Cegła - Literatura - Proza - Poezja
KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net *** gg: 1926915
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #2

 
Alfons Ksylofon Siwek-Mułowski
W świetliku
Odsłon: 1879, Komentarzy: 0
 
Fink
***
Odsłon: 1748, Komentarzy: 1
 
Fink
***
Odsłon: 2052, Komentarzy: 1
 
Fink
Arkadiusz
Odsłon: 3064, Komentarzy: 2
 
Fink
Dżuma - GSM
Odsłon: 2156, Komentarzy: 1
 
Fish
Lato
Odsłon: 2140, Komentarzy: 2
 
Fish
Proszę się odsunąć
Odsłon: 1970, Komentarzy: 2
 
Gustaw Gustawson
O roli strażnika w dramacie
Odsłon: 2477, Komentarzy: 0
 
Gustaw Gustawson
Coś między czernią a bielą
Odsłon: 1981, Komentarzy: 0
 
Karol Maliszewski
Korespondencja seryjna
Odsłon: 2669, Komentarzy: 0
 
Karol Maliszewski
Lista czasopism literackich
Odsłon: 2611, Komentarzy: 1
 
Linek
***
Odsłon: 1880, Komentarzy: 1
 
Linek
Ballada myśląca
Odsłon: 2052, Komentarzy: 0
 
Linek
Miejsca bez Ciebie
Odsłon: 1962, Komentarzy: 1
 
Linek
Podróż sentymentalna
Odsłon: 2091, Komentarzy: 2
 
Linek
Wieczny odpoczynek
Odsłon: 2024, Komentarzy: 0
 
Linek
Wołanie o udział w Mieście Świętym
Odsłon: 1856, Komentarzy: 0
 
Maciej Melecki
***
Odsłon: 1995, Komentarzy: 1
 
Mariusz Grzebalski
Głód
Odsłon: 1948, Komentarzy: 0
 
Mariusz Grzebalski
Kierowca trze zaczerwienione oczy,
Odsłon: 1991, Komentarzy: 1
 
Mariusz Grzebalski
Ogień
Odsłon: 1989, Komentarzy: 2
 
Mariusz Grzebalski
Piosenka sentymentalna
Odsłon: 1900, Komentarzy: 1
 
Mariusz Grzebalski
Szparagi
Odsłon: 1834, Komentarzy: 0
 
Mariusz Grzebalski
Wuj Mateusz
Odsłon: 2026, Komentarzy: 0
 
Mihor
Dotyczy to także słodyczy
Odsłon: 1715, Komentarzy: 0
 
Mihor
Kotka
Odsłon: 1699, Komentarzy: 0
 
Mihor
Na początek odsuńcie firanki
Odsłon: 1836, Komentarzy: 0
 
Mihor
Zakaz czytania !
Odsłon: 1717, Komentarzy: 0
 
Nom de Plume
Dom
Odsłon: 1645, Komentarzy: 1
 
Nom de Plume
Prześlinienie
Odsłon: 1771, Komentarzy: 0
 
PIOTR MAUR
CZĘŚĆ PIERWSZA: „26”
Odsłon: 2134, Komentarzy: 0
 
Radosław Wiśniewski
Próba torów
Odsłon: 1968, Komentarzy: 1
 
Radosław Wiśniewski
Przetarte szlaki
Odsłon: 1941, Komentarzy: 2
 
Tehanet Maurice
Rewolucja
Odsłon: 1725, Komentarzy: 0
 
Tehanet Maurice
Transkrypcja
Odsłon: 1783, Komentarzy: 0
 
Fink

Arkadiusz

 

 

 

 

 

 

 Przeraźliwie czarna, długa wskazówka zegara zawieszonego na jasnej ścianie dworca kolejowego przesunęła się cicho. Była już pozna noc. Z głębi pomieszczenia dochodził odgłos kroków i chrapanie jednego z tych bezdomnych brudasów, którzy zwykli byli okupować tego typu budynki nocą. Za szybami silny wiatr i ostry, drobny deszcz tworzył niepowtarzalny, wrześniowy klimat.

Do tego jeszcze ta mokra ulica odbijająca uliczne lampy i neony niczym szyba samochodu zaparkowanego przy ruchliwej drodze.

Dziesiątki rozmytych twarzy, świetlne refleksy, plamy.

Na dworcowych ławkach spoczywało kilku miejscowych narkomanów, świrusów i innych elementów zaliczanych do, powiedzmy, niższej warstwy tutejszej society. Obok starej pomarszczonej baby, owiniętej w zniszczony, zielony koc, który stanowił dla niej ochronny kokon, drzemał sobie jeden z większych kretynów jacy chodzą po ulicach miasta. Czasami przez kilka godzin siedział w kącie i z największą szczegółowością generował, za pomocą swych strun głosowych, odgłosy najróżniejszych zwierząt, a także dźwięki wydobywane przez automaty stojące w pobliskim salonie gier.

Prawdziwy, totalny czubek.

Ciekawe, czy ktoś kiedyś zdoła policzyć, ile się wypija litrów denaturatu podczas jednej jesiennej nocy we wszystkich dworcach kolejowych w kraju ?

W rogu, pod ścianą, siedział jakiś dziad kurczowo trzymający słoik wypełniony fioletowym płynem.

Rozglądał się dookoła jak czynią to koty w śmietniku, a gdy nie dostrzegł niebezpieczeństwa, raczył się napojem otwierając szeroko oczy. Trząsł się przy tym na kształt epileptyka.

Każda noc wygląda tu tak samo. Jakże nudne musi być życie tych wszystkich nieszczęśników.

W takich warunkach zapewne nie trudno dostać pomieszania zmysłów. A może to i dobrze ?... Brak świadomości czasami daje ukojenie.

   Drzwi frontowe otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Mężczyzna w średnim wieku wszedł szybkim, nerwowym krokiem do środka. Zatrzymał się przed tablicą z rozkładem pociągów i uważnie ją śledził.

Rozejrzał się dookoła i nieco spokojniejszy udał się do kasy.

- Do Wrocławia proszę. Druga klasa.

- Proszę.

Wziąwszy żółty papier do ręki, ruszył ku jednemu z wolnych jeszcze siedzeń.

Spojrzał na zegar. Miał sporo czasu. Na myśl, że musi spędzić kilka godzin w towarzystwie tych nieprzyjemnych ludzi, robiło mu się jakby niesmacznie. Wypełniała go odraza.

Właśnie przyszła mu myśl, że ktoś może mieć zakusy na jego skórzaną walizkę, więc umieścił ją bliżej siebie.

" Teraz jestem taki sam, jak ci wszyscy menele tutaj - bezdomny " - pomyślał w duchu i aż mu się strasznie zrobiło.

Widok walizki dodawał mu jednak pewności siebie. Miał w niej schowany niemały kapitał.

Jeszcze do niedawna był własnością jego przeukochanej żonki, ale po tysięcznej kłótni postanowił, że czas najwyższy z tym skończyć i wyrwać się z łapsk despotycznej baby, pięknej co prawda, ale niesamowicie wrednej i upierdliwej.

Ta walizka to wszystko co miał w tej chwili, to jego bilet na przyszłość.

Wszystko sobie zaplanował już wcześniej, że ukradnie z sejfu żony - albowiem to ona trzymała kasę i, jako że miała naturę kobiety interesu, energiczna i w ogóle, a mąż skłaniał się zawsze ku  lenistwu, z tegoż względu ona utrzymywała dom - sporą część gotówki, tzn. wszystko co będzie w banknotach i biżuterii, i ucieknie w nocy pociągiem. Nie wiedział jeszcze dokąd, ale o tym miał zadecydować w drodze do Wrocławia.

Czuł w sobie ogromną odwagę, determinacje spowodowane wściekłością. Był oburzony na cały świat.

Chciał robić w końcu to, na co ma ochotę. Nikt nim już więcej nie będzie kierował !

Sięgnął do portfela, aby przeliczyć drobne. Pierwsze co utkwiło mu w rozpalonych oczach, to zdjęcie Magdaleny. Cóż, była piękna. Nie da się tego faktu ukryć. Badawczym wzrokiem spoglądał na fotkę.

Przez głowę przelatywały wspomnienia niechciane i złośliwe. Był w niej okropnie zakochany, wiedział o tym, a jednocześnie nienawidził jej za to. Na początku ich znajomości ona traktowała jego gorące uczucia dość niepoważnie. Podobał jej się, a i owszem, był taki uroczy, ale nie zamierzała się z nim wiązać, a już na pewno nie mogło być mowy o małżeństwie.

Jednak życie to jedna wielka zagadka. Trudno jest cokolwiek przewidzieć. Rzeczy na pozór niemożliwe stają się możliwymi. Los zaskakuje nas nieoczekiwanymi sytuacjami. Ostatecznie on uwiódł Magdalenę, aczkolwiek łatwo mu to nie przyszło. Prawie rok płaszczył się przed nią, próbował różnych męskich sztuczek i gier, aby zwrócić na siebie jej uwagę.

W końcu uległa. Po roku bliższej znajomości postanowili się pobrać.

Od tej pory wszystko zaczęło się psuć. Magdalena - kobieta o żelaznym charakterze - prowadziła swoistą grę psychologiczną. Świadomie lub nie zaczynała dominować nad swoim partnerem. Początkowo nawet mu się to podobało : żona załatwia większość spraw, zajmuje się domem, nim. Rysowała mu się świetlana przyszłość. Nie przeciwstawiał się pomysłom Magdaleny, całkowicie jej podległ. Kochał jej ciało, zapobiegliwość i zdolność podejmowania trudnych decyzji.

Jednak po pewnym  czasie, obudziły się w nim męskie ambicje. Zapragnął odzyskać straconą pozycję, której właściwie nigdy nie posiadał. Próbował na wszelkie sposoby ujarzmić swą ,,kierowniczkę", lecz próżne były jego usiłowania. Ona zawsze stawiała na swoim perfidnie wykorzystując swe fizyczne walory i przewagę psychiczną. Arkadiusz ulegał coraz bardziej

nienawidząc siebie. Za bardzo ją kochał i pożądał. Na widok jej bujnych włosów, oczu, piersi rodziło się w nim obezwładniające uczucie.

Burzliwe awantury towarzyszyły im każdego tygodnia i nasilały się liczebnie jak i w ostrości wypowiedzianych słów, użytych gestów. Magdalena nie zwracała uwagi na pogłębiający się kompleks niższości swojego męża. Pochłonięta rozwijającą się karierą zawodową, poświęcała znacznie mniej czasu jemu.

Arkadiusz powoli uświadamiał sobie, iż znaczy dla niej tyle co nic, a jednak nie był w stanie nic zrobić, zareagować. Kochał ją tak samo jak na początku, a może i bardziej. Coraz mocniej nienawidził siebie. Później zaczęły się delegacje, kilkudniowe wyjazdy, a co za tym idzie -

narodziła się u Arkadiusza przeraźliwie wyniszczająca, chora zazdrość i podejrzliwość.

Nie mógł już tego znieść. Próbował ją zdradzić, ale to wcale nie przyniosło mu oczekiwanej ulgi, a wręcz przeciwnie, czuł się jeszcze gorzej. Była dla niego taka nieuchwytna jak powietrze. Wydawało mu się, że w momencie nałożenia obrączki na jej cudowny, serdeczny palec, zdobył ją, przywłaszczył sobie, że jest jego, jego, jego. Prawda jednak bywa czasami okrutna.

Mało że to Magdalena go zdobyła, a raczej pozbawiła  dumy, to jeszcze on sam na to pozwalał. Po nocach, kiedy umysł za żadne skarby nie chciał się pogrążyć w słodkim śnie, myślał nad nowymi taktykami.

Nazywał się psychicznym masochistą.

Właśnie podczas jednej z takich nocy przyszedł do jego już mocno zmęczonej mózgownicy, wykonywany obecnie plan. Jak na razie szło mu świetnie. Spory zapas pieniędzy pozwalał na godziwy start w nowym życiu. Arkadiusz siedział pochylony i wpatrywał się w niewielkie zdjęcie.

Przez ułamek sekundy wydało mu się, iż twarz z fotografii drwiąco się uśmiechnęła do niego. Natychmiast zamknął portfel i przetarł zmęczone już oczy.

- Chciałbym widzieć twoją minę, jak wrócisz do domu, kochana Magdalenko - powiedział ledwo słyszalnym głosem.

Przez cały czas napawał się doskonałością podstępnie, cudownie uknutego planu.

- Już widzę twoje rozpromienione, czarne źrenice, przesycone wściekłością, nerwowe ruchy i histeryczny wyraz twarzy. Już słyszę wulgarne, obrzydliwe obelgi pod moim adresem wylatujące z twoich purpurowych usteczek. Ręce ci będą chodziły niczym temu tam - z denaturatem. Szkoda, że mnie już tam nie będzie, oj jaka szkoda!

Nagle wyprostował się, a wzrok stał się chłodny jak sopel lodu zwisający spod rynny.

- Po co się oszukuję...- wyszeptał, kurczowo ściskając dłonie.

Miętolił je teraz zapamiętale i przygryzał wargi.

- Przecież jej właśnie o to chodzi. Przecież jej o to chodzi. - mamrotał. - Ona na to liczy, że ucieknę, że uwolni się w końcu ode mnie. Tak, tak, tak. Co począć, co począć ? Niech to kurwa jasna strzeli. Będzie mogła sobie spraszać do domu tych swoich pedałów, niech ją sobie obmacują swoimi  tłustymi łapskami, niech się jej spuszczą do gęby, może się kurwa jebana udusi. Tak, tak będą jej jeździć obleśnymi jęzorami po cipce, a ta będzie syczeć z rozkoszy. Nie zniosę tego dłużej. A zresztą, niech się pierdoli z kim chce, co mnie to obchodzi. Pierwsze co zrobię, to pójdę do dobrego burdelu, a kochanej Magdusi jej kochany mężuniu przyśle zdjęcia. Niech sobie poogląda, niech się napatrzy.

Furia jaka opanowała umysł Arkadiusza zwolna ustępowała miejsca zdrowemu, wyrafinowanemu rozsądkowi.

- Przecież nie wrócę ? - to pytanie spadło na niego jak grom z jasnego nieba. Przez dłuższą chwilę ściskało go w piersi. Starał się jak mógł uniknąć odpowiedzi. Najchętniej schowałby się w kącie, tak, aby już nikt nigdy mu nie przeszkadzał i zawracał głowę.

Zacisnął zęby i z dzikim zacięciem powiedział :

- Nie wrócę. Choćby niedźwiedź, nie wrócę tam.

To stwierdzenie na chwile go uspokoiło. Poczuł się nieco pewniej.

- Nawet jeśli się nie zmartwi z mojego wyjazdu - ciągnął dalej - ba, nawet jeśli sprawi jej to przyjemność, to i tak ja uwolnię się od niej. Zacznę nowe życie, będzie ekstra. Muszę się od niej uwolnić, muszę!!

A jeśli nie dam rady ? Jeśli będzie mnie prześladować nocami, jeśli już do końca życia zamieszka w mojej głowie ? Nie, nie, to nie możliwe. Poradzę sobie. Co, ja sobie nie poradzę ? Kurde jasne, że sobie poradzę!

No co, może nie ?

Podparł ręką brodę i zamyślił się.

- I pomyśleć, że już nigdy jej nie pocałuję.

Oczyma wyobraźni widział ich pierwszy raz, kiedy rozebrała się w jego pokoju i omal go nie wykończyła.

Miała takie piękne piersi, które sterczały tak ponętnie. Wydatne usta kreśliły się w Arkadiuszowej wyobraźni. Wydało mu się przez chwile, że może je dotknąć.

- Przecież nie było mi z nią tak najgorzej. Może się wszystko jeszcze ułoży, może nie potrzebnie tak od razu ...ale nie! Z nią nie da się normalnie porozmawiać. Przecież próbowałem... Chyba, żeby jakoś tak inaczej, chyba jest jakiś sposób na nią ? Tylko jaki ?

Tu się otrząsnął i spojrzał na zegar. Miał jeszcze ponad godzinę. Z każdą minutą zdecydowanie i pewność topniały. Przychodząc na dworzec nie podejrzewał, iż nadejdą chwile zwątpienia, chwile wielkiej próby, chwile uświadamiające prawdę o samym sobie, prawdę o słabościach, ukazujące delikatny charakter w pełnej krasie.

Arkadiusz dobrze wiedział, że jest słaby i leniwy, ale myśl o tym budziła w nim chore ambicje, jakiś dziki niedosyt, niedowartościowanie.

Obserwował teraz bacznie otaczających go ludzi. Te wszystkie bezdomne brudasy, narkomani stawali się jego własnym odbiciem. Oni tez nie potrafili stawić czoła panującej rzeczywistości. Stoczyli się, albowiem byli słabi, bez pomysłów i koncepcji. Nie potrafili sprostać zadaniom jakie mieli do wykonania.

Arkadiusz patrzył na nich z przerażeniem. Ten marny widok napawał go taką odrazą, iż wahania ustawały błyskawicznie. Ci biedni nieszczęśnicy stali się podstawowym imperatywem działań oszołomionego męża.

Ścisnął z całej siły czarną walizkę na znak, że teraz jest już pewien swych zamiarów i że zrobi tak, jak zamierzał.

- Muszę być silny, silny, silny - mamrotał z zamkniętymi oczami.- Muszę o niej jak najszybciej zapomnieć i przestać być zazdrosny, bo inaczej zginę. Wyjął ponownie portfel, w którym miał schowaną fotografię i wyrzucił ją daleko od siebie, nie patrząc nawet, jak wiruje w powietrzu.

Zdjęcie leżało na zimnej, marmurowej podłodze. Arkadiusz nawet na sekundę nie odważył się spojrzeć w tym kierunku.

Przykrył twarz dłońmi i w tej smutnej pozie tkwił czas jakiś.

Z melancholijnej stagnacji wyrwał go dźwięk z megafonu, oznajmiający przyjazd pociągu. Wstał bez najmniejszego zastanowienia, tak, jakby była to zwykła, nic nie znacząca podróż. Spokojnym krokiem przedostał się na odpowiedni peron i wsiadł do pociągu.

W przedziale rozsiadł się wygodnie i spoglądał tępym spojrzeniem przez szybę. Zapowiadał się kolejny pochmurny dzień. Zostało jeszcze kilka minut do odjazdu. Arkadiusz głęboko pogrążony w myślach, wsłuchiwał się w dobiegające odgłosy. Jego twarz nie wyrażała kompletnie nic. Siedział jak jakiś kamienny posąg, którego twórca pozbawił charakteru.

- Muszę zapalić. - pomyślał i ciężko przełknął nadmiar śliny.

Wstał z siedzenia i wyszedł. Jednak po chwili wrócił, aby zabrać ze sobą swoją czarną walizkę.

- Jeszcze mi ktoś ukradnie... - wytłumaczył się dość szybko ze swojego nietuzinkowego czynu.

Na peronie zapalił papierosa, którym zaciągał się raz po razie.

 

  Pociąg ruszył.

Na porannym peronie zaległa cisza. Dawało się tylko słyszeć jakieś krótkie, nerwowe kroki.

Jakiś mężczyzna w średnim wieku z czarną walizką otworzył drzwi dworca kolejowego i kierował się do wyjścia. Nagle przystanął. Obrócił się na pięcie i poszedł w miejsce, gdzie spoczywało porzucone zdjęcie. Leżało dokładnie tak samo jak wówczas, kiedy je tu rzucił.

Schylił się i podniósł je.

Spojrzał Magdalenie w oczy. Miała ironicznie drwiące spojrzenie.

Po sali rozszedł się śmiech.

Przeraźliwie straszny śmiech.

A może to był krzyk ?

Sam nie wiem...

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
Komentarze
21/07/2006 13:46:43 - Halina Ewa Olszewska
Bardzo dobra proza. Gratuluję talentu.
 
03/09/2005 20:54:12 - Irena - geoda
Nie chcę przesłodzić, aby zbyt mdło nie zrobilo się , Po co na końcu ta wersówka. Ale Ok. pozdrawiam
 
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton