
Philipp Brotz
Pod lipą
Halogenowa dziewczyno
Swiatłość
cechu twojej płci
Przyjdź
tam stoi
lipa Walthera w wieczornej rosie
Przyjdź
zanurzymy
łódkę z kwiecia
w szeptająco wtajemniczoną trawę
Miłość szczęście bez umowy
a jednak
podpisałbym
Spijaj
Zawsze Prawdziwe
z tych
monogamicznych ust
A kiedy nas jutro
słońce rozłączy
Kocham ciebie
przez sms
Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka
Unter der Linde
Halogenmädchen
Leuchtende
deiner Geschlechterzunft
Komm
dort steht
Walthers Linde im Abendtau
Komm
wir kuhlen
einen Blütennachen
ins wispernde Mitwissergras
Liebe vertragloses Glück
und doch
unterschriebe ich
Trink
Immerwahres
von diesen
monogamen Lippen
Und wenn uns morgen
die Sonne trennt
Liebe ich dich
per SMS
Tomasz Hrynacz
Wskazówki wyciągnięte w nieskończoność
Kilka przeszło, ale ta jedna
pozostała. Świat jeszcze się
budzi. Najszybciej jak umie.
Jasną kreską.
Hinweise für die Zukunft
Ein Paar ist schon gegangen, aber eine
ist geblieben. Die Welt erwacht noch.
So schnell wie es nur kann.
Mit einem Strich.
Übersetz: Violetta Lęga
Krzysztof Krasowski
Dni Kobiet – Zielony
W następnym, z wierszy o kobietach, których wcale nie potrzebujemy,
w wierszu, w którym nie ma już śniegu,
jest raczej ładne słońce i czasem trochę deszcz,
dziewczyna zabiera mój podmiot liryczny,
bo mężczyzna z takim stosunkiem do kobiet,
może je już tylko pieprzyć, nie wspominając, przy tym
ani słowem, o nowej koszulce.
Po odejściu hoduje chmurę czarnych ptaków, których
nikt nie chce już przygarnąć, a ja znajduję kobietę online,
kobietę idealną, która rozumie, że najlepszym przyjacielem
człowieka jest kanapka, a dziewczyny - symbol sterczącej nieugięcie
z morza - białej skały.
I że jest to obraz, prawdopodobnie jak fala -wciąż powracający.
Sas
Wrocław 7 maja 2005
Kiedy Kwaśniewski z Rynku kończył dziękowanie za to, że w czterdziestym piątym skończyła się wojna, kanar przyczepił się do mnie w tramwaju linii numer osiem.
Musiałem wysiąść.
Wysiadłem za Mostem Grunwaldzkim.
Kiedyś porównałem go do wygiętego penisa, teraz skojarzył mi się z dwoma odwróconymi bananami.
Wróciłem do swojej niemiecko-żydowskiej klatki, w której moi sąsiedzi na ścianie zabazgranej starszymi namalowali nową swastykę z okazji Dnia Zwycięstwa.
Sprzed drzwi podniosłem zaproszenia na imprezy handlowe.
Wszedłem do chaty z pierwszą konstruktywną myślą: zrobić herbatę.
W Jedynce rozdają albumy z Opola – puszczają jakąś piosenkę, pojawia się encyklopedyczne pytanie, esemesujesz odpowiedź i masz pięć krążków, jak cię wylosują.
O Wielka, w jasności rzeźni osamotniona!
Bez płaczu i przekleństw nie ma tu nic dla Ciebie.
Dla Ciebie toczony już traktat o śmierci tak tłustej jak gruby tucznik z łzami, z oczu.
A załzawione oko nie może zobaczyć zbawienia.
Siegfried Schüller
Bezwietrzny poranek
na brzegu Wisły
Dzień odpoczywa jeszcze
w ramionach pól
ponad źdźbłami
powietrze trwa w bezruchu.
Kto na poboczu drogi
już na nogach
szuka swego cienia
nie odwraca się
wstrzymuje oddech
lub wygląda
czarnych chmur nocy...
Dwa tysiące metrów dalej
błyszczy rzeka, stają ciężarówki
zeskakują mężczyźni z szerokimi
lśniącymi łopatami.
Jeden sprawdza wilgotnym palcem
ale wszyscy oni wiedzą skąd
i że dziś on nie wieje
ten wiatr.
Szybko plandeki zdjąć, szarymi
chustami zawiązane usta i nos.
Ciągle coś przenika
co potem jak ogień
pali, jak gorzki ołów
na języku leży.
Oni milczą
machają łopatą, zamiatają
powierzchnię ładunkową do czysta -
trochę unosi z sobą powietrze
większość zabiera z sobą prąd rzeki.
Mężczyźni myją
ich łopaty w rzece-
w dół przez Kraków, Warszawę
płynie milcząca, szara rzeka
i dzień w dzień
łopata za łopatą
tak się rozpływa, znika
popiół z Oświęcimia.
Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka
Windstiller Morgen
am Ufer der Weichsel
Der Tag ruht noch
in den Armen der Felder
über den Halmen
steht die Luft.
Wer am Straßenrand
schon auf den Beinen
sucht seinen Schatten
dreht sich nicht um
hält den Atem an
oder Ausschau
nach den schwarzen Wolken der Nacht ...
Zweitausendmeter weiter
glitzert der Fluss, halten die Laster
springen Männer ab mit breiten
blitzblanken Schaufeln.
Einer prüft mit feuchtem Finger
aber alle wissen sie woher
und dass er heute nicht weht
der Wind.
Schnell die Planen herunter, die grauen
Tücher vor Mund und Nase gebunden.
Immer dringt etwas durch
was dann wie Feuer
brennt, wie bitteres Blei
auf der Zunge liegt.
Sie schweigen
schaufeln, fegen
die Ladeflächen leer –
ein Wenig trägt die Luft
das Meiste treibt die Strömung fort.
Die Männer waschen
ihre Schaufeln im Fluss –
abwärts durch Krakau, Warschau
zieht der stille, graue Strom
und Tag für Tag
Schaufel um Schaufel
löst sich so auf, verschwindet
die Asche von Auschwitz.
Tomasz Dalasiński
35. (wyobraź sobie, że jest to narkotyk)
N.
wyobraź sobie, że jest to narkotyk, ten maj
a może lipiec, że jest i wciąż się udziela
w ciepłych rozbiorach ciał, w ciekłych roztworach zdań, no
tak, wyobraź sobie ten miękki bałagan, wejdź
i zarezerwuj to miejsce, ten czas, zrób wewnątrz
siebie to wszystko, o czym zawsze + to, o czym
nigdy, i śpij, bo tak pulsuje cały ten zgiełk,
że krwawią termometry, a język naciąga
się jak otwarta struna na odwrotną stronę i
niedługo będzie ciemno, ciemniej, jak najjaśniej.
Anna Maria Zielonka
odcinek 11
niepotrzebne spotkanie o 6:05
kochankowie z Marony
i paru innych uliczek
zduszeni ściśnięci
w czymś zwanym objęciami
korzystamy z czerwonych dni
zachód słońca rumieni nas
zawstydzonych
skupionych
być może to odkupienie
kolejnej kartki z kalendarza
odhaczone niedbale białym długopisem
Folge 11
das unnötige Treffen um 6:05
die Liebenden von Marona
und ein paar anderen Gassen
erstickten beklommen
in etwas namens “Umarmung”
wir verwenden für rote Tage
ein Sonnenuntergang errötet uns
beschämte
gesammelte
vielleicht das ist die Erlösung
des nächsten Blatt von einem Kalendar
hakte mit dem weissen Kulli ab
KARL KROLOW
DRZEWO (DER BAUM)
Wczoraj posadziłem drzewo
I nazwałem je
Moim niepokojem.
Dziś wokół jego bioder skacze
Pstrąg światła.
Srebro krótkich rozmów
Przenika przez jego liście.
Można się tu zawsze
Schować w południe.
Później wieczór opiera
O jego koronę
Złotą drabinę.
Noc z jej pomocą
Opuszcza niebo
I rzuca się w ramiona postaci,
Która czeka
Z zasłoniętą latarnią.
Tłum. MałgorzataNizioł
Der Baum
Gestern habe ich einen Baum gepflanzt
Und ihm den Namen
Meiner Unruhe gegeben.
Heute umspringt seine Hüften
Die Forelle des Lichts.
Das Silber kleiner Gespräche
Dringt durch sein Laub.
Es ist Versteck für alle Mittage.
Später lehnt der Abend
Eine goldene Leiter
An seine Krone.
Die Nacht benutzt sie,
Um mit ihrer Hilfe den Himmel zu verlasen
Und die Arme einer Gestalt zu sinken,
Die sich mit abgeblendeter Laterne
Bereit hielt.
EUGENIUSZ TKACZYSZYN DYCKI
XCV.
zaczyna się moje wielkie ciepłe
umieranie jeszcze jestem u siebie
jeszcze mam kości jak mi się
wydaje ponad miarę ludzką
które trzeba złożyć u rachmistrza
zaczyna się moje wielkie ciepłe
umieranie nic nadzwyczajnego powiadam
tym którzy płaczą gdyż nie mają
kości bo nie było ich nigdy stać
na oszukiwanie (a kogo było?)
ja również wziąłem się z podkradania u innych
tego co jest nie do wyniesienia w jeden dzień
XCV
es fängt mein großes warmes
sterben an noch bin ich bei mir
noch habe ich knochen wie es mir
scheint über das menschenmaß hinaus
die beim rechenmeister abgegeben werden
müssen es fängt mein großes warmes
sterben an nichts außergewöhnliches sag ich
denen die weinen da sie keine
knochen haben weil sie sich nie
leisten konnten zu betrügen (wer konnte das schon?)
auch ich fing damit an bei anderen zu stehlen
was sich an einem tag nicht mitnehmen lässt
Tłum. MICHAEL ZGODZAY