Odcinek pierwszy: „JUSTYNA”
Witam. Ja naprawdę króciutko. Pewnie dostaje Pan takich maili setki i pewnie większość zaczyna się od "pewnie dostaje Pan takich maili setki", ale ja postaram się zwięźle. I nie w załączniku nawet, tylko tu, pod spodem: dwa moje wiersze, proszę przeczytać i napisać, też króciutko -
czy ja mam talent?
Pozdrawiam -
Justyna Bargielska
Lipiec
W nocy wył pies, od drugiej do czwartej,
nie zapłonęło ani jedno okno na ulicy.
Tylko ja go słyszałam? Ogłuszona lipcem
przesypiam południe, w lipowej narkozie
obojętna na żar, który liże ściany.
W nocy słyszę więcej. Nie więzi mnie upał,
więc biorę twoją rękę bezwładną i ciężką,
i kładę na swoim biodrze, by nie zerwać się
i nie pobiec tam, dokąd w słońcu
musiałabym się czołgać. Śni ci się mój ciężki
oddech, pulsowanie krwi, czarnej nocą. Rano
radzisz mi zrytmizować życie od nowa,
w takt podmiejskich pociągów, dzwonków kropli rosy,
trąbki lodziarza nagranej na szpulowy magnetofon,
oddechów innego mężczyzny. Nie, to ja
w twoim imieniu - bo ty mi zawsze tylko dobrze -
radzę sobie zaprzedać się ostatecznie
lizakom ze straganu i dusznym wąwozom.
Kamienica
Złoszczą mnie okna w domu na drugim brzegu
ulicy, która pieniąc się płynie dołem. Godzinami
zaglądam sąsiadom w garnki, w których wrą serduszka
wróbelków - tak tata nazywał cynaderki w dzieciństwie,
czyli wtedy, gdy koty znikały i wracały
po zmianie kwadry, z oberwanym uchem. Teraz
już nie do mnie - okna na parterze to lupanar, w skrzynce
są ulotki z kobietami tak dorosłymi,
jak ja nigdy nie będę, choćbym przeszła na kolanach
z kuchni do pokoju po potłuczonym szkle.
Na piętrze człowiek z psią mordą, czy może
pies z ludzką twarzą, nigdy nie wiem, na wędce
spuszcza szklane oko i podgląda te z dołu.
Złoszczą mnie ich okna. Przesadzają z tym życiem,
tak jak by nie wiedzieli, że wcale nie trzeba.
Pewnie, że tak. Jakiś taki inny, oryginalny talent.
Gratuluję.
I do roboty.
Mnie długo nie było, dlatego dopiero teraz odpowiadam. Pozdrawiam. Karol Maliszewski
Dzień dobry, skwapliwie wykorzystuję okazję - skoro już mnie Pan pogłaskał, to ja się trochę połaszę. Postanowiłam ostatnio zrobić coś ze swoimi wierszami, czy też raczej narzeczony zapytał, czy zamierzam coś z nimi zrobić. Wie Pan, jak to jest, ekonometrykom wszystko, co nie jest zapisane cyframi, wydaje się być poezją. Jakoś tak się złożyło, że po skończeniu podstawówki przestałam się chwalić tym, co piszę, ale w końcu minęło już prawie dziesięć lat i, na Boga, przecież kiedyś trzeba się zacząć sprawdzać! Wymyśliłam sobie, że Pan będzie moją pierwszą bramką, to znaczy nie taką na boisku, tylko weryfikującą, jak w metrze. Chyba się jakoś przedostałam, prawda? No, w każdym razie na wypadek, gdyby udało mi się przez tę bramkę przejść, postanowiłam, że zacznę się sprzedawać na większą skalę. Będę brać udział w konkursach, chociaż moja niekonkurencyjna łagodność otrząsa się jak pers po kąpieli na myśl o jakiejkolwiek rywalizacji - taki był mój pierwszy pomysł, a drugim oczywiście było, że zacznę regularną akwizycję moich wierszy we wszystkich pismach, jakie mi tylko przyjdą głowy. Bo tak się to robi, prawda? Chciałam tylko wiedzieć, czy jestem - powiedzmy - gotowa. Ja pracuję, jeśli ma Pan na myśli pisanie, to pracuję cały czas i jakimikolwiek przykładami z historii literatury bym się nie pocieszała, to przecież nie da się ukryć, że chciałabym być czytana za życia. Czy to źle? Dziękuję za zachętę -
Justyna Bargielska
P.S. To może jeszcze jeden, jako wyraz wdzięczności.
Niepamięć
Tak, znałam takie słowo, wysuszało wargi
w tych nielicznych chwilach, kiedy drżała ziemia.
Ale teraz siedzę na skraju pustej plaży,
raczę się baśniami o krokodylach i możnowładcach,
i z bojaźnią wspominam gotyckie odległości,
kiedy do Boga było bliżej niż do Indii.
Tak, znałam takie słowo. I prawda, że od ciebie.
W cerkwi za wydmą Mikołaj, patron łowczyń posagów
unosi teraz brew i szepce "dziecko, dziecko".
Popatrz, siedzę na piasku w kolorze jego brody,
a nikt nie udowodnił, że drugi brzeg istnieje.
Kurde
ten naprawdę dobry
bardzo mi smakuje taki rodzaj odlotu
tylko wie pani ja jestem trochę oryginał
inni mogą wybrzydzać
ale niech ich Pani olewa i prze do przodu
głową... w bagno
bo to jest generalnie bagno
ale co tam
tacy jak Pani czy ja (sorry)
po prostu robią swoje
nawet jak boli czy mdli
okey?
Życzę Pani przetrwania,
jestem całym sercem po Pani stronie (bo jest Pani kwiatkiem na skraju bagna).
Dobra, idę do swojej roboty, trzeba z czegoś żyć. Cześć!
Karol Maliszewski