całe jego życie
po pewnym czasie dochodzi do wniosku że na środku
ulicy pomiędzy ryczącymi z prawa i lewa lwami klaksonów
może nie jest tak bezpiecznie
i może potrzebujący niekoniecznie go potrzebują
od lat żyjącego na kredyt
więc wstaje
klęka przed oleodrukiem z drugiej połowy dwudziestego wieku
i zawiesza wzrok na gwoździu wbitym w drzewo szepcząc
Dobry Boże mój jedyny przyjacielu
ostatnia istoto zdolna zadowolić się resztkami
Sanczo
zupełnie nie wiem co się z nim stało
sprawiał wrażenie człowieka nie pozbawionego
piątej klepki co więcej człowieka inteligentnego i oczytanego
w końcu do kogo wysłałem swoje dzieci z matematyką
bo muszę się przyznać do wielkich braków w tej dziedzinie
ale on
taki wykształcony
dzieci zawsze wracały ze szkół z piątkami
i nigdy się o nie nie bałem
to prawda
zdarzało mu się zachować niestosownie
można nawet powiedzieć dziwnie
nieodpowiedzialnie absurdalnie i szkodliwie
ale komu się to nie zdarza niech
pierwszy zamknie go w psychiatryku
za co
lubił na przykład w samym środku nocy
miał kłopoty z bezsennością
otworzyć okno i krzyknąć niezbyt donośnie chociaż
niektórzy mieli mu to za złe
kiedyś zrobił kupę na wycieraczkę dozorczyni
zresztą nigdy się nie przyznał i dotąd nie mam pojęcia
dlaczego jego udział w tym zajściu powszechnie
uznano za pewnik
o ile się orientuję nasza dozorczyni ma wielu wrogów
również wśród młodzieży
innym razem zupełnie bez powodu rzucił lustrem
po prostu rozbił je o ścianę
co jednak nie znaczy że z równą
łatwością przyszłoby mu rozbijanie głów
Aldonza
nie znałam go chociaż mieszkał tuż obok
jeden jedyny raz przyszedł po kilo cukru wymawiając
się późną godziną i wzmożonym ruchem
na autostradzie
jakby bał się wychodzić
był miły ale przy nim łatwo nabierało się podejrzeń
od razu pomyślałam że cukier to jedynie pretekst dlatego
cały czas lustrowałam go kątem oka
rozglądał się po całym mieszkaniu jak złodziej albo
zazdrosny mąż
jeśli chodzi o nocne hałasy zawsze uważałam że
trzyma w domu jakieś zwierze
mógł to być pies
z drugiej strony nigdy nie widywało się go na spacerach więc
nie jestem pewna ale podobno niektóre można nauczyć
w każdym razie słyszałam coś jakby wycie
i jeszcze dziwne chroboty szmery
jakby wyskrobywanie dziur w ścianach
teraz wpadła mi do głowy małpa
to by tłumaczyło również zatargi z dozorczynią przecież
mogła mu uciekać na korytarz przynajmniej dopóki się nie zorientował
takie małpy są bardzo pojętne
poza tym nic nie wiem
pożyczyłam mu kilo cukru
nic więcej nie mogę powiedzieć
Gospodzina
ten z czwartego to był dopiero wariat
nie szkoda mi go bo żył jak zwierzę i za
nic miał innych lokatorów
tylko pijak z piątego go odwiedzał
robił mu zakupy
jeśli mogę mieć swoje zdanie pewnie
uciekł żeby nie płacić długów
zalegał mi z czynszem chyba za pół roku albo i więcej w dodatku
wyczyniał różne świństwa zapytajcie kogo chcecie takie
rzeczy że wstyd powtarzać
przyrzekam że gdyby nie było to moim obowiązkiem ani bym
do niego nie podeszła omijałabym go po prostu
szerokim łukiem taki wstręt i strach wywoływał
we mnie ten żywy bezzębny
szkielet co miesiąc musiałam walczyć z samą sobą
ilekroć przypominałam mu o czynszu kładł mi przed
oczy jakiś świstek nie dam głowy że zawsze ten sam
możliwe że zwyczajnie to co akurat znajdował w kieszeniach
plótł coś od rzeczy o swojej domniemanej grupie
kombatanckiej zbywał mnie zresztą jestem tylko dozorczynią
nigdy nie zapomnę jak tam weszłam z panami policjantami
jeden brud wszędzie
tylko książki i papiery porozrzucane po podłodze
mogłabym przysiąc że w powietrzu unosił się zapach moczu zresztą
nic a nic mnie to nie obchodzi jestem tylko dozorczynią
nie miał nikogo bliskiego więc wszystko spaliłam