Cegła - Literatura - Proza - Poezja
Zbieramy teksty do 22 numeru CEGŁY!!!!!
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #18

 
fink
0) info
Odsłon: 2610, Komentarzy: 0
 
fink
1) Styczeń
Odsłon: 776, Komentarzy: 0
 
fink
2) luty
Odsłon: 577, Komentarzy: 0
 
fink
3) marzec
Odsłon: 532, Komentarzy: 0
 
fink
4) kwiecień
Odsłon: 435, Komentarzy: 0
 
fink
5) maj
Odsłon: 449, Komentarzy: 0
 
fink
6) czerwiec
Odsłon: 390, Komentarzy: 0
 
fink
7) lipiec
Odsłon: 273, Komentarzy: 0
 
fink
8) sierpień
Odsłon: 268, Komentarzy: 0
 
fink
9) wrzesień
Odsłon: 100, Komentarzy: 0
 
fink
_10) pażdziernik
Odsłon: 161, Komentarzy: 0
 
fink
_11) listopad
Odsłon: 130, Komentarzy: 0
 
fink
_12) grudzień
Odsłon: 297, Komentarzy: 0
 
Karol Maliszewski
_13) korespondencja seryjna - Wojciech Izaak Strugała
Odsłon: 1377, Komentarzy: 0
 
_Andrzej Sosnowski
_14) dr caligari resetiert die welt
Odsłon: 1269, Komentarzy: 0
 
fink

5) maj

Philipp Brotz

Pod lipą

Halogenowa dziewczyno
Swiatłość
cechu twojej płci
Przyjdź
tam stoi
lipa Walthera w wieczornej rosie
Przyjdź
zanurzymy
łódkę z kwiecia
w szeptająco wtajemniczoną trawę
Miłość szczęście bez umowy
a jednak
podpisałbym
Spijaj
Zawsze Prawdziwe
z tych
monogamicznych ust
A kiedy nas jutro
słońce rozłączy
Kocham ciebie
przez sms

Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka


Unter der Linde

Halogenmädchen
Leuchtende
deiner Geschlechterzunft
Komm
dort steht
Walthers Linde im Abendtau
Komm
wir kuhlen
einen Blütennachen
ins wispernde Mitwissergras
Liebe vertragloses Glück
und doch
unterschriebe ich
Trink
Immerwahres
von diesen
monogamen Lippen
Und wenn uns morgen
die Sonne trennt
Liebe ich dich
per SMS

 

 

Tomasz Hrynacz

Wskazówki wyciągnięte w nieskończoność

Kilka przeszło, ale ta jedna
pozostała. Świat jeszcze się
budzi. Najszybciej jak umie.
Jasną kreską.


Hinweise für die Zukunft

Ein Paar ist schon gegangen, aber eine
ist geblieben. Die Welt erwacht noch.
So schnell wie es nur kann.
Mit einem Strich.
 

                   Übersetz: Violetta Lęga

 

Krzysztof Krasowski


Dni Kobiet – Zielony

W następnym, z wierszy o kobietach, których wcale  nie potrzebujemy,
w wierszu, w którym nie ma już śniegu,
jest raczej ładne słońce i czasem trochę deszcz,
dziewczyna zabiera mój podmiot liryczny,
bo mężczyzna z takim stosunkiem do kobiet,
może je już tylko pieprzyć, nie wspominając, przy tym
ani słowem, o nowej koszulce.

Po odejściu hoduje chmurę czarnych ptaków, których
nikt nie chce już przygarnąć, a ja znajduję kobietę online,
kobietę idealną, która rozumie, że najlepszym przyjacielem
człowieka jest kanapka, a dziewczyny - symbol sterczącej nieugięcie
z morza - białej skały.
I że jest to obraz, prawdopodobnie jak fala -wciąż powracający.

 

Sas

Wrocław 7 maja 2005

Kiedy Kwaśniewski z Rynku kończył dziękowanie za to, że w czterdziestym piątym skończyła się wojna, kanar przyczepił się do mnie w tramwaju linii numer osiem.
Musiałem wysiąść.
Wysiadłem za Mostem Grunwaldzkim.
Kiedyś porównałem go do wygiętego penisa, teraz skojarzył mi się z dwoma odwróconymi bananami.
Wróciłem do swojej niemiecko-żydowskiej klatki, w której moi sąsiedzi na ścianie zabazgranej starszymi namalowali nową swastykę z okazji Dnia Zwycięstwa.
Sprzed drzwi podniosłem zaproszenia na imprezy handlowe.
Wszedłem do chaty z pierwszą konstruktywną myślą: zrobić herbatę.
W Jedynce rozdają albumy z Opola – puszczają jakąś piosenkę, pojawia się encyklopedyczne pytanie, esemesujesz odpowiedź i masz pięć krążków, jak cię wylosują.
O Wielka, w jasności rzeźni osamotniona!
Bez płaczu i przekleństw nie ma tu nic dla Ciebie.
Dla Ciebie toczony już traktat o śmierci tak tłustej jak gruby tucznik z łzami, z oczu.
A załzawione oko nie może zobaczyć zbawienia.

 

 

Siegfried Schüller


Bezwietrzny poranek
na brzegu Wisły

Dzień odpoczywa jeszcze
w ramionach pól
ponad źdźbłami
powietrze trwa w bezruchu.
Kto na poboczu drogi
już na nogach
szuka swego cienia
nie odwraca się
wstrzymuje oddech
lub wygląda
czarnych chmur nocy...

Dwa tysiące metrów dalej
błyszczy rzeka, stają ciężarówki
zeskakują mężczyźni z szerokimi
lśniącymi łopatami.
Jeden sprawdza wilgotnym palcem
ale wszyscy oni wiedzą skąd
i że dziś on nie wieje
ten wiatr.

Szybko plandeki zdjąć, szarymi
chustami zawiązane usta i nos.
Ciągle coś przenika
co potem jak ogień
pali, jak gorzki ołów
na języku leży.
Oni milczą
machają łopatą, zamiatają
powierzchnię ładunkową do czysta -
trochę unosi z sobą powietrze
większość zabiera z sobą prąd rzeki.

Mężczyźni myją
ich łopaty w rzece-
w dół przez Kraków, Warszawę
płynie milcząca, szara rzeka
i dzień w dzień
łopata za łopatą
tak się rozpływa, znika
popiół z Oświęcimia.
Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka


Windstiller Morgen 
am Ufer der Weichsel

Der Tag ruht noch 
in den Armen der Felder 
über den Halmen 
steht die Luft. 
Wer am Straßenrand 
schon auf den Beinen 
sucht seinen Schatten 
dreht sich nicht um 
hält den Atem an 
oder Ausschau 
nach den schwarzen Wolken der Nacht ... 
 
Zweitausendmeter weiter 
glitzert der Fluss, halten die Laster 
springen Männer ab mit breiten 
blitzblanken Schaufeln. 
Einer prüft mit feuchtem Finger 
aber alle wissen sie woher 
und dass er heute nicht weht 
der Wind. 
 
Schnell die Planen herunter, die grauen 
Tücher vor Mund und Nase gebunden. 
Immer dringt etwas durch 
was dann wie Feuer 
brennt, wie bitteres Blei 
auf der Zunge liegt. 
Sie schweigen 
schaufeln, fegen 
die Ladeflächen leer – 
ein Wenig trägt die Luft 
das Meiste treibt die Strömung fort. 
 
Die Männer waschen 
ihre Schaufeln im Fluss – 
abwärts durch Krakau, Warschau 
zieht der stille, graue Strom 
und Tag für Tag 
Schaufel um Schaufel 
löst sich so auf, verschwindet 
die Asche von Auschwitz.

 

Tomasz Dalasiński

35. (wyobraź sobie, że jest to narkotyk)

N.

wyobraź sobie, że jest to narkotyk, ten maj
a może lipiec, że jest i wciąż się udziela
w ciepłych rozbiorach ciał, w ciekłych roztworach zdań, no

tak, wyobraź sobie ten miękki bałagan, wejdź
i zarezerwuj to miejsce, ten czas, zrób wewnątrz
siebie to wszystko, o czym zawsze + to, o czym

nigdy, i śpij, bo tak pulsuje cały ten zgiełk,
że krwawią termometry, a język naciąga
się jak otwarta struna na odwrotną stronę i

niedługo będzie ciemno, ciemniej, jak najjaśniej.

 

Anna Maria Zielonka

odcinek 11

niepotrzebne spotkanie o 6:05
kochankowie z Marony
i paru innych uliczek

zduszeni ściśnięci
w czymś zwanym objęciami
korzystamy z czerwonych dni
zachód słońca rumieni nas
zawstydzonych
skupionych

być może to odkupienie
kolejnej kartki z kalendarza
odhaczone niedbale białym długopisem


Folge 11

das unnötige Treffen um 6:05
die Liebenden von Marona
und ein paar anderen Gassen

erstickten beklommen
in etwas namens “Umarmung”
wir verwenden für rote Tage
ein Sonnenuntergang errötet uns
beschämte
gesammelte

vielleicht das ist die Erlösung
des nächsten Blatt von einem Kalendar
hakte mit dem weissen Kulli ab

 

KARL KROLOW
DRZEWO (DER BAUM)

Wczoraj posadziłem drzewo
I nazwałem je
Moim niepokojem.
Dziś wokół jego bioder skacze
Pstrąg światła.
Srebro krótkich rozmów
Przenika przez jego liście.
Można się tu zawsze
Schować w południe.
Później wieczór opiera
O jego koronę
Złotą drabinę.
Noc z jej pomocą
Opuszcza niebo
I rzuca się w ramiona postaci,
Która czeka
Z zasłoniętą latarnią.

Tłum. MałgorzataNizioł


Der Baum
Gestern habe ich einen Baum gepflanzt
Und ihm den Namen
Meiner Unruhe gegeben.
Heute umspringt  seine Hüften
Die Forelle des Lichts.
Das Silber kleiner Gespräche
Dringt durch sein Laub.
Es ist Versteck für alle Mittage.
Später lehnt der Abend
Eine goldene Leiter
An seine Krone.
Die Nacht benutzt sie,
Um mit ihrer Hilfe den Himmel zu verlasen
Und die Arme einer Gestalt zu sinken,
Die sich mit abgeblendeter Laterne
Bereit hielt.

 

EUGENIUSZ TKACZYSZYN DYCKI


XCV.

zaczyna się moje wielkie ciepłe
umieranie jeszcze jestem u siebie
jeszcze mam kości jak mi się
wydaje ponad miarę ludzką

które trzeba złożyć u rachmistrza
zaczyna się moje wielkie ciepłe
umieranie nic nadzwyczajnego powiadam
tym którzy płaczą gdyż nie mają

kości bo nie było ich nigdy stać
na oszukiwanie (a kogo było?)
ja również wziąłem się z podkradania u innych
tego co jest nie do wyniesienia w jeden dzień


XCV
es fängt mein großes warmes
sterben an noch bin ich bei mir
noch habe ich knochen wie es mir
scheint über das menschenmaß hinaus

die beim rechenmeister abgegeben werden
müssen es fängt mein großes warmes
sterben an nichts außergewöhnliches sag ich
denen die weinen da sie keine

knochen haben weil sie sich nie
leisten konnten zu betrügen (wer konnte das schon?)
auch ich fing damit an bei anderen zu stehlen
was sich an einem tag nicht mitnehmen lässt

Tłum. MICHAEL ZGODZAY

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton