Kiedyś było ich niewielu. Czasem przechadzali się kilkuosobowymi grupkami po centrum miasta. Można ich było spotkać w pubach, albo stali na przystankach autobusowych. Byli tak samo śmieszni jak nieszkodliwi. Nikt specjalnie nie zwracał na nich uwagi. Nie prowokowali, nie panoszyli się, nie zaczepiali. Żyli w swoim świecie, nie przeszkadzając nikomu.
Doprawdy, nie do pomyślenia, jak szybko się rozwinęli. Opanowali całą planetę obsadzając wszystkie stołki swoimi ludźmi. Telefon komórkowy stał się celem każdego człowieka. Nawet zwykły robotnik miał za swój cel życiowy nabycie telefonu, choćby miał żreć suchy chleb i pić wodę zamiast wódy. Po prostu musiał go kupić, no bo jakże można żyć bez telefonu komórkowego. Biedniejsza część społeczeństwa pracowała nocami, by móc utrzymać swój telefon, bowiem utrata go oznaczała degradację do niższej kasty.
Ja nie mam telefonu. Mieszkam na skraju lasu i jest mi tu dobrze. Z dala obserwuję tych niewolników, którzy trzymają w rękach swe aparaty.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Pan Wojciech B. wchodzi do sklepu, wyciąga telefon i mówi:
- Dzień dobry.
Sprzedawczyni sięga pod ladę i do słuchawki odpowiada temi słowy:
- O! Witam pana Wojciecha.
- Proszę kilo "zwykłej" i kostkę smalcu. No i cebulkę jeszcze pani mi da.
- Jak pański telefon się miewa ?
- W porządku. Wczoraj ładowałem akumulatory.
- No, ja też muszę naładować. Wie pan, jak to jest, dzisiaj dobre, jutro nie.
- Ile płacę ?
- Dziewięć złoty i pięćdziesiąt groszy. Dziękuję.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Pani od geografii wzywa do odpowiedzi Jacka P.
- Proszę, omów ostatni temat.
Jacek zadowolony, że nauczycielka nie dała mu czegoś trudniejszego, zaczyna swą wypowiedź. Wszystko idzie jak z płatka dopóki jego telefon nie zaczyna trzaskać. Spanikowany chłopiec zaczyna nerwowo potrząsać aparatem .Nic nie pomaga.
- Widzę, że jesteś nieprzygotowany do lekcji. Siadaj. Przecież wiedziałeś, że jesteś zagrożony.
- Ale ja...
- Dziękuje.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Młoda pacjentka przychodzi na wizytę do lekarza.
- Co pani dolega ?
- Boli mnie gardło.
- Proszę oddychać. Hmmm, przez ten typ telefonu trudno mi postawić diagnozę. Będzie pani musiała udać się do specjalistycznej poradni na Kopernika...
- Wiem, gdzie to jest.
- Tam mają lepsze telefony. Na pewno pani pomogą.
- Dziękuje i do widzenia.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Kompletnie załamany, otyły mężczyzna z długą brodą siedzi na fotelu i niemo patrzy się w podłogę. To słynny tenor Pavarotti. Odkąd weszła ustawa o tym, że w operach należy śpiewać przez telefon, Pavarotti zerwał z artystycznym środowiskiem. Jego głos zniekształcony przez impulsy elektryczne nie był już tym samym głosem. Piękne, hipertenory stały się zwykłymi tenorkami, a melodyjne : la la la brzmiało wręcz nieznośnie dla uszu artysty, wirtuoza śpiewu.
* * * * * * * * * * * * * * * * *
Do biura pracy przychodzi skąpo ubrany mężczyzna. Stoi w długiej kolejce. W końcu dostaje się do okienka :
- Chciałbym się zatrudnić byle gdzie. Mam żonę i troje dzieci na utrzymaniu. Nie mam co jeść, nadchodzi zima...
- Posiada pan telefon ?
- Nie, ale...
- Co ale, co ale! Wie pan ilu posiadaczy aparatów nie ma pracy ? Wie pan, czy nie ? Czyj ma pan telefon w ręku ? Kto panu pożyczył ?
- Ale pani mnie wysłucha, ja tylko chciał...
- A co mi pan tu wyjeżdża ze swoimi filozofiami. Skąd ma pan telefon? Nazwisko proszę !
- Adam Ptak.
- Adres!
Przestraszony petent z wolna wyszeptał słowa.
- Jutro dostanie pan wezwanie na komisariat w celu wyjaśnienia sprawy, a teraz jazda stąd, kolejkę pan wstrzymuje.
- Ale ja...
- Wypierdalaj !!!
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
Piotr C. stracił obie ręce w tragicznym wypadku. Cudem wyszedł z załamania nerwowego. Za pieniądze z odszkodowania zakupił najnowocześniejszy model ze wszystkimi bajerami. Energooszczędny , duży wyświetlacz, soczysty dźwięk, daleki zasięg. Cóż, nie może go jednak wziąć w swe dłonie i delikatnie muskać wspaniałe przyciski. Godzinami wpatruje się w błyszczący cyferblat aparatu. Marzy.
Czasem śni mu się, jak idzie po mieście z telefonem i dzwoni, i dzwoni, i dzwoni. Potem budzi się rozpalony i rzuca się gorączkowo. Wówczas jest mu naprawdę ciężko.
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
Niezwykle bogaty obywatel od dwóch lat cierpi na przykrą fobie zwaną przez specjalistów telefonarus fefeonia. Otton Fotoplaster, bo o nim mowa, ma w posiadaniu cztery miliardy dwieście czterdzieści trzy miliony aparatów, przy czym liczba ciągle rośnie. Każdy nowy model pada jego łupem. Wszystkie trzyma w specjalnie zbudowanym sejfie w kształcie wielkiego aparatu telefonicznego z początków XX w. Dzika żądza posiadania targa jego trzewia. Są dni, kiedy nie może już wytrzymać. Bywa, że miesiącami nie wychodzi ze swojego sejfu. Liczy, czyści, czasem dzwoni, ale raczej sporadycznie, dokonuje napraw i renowacji.
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
Często sobie zadaję pytanie: kto za tym wszystkim stoi ? Może nikt? Może to globalny spisek aparatów telefonicznych, który ma na celu podporządkowanie całej ludzkości ?
Sam nie wiem. Bo ja nie mam telefonu.
Mieszkam na skraju lasu i jest mi tu dobrze.
98.XII.16.