Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #17

 
a) fink
info
Odsłon: 2526, Komentarzy: 0
 
b) Jacek Podsiadło
wiersze
Odsłon: 1288, Komentarzy: 0
 
c) Andrzej Sosnowski
*****
Odsłon: 788, Komentarzy: 0
 
c1) KAROL MALISZEWSKI
Korespondencja seryjna. Patryk Nikodem
Odsłon: 775, Komentarzy: 0
 
c2) JACEK BIERUT
NIC O MNIE BEZE MNIE
Odsłon: 738, Komentarzy: 0
 
d) Piotr Macierzyński
wiersze
Odsłon: 1167, Komentarzy: 0
 
e) Sławomir Shuty - rozmowa
W literaturze nie ma schematów, które wypluwają arcydzieło
Odsłon: 745, Komentarzy: 2
 
e1 Karol Pęcherz
Sztuka sprzedaży - DECOBAZAAR
Odsłon: 948, Komentarzy: 0
 
e1) Grzegorz Jankowicz
Rewolucji nie będzie
Odsłon: 727, Komentarzy: 0
 
f) Łukasz Plata
3000 na godzinę
Odsłon: 905, Komentarzy: 0
 
g) Agnieszka Kłos
Dzikie zwierzęta
Odsłon: 773, Komentarzy: 0
 
h) Maciej Gierszewski
*****
Odsłon: 841, Komentarzy: 0
 
i) Rafał Gawin
wiersze
Odsłon: 916, Komentarzy: 0
 
j) Mirosław Marcol
wiersze
Odsłon: 700, Komentarzy: 0
 
k) Paweł Łęczuk
wiersze
Odsłon: 967, Komentarzy: 0
 
l) Grzegorz Kwiatkowski
p r a w
Odsłon: 739, Komentarzy: 0
 
m) Tytus Żalgirdas
wiersze
Odsłon: 769, Komentarzy: 0
 
n) Kuba Węgrzyn
wiersze
Odsłon: 876, Komentarzy: 0
 
o) Waldemar Jocher
wiosna__ buforowanie kultury i masy
Odsłon: 701, Komentarzy: 0
 
p) Mariusz Cezary Kosmala
wiersze
Odsłon: 846, Komentarzy: 0
 
r) Marcin Bałczewski
Opowieść ruchoma i przechodnia
Odsłon: 735, Komentarzy: 0
 
s) Jadwiga Skowron
Polska policja jest otwarta na inne kultury
Odsłon: 737, Komentarzy: 1
 
t) Slawus Polonus
DNA
Odsłon: 829, Komentarzy: 0
 
u) Bożena Brzozowska
dług w dźwięczności
Odsłon: 648, Komentarzy: 0
 
w) Bartłomiej Pietraszuk
Kolęda
Odsłon: 637, Komentarzy: 0
 
x) Ewa Danilczuk
W tej dzielnicy
Odsłon: 642, Komentarzy: 0
 
y) Rafał Kwiatkowski
SYMBALLEIN
Odsłon: 573, Komentarzy: 0
 
z) Jędrzej Siwek
Wszystkie te rzeczy
Odsłon: 764, Komentarzy: 0
 
za) Agnieszka Gałązka
bo to zły rocznik był
Odsłon: 827, Komentarzy: 0
 
zb) Tomasz Smogór
Wykolejeni
Odsłon: 581, Komentarzy: 0
 
zc) Ireneusz K. Korpyś
codzienna eucharystia po pracy
Odsłon: 747, Komentarzy: 0
 
zd) Bartosz Wójcik
CZECHOWICZ
Odsłon: 715, Komentarzy: 0
 
ze) Wiktor Będkowski
opowiadania
Odsłon: 763, Komentarzy: 0
 
zf) ALAN SMITH
A POET'S WORDS
Odsłon: 621, Komentarzy: 0
 
zg) Przemysław Matelski
ogłoszenie
Odsłon: 632, Komentarzy: 0
 
zh) Dodatek ON-LINE - poezja
Dobies, Płaczek, Smołucha, Mendelejewa, Baca, Marcyjaniak, Szafranowicz,
Odsłon: 781, Komentarzy: 0
 
zi) Dodatek ON-LINE proza
Buda, Ciechanowicz
Odsłon: 622, Komentarzy: 0
 
zj) Dodatek ON-LINE proza
Czarnocki, Słuszniak, Kurzawski,
Odsłon: 676, Komentarzy: 0
 
ZK) Dodatek ON-LINE proza
Korbiel
Odsłon: 719, Komentarzy: 0
 
s) Jadwiga Skowron

Polska policja jest otwarta na inne kultury

 

Roczik 81, technik administracji, magister filologii ukraińskiej.

Publikacje: Wrocławska fauna i flora w miniaturach, [w:] Ziemie utracone, ziemie odzyskane. Almanach z opowiadaniami wyróżnionymi w konkursie literackim SPP, Wrocław 2008.

Kolaże poetyckie w „Cegła” nr 12/2008.

Przekłady: Jurij Wynnyczuk, Manekiny, Mój rosół – moja twierdza, [w:] „Rita Baum” nr 9/2005.Natalka Śniadanko, Kobieta zbyt idealna, Mężczyzna zbyt wymagający, [w:] „Rita Baum” nr 11/2007.

 

 

 

Polska policja jest otwarta na inne kultury

 

W życiu jak to w życiu: w sierpniu jesteś kierowniczką, a w październiku nie starcza ci na rachunki, więc zostajesz sprzątaczką. I zmiany zachodzą nie dlatego, że nie sprawdziłaś się na stanowisku szefa biura festiwalowego. Po prostu festiwale to sezonówki i z dnia na dzień stajesz się bezrobotną bez oszczędności, bo NGO to niedochodowa branża.

We wrześniu pełna zapału starasz się o staż w ambitnym wydawnictwie, ale okazujesz się być nie tym, kogo szukają i dyrektor daje ci do zrozumienia, że już nie z takimi kandydatami rozmawiał, byli przed tobą nawet tacy, co znali pięć języków, ale on szuka kogoś wyjątkowego, kto swoją osobowością wniósłby coś cennego do życia literackiego. Zastanawiasz się, czy masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, bo na stronie internetowej w ogłoszeniu było napisane „student do pomocy w księgarni”. Twoje poczucie wartości zostaje wystawione na próbę, ale dajesz radę.

Dziewczyna, która latem miała trochę czasu i roznosiła na mieście ulotki twojego festiwalu, jesienią załatwia ci po znajomości sprzątanie w szkole. Biorą cię tylko dlatego, że nie masz jeszcze ukończonych dwudziestu sześciu lat, wciąż studiujesz, więc jesteś tańsza.

W międzyczasie kończysz studia filologiczne na kierunku, który sam dziekan nazwał egzotycznym, czyli ukrainistyce. Jesteś zatem niepoprawną idealistką, już od czwartego roku studiów szukasz pracy w swoim zawodzie lub przynajmniej praktyki. Bezskutecznie.

W listopadzie na stanowisku sprzątaczki zmienia cię znajoma woźnej – jej bardziej jest potrzebna ta praca. Rejestrujesz się więc w PUP-ie, cóż za wymowny skrót Powiatowego Urzędu Pracy. Po dwóch tygodniach wysyłają cię na pierwszą rozmowę, prawie nie zdradzając szczegółów dotyczących stanowiska, o które masz się ubiegać, wiesz tylko, że pracodawca to firma logistyczna i spodziewa się po tobie znajomości ukraińskiego i angielskiego. Na miejscu robią ci testy z języków, wygląda to nawet nieźle, ale potem przepytują cię z umiejętności programowania, a z tym już gorzej. Okazuje się, że nie dogadali się z PUP-ą, bo szukali informatyka programisty ze znajomością wspomnianych wyżej języków obcych. Ale nic to, przynajmniej poczęstowali dobrą kawą, pocieszasz się, że to drugi koniec miasta, codziennie przynajmniej dwie godziny spędzałabyś w autobusach, więc może lepiej, że tak się złożyło. Dajesz korepetycje z angielskiego, w Mikołajki przebierasz się za Śnieżynkę i malujesz buźki korporacyjnym dzieciakom, tłumaczysz na rosyjski stronę polsko-niemieckiego biura matrymonialnego, jakoś się to wszystko kręci, ale brak stabilizacji trochę cię frustruje. Niektórzy mają jednak gorzej, sąsiedzi squatersi mieszkają bez prądu i bieżącej wody, wpadają do ciebie kąpać się i ładować telefony.

Nadchodzi marzec, śniegi topnieją, pękają lody na rzece. Idziesz na wyznaczone spotkanie w PUP-ie niczego raczej nie oczekując, a tu – niespodzianka. Zapraszają cię do pokoju konferencyjnego, a tam twoja koleżanka z roku i jeszcze około dwudziestu absolwentów podobnie egzotycznych kierunków jak twój, czyli kulturoznawstwa, filozofii, filologii polskiej, innymi słowy sami debile-idealiści. Ustają rozmowy, gdy urzędniczka otwiera teczkę i mówi, że teraz będzie rozdawać staże – do wyboru urzędy skarbowe i komisariaty policji. Ktoś mówi, że w zeszłym tygodniu były jeszcze staże w sądzie, ale urzędniczka wyjaśnia mu, że już się skończyły. Koleżanka szepcze, że ma już załatwioną pracę na lotnisku w Irlandii i olewa te staże. Twoje nazwisko zaczyna się na „S”, obserwujesz więc, jak ludzie na wcześniejsze litery alfabetu wybierają sobie oferty, a sala stopniowo pustoszeje. Ogarnia cię uczucie klęski i czujesz, że w zasadzie już ci wszystko jedno. Kiedy przychodzi twoja kolej, masz dwa komisariaty do wyboru. Wybierasz ten bliżej domu. Od razu wyznaczają ci datę i godzinę spotkania w Komendzie Miejskiej.

Z trudem wyobrażasz sobie siebie w policji. Liczysz po cichu na to, że gdy kadrowa zobaczy cię w dredach sięgających pośladków, to cię nie przyjmie. Albo wyobrażasz sobie, że każą ci obciąć włosy, a wtedy ty bohatersko przeciwstawiasz się systemowi i stajesz w obronie wszystkich debili-idealistów. Rozmowę kwalifikacyjną masz dwudziestego drugiego marca. Dwudziestego pierwszego z okazji międzynarodowego dnia walki z faszyzmem w Rynku ścierają się antynaziści z nazistami. Dwóch antynazistów trafia do aresztu. Następnego dnia przychodzisz tuż przed dwunastą pod Komendę Miejską Policji, a tam twoi znajomi z transparentami właśnie zaczynają protest, domagają się uwolnienia zatrzymanych. Mówisz „cześć” jednym, drugim, trzecim i dyskretnie przechodzisz między nimi w kierunku drzwi. Zdajesz sobie sprawę, jakie plotki wywoła to, co zaraz ktoś nieuchronnie zauważy, ale myślisz, że to będzie całkiem zabawna anegdota o urzędach państwowych, będziesz opowiadać, jaką minę miała ta gościówa w kadrach, gdy cię zobaczyła, no, przynajmniej będzie co. Wchodzisz więc, puszczając oko do znajomych, którzy odprowadzają cię wzrokiem.

Pani Jola w kadrach na twój widok nie reaguje w żaden szczególny sposób. Ma już na biurku twoje papiery z PUP-y, o coś jeszcze dopytuje, mówi, że musi sprawdzić cię w kwestii niekaralności. Próbujesz się ratować, mówisz, żeby się nie fatygowała i wymieniasz wszystko, co masz na sumieniu, czyli izbę wytrzeźwień zaliczoną w wieku lat szesnastu i współpracę z nielegalną organizacją antyrządową (oba punkty obowiązkowe dla debili-idealistów). Pani Jola uśmiecha się dobrotliwie: „Nie ma się czym chwalić, to nie powinno stanowić przeszkody”. Twój kręgosłup moralny już został złamany, teraz możesz tylko dogorywać na ławeczce na korytarzu w oczekiwaniu na orzeczenie o twojej niesplamionej żadnym dowodem odwagi przeszłości. Co za wstyd! Jacyś zamaskowani funkcjonariusze w kamizelkach kuloodpornych wchodzą do pomieszczenia na końcu korytarza, czary-mary i po kilku minutach wychodzą normalni faceci. Jeden z nich uśmiecha się do ciebie, nie masz nawet siły pokazać mu środkowego palca. Trochę to oczekiwanie trwa. Przychodzą ci do głowy kolejne przemyślenia. A może jednak pociągnąć tę anegdotę dalej? Może to nawet będzie ciekawe zobaczyć to wszystko od środka? Obserwacje mogą być cenne. Przecież nie będą cię wysyłać na żadne akcje, będziesz im co najwyżej zaparzać herbatę, to chyba jeszcze nie kolaboracja.

Przydzielają cię do pomocy w kancelarii. Pierwszego dnia pani Alutka użyczy ci swojego kubka, ale od jutra powinnaś mieć własny. Trzeba być uważnym, żeby nie marnować papieru, a zwłaszcza kopert. W ramach oszczędności dla pism wewnętrznych koperty używa się dwa razy, czyli na przykład z Miejskiej przychodzą akta w nowej kopercie, a potem jak musisz coś im odesłać, to wkładasz do tej samej koperty i adresujesz z drugiej strony. Schodzi przy tym więcej zszywek i taśmy klejącej, ale to z Miejskiej wyszło zarządzenie o kopertach, więc trzeba się do niego stosować. Długopisy pracownicy przynoszą z domu. Na piętrze jest tylko jedna drukarka przy komputerze w pokoju obok sekretariatu, jeśli trzeba coś wydrukować, to prosi się o uprzejmość panią Halinkę, bo to jej prywatny sprzęt. Trochę inaczej to sobie wyobrażałaś, ale szybko uczysz się skrótów oznaczających nazwy wydziałów i rozkładasz pocztę przychodzącą do poszczególnych przegródek. Pani Alutka nie wymaga od ciebie zbyt wiele, uważa cię za debila.

Niewiele się dzieje, ze dwa razy na tydzień ktoś ma imieniny. Raz kryminalni przynoszą zdjęcia do wysłania, sekretarki przed włożeniem ich do koperty długo się ekscytują, bo to zdjęcia trupa, który zmarł śmiercią samobójczą.

Sekretariat jak sekretariat. Plotkują, przy okazji sprawdzając, na ile już się orientujesz w strukturze komisariatu, na przykład Mirek z dochodzeniówki ma romans z Kaśką z nieletnich. Przynajmniej większość dnia siedzisz w kąciku i przygotowujesz się na korepetycje z anglika, dzięki którym jakoś możesz przetrwać od pierwszego do pierwszego. PUP płaci ci 520 zł brutto, czyli 470 na rękę. Na korkach zarabiasz więcej.

Po paru tygodniach przenoszą cię do prewencji. Masz zrobić porządek w starych papierach, a jak się z tym uporasz, to pójdziesz na dół do recepcji. Teraz towarzyszysz dwóm panom. Przyjmują kilku klientów dziennie, spisują ich zeznania. Obaj pracują na własnych, przyniesionych z domu komputerach, śledzą kursy akcji, bo próbują dorobić na giełdzie. Codziennie wymieniają się w odprawianiu południowego rytuału, którym jest wycieczka do mięsnego po świeży posiłek dla ich wspólnej piranii. Na szafie stoi telewizor, w którym przez całe przedpołudnie aż do piętnastej lecą powtórki seriali. A ty przynosisz kolejne pudła ze starymi aktami od naczelnika, przeglądasz je i zgodnie z wytycznymi albo przeznaczasz do niszczarki albo wpinasz do wielkich teczek. Przeszkoliła cię poprzednia stażystka, Natalia, która właśnie odeszła do jakiejś pracy. Panowie mówią, że fajna laska była, a ty chyba nie chodzisz do solarium? – pytają. Zazwyczaj rozmowa wam się nie klei. Natalia czasem przynosiła mięsko rybce, a w tej waszej subkulturze to wszyscy nie jedzą mięsa? – dziwią się. Papiery często posiadają zaskakujące błędy ortograficzne. Jedna notatka szczególnie przykuwa twoją uwagę, jest do niej dołączony plakat odbity na ksero. Treść notatki brzmi w przybliżeniu tak: „Dnia tego i tego o godzinie takiej i takiej dwaj mężczyźni, podający się za wrocławskich poetów, P. P. (nr dowodu osobistego, data urodzenia, adres zameldowania) i D. S. (to samo) zgłosili fakt organizowania obchodów rocznicy śmierci poety Rafała Wojaczka na cmentarzu przy ul. Bujwida. Zgłoszenie uzasadnili tym, że obchody odbędą się w nocy i nie chcieliby, aby okoliczna ludność wzięła ich za satanistów. Podczas obchodów będą zapalać znicze oraz czytać wiersze.” Ta notatka idzie do niszczarki. Potem przychodzi jakaś pani z Miejskiej, specjalnie przeszkolona w zakresie archiwizacji, i mówi, że robisz to całkiem źle, bo zmieniły się zasady, a w ogóle to komisariat powinien wydelegować swojego pracownika, bo ci stażyści to się ciągle zmieniają, a to ktoś odpowiedzialny powinien się tym zajmować.

 Następnego dnia naczelnik prewencji wzywa cię do swojego gabinetu i mówi: „Długo się nad tym zastanawiałem i miałem poważne wątpliwości czy osoba z taką fryzurą może reprezentować policję, bo przecież jak klient wchodzi do komisariatu, to pierwszą osobą, jaką widzi, jest recepcjonistka, to taki jakby wizerunek policji. Ale potem doszedłem do wniosku, że czasy się zmieniają. Dwadzieścia lat temu policjant nie mógł być łysy – łysi byli tylko kryminaliści. A dziś ja, łysy, jestem nawet naczelnikiem. Więc skoro naczelnik prewencji może być łysy, to recepcjonistka może mieć dredy, a co tam, niech społeczeństwo widzi, że polska policja jest otwarta na inne kultury.” I od następnego dnia siedzisz w recepcji. Są tu jeszcze dwie dziewczyny, obie świeżo po maturze, masz wrażenie, że też traktują cię jak niepełnosprawną umysłowo, tłumaczą ci jak postępować z klientami. Metoda Agnieszki: spławiać. „Nie pozwól, żeby ci ktoś wszedł na głowę, bo ci tylko nerwów napsuje, a ty przecież nie masz mu pomóc niczego załatwiać, tylko masz od niego wyciągnąć najważniejsze informacje i przekazać to dyżurnemu, żeby mu oszczędzić pracy. Zawsze upewnij się, czy klient należy do tego rejonu, a jak nie, to odeślij go do właściwego. Przychodził tu ostatnio kilka razy jeden facet z Sobótki, twierdził, że u nas jest jego dowód, chyba jakiś psychiczny, bo cały się trząsł jak to mówił, a gadał że dowód zabrał mu strażnik miejski, to mu tłumaczę, że to nie jest straż miejska, bo policja i straż miejska to dwie różne instytucje. Głupi. Nie docierało do niego. W końcu mówię, niech pan sobie pójdzie do domu, weźmie leki, przecież ja panu nic nie pomogę, nie mam pana dowodu. Takich to trzeba spławiać.” Ola: „Jak przyjdzie dozorowany, to bierzesz od niego dowód, otwierasz książkę dozorów na właściwej stronie i wołasz dyżurnego, ale on zazwyczaj przychodzi dopiero po chwili. W tym czasie, jeśli ci się dozorowany spodoba, możesz ukradkiem spisać jego dane i potem znaleźć go na naszej-klasie. Ja tak robię, tutaj jest moja karteczka z najprzystojniejszymi dozorowanymi i ich znaki zodiaku. Będziesz w środę rano? To masz szczęście, wtedy Adam przychodzi przed pracą.” Agnieszka: „Przynajmniej raz w miesiącu, jak jest pełnia, przychodzi tu taka stara, od razu widać, że wariatka. Twierdzi, że ją podsłuchują ufoludki z księżyca i chce rozmawiać z komendantem, ale twoim zadaniem jest nie dopuścić, aby ona weszła za te drzwi, bo komendant cię zabije. Jak chcemy dokuczyć Alutce albo Ance, to pozwalamy jej zadzwonić do sekretariatu, wtedy one się męczą i mówią, że komendant jest zajęty albo go nie ma. I jeszcze jeden wariat tu przychodzi, strasznie niewyraźnie mówi, trzeba mu dać karteczkę, żeby napisał, o co mu chodzi, i jak napisze, to się uspokaja i wychodzi.” I jeszcze od Agnieszki: „I zapamiętaj, jesteś tutaj nikim i jak sama o siebie nie zadbasz, to zagonią cię do najgorszej roboty. Te z sekretariatu czasem próbują się nami wyręczać, przynoszą nam zeszyt, żebyśmy wpisywały polecone, zawsze wtedy mów, że jesteś zajęta.”

Ruch jest od 7:45 do 8:00, kiedy wszyscy się schodzą, i około 16:00, kiedy się rozchodzą, więc tylko raz w ciągu twojej zmiany. Masz czas spokojnie przygotować korepetycje, poczytać książkę, mogłabyś nawet robić na drutach, gdybyś je miała. W połowie pierwszego samodzielnego dnia na recepcji dzwonisz do sekretariatu: „Nie macie może paru poleconych do wypisania?” W okolicach południa przychodzi trochę ludzi na wezwania. I w którymś momencie tę błogą ciszę zakłóca znerwicowany mieszkaniec Sobótki: „O, widzę, że w końcu trafiłem na kogoś innego niż panią Agnieszkę, może pani mi pomoże? Prawie dwa tygodnie temu przyjechałem do Wrocławia na rozmowę w sprawie pracy, na Sępolnie koło parku to było, mogę podać adres, szczegóły. Ale przyjechałem trochę za wcześnie, więc jeszcze poszedłem przejść się po parku. A tu podchodzi do mnie strażnik ze straży miejskiej i pyta dlaczego mój pies biega bez kagańca, ja pytam jaki pies, nie mam żadnego psa, a on mi pokazuje, że gdzieś daleko biega jakiś pies. Mówię mu, panie, to nie mój pies, ja dopiero co przyjechałem z Sobótki, więc on prosi, żebym mu pokazał swój dowód. No to ja dla świętego spokoju daję mu dowód, ale on dalej się upiera, że to mój pies, bo widział z daleka, że ten pies za mną biegł. Proszę mnie zrozumieć, śpieszyłem się na ważną rozmowę, zdenerwowałem się, wymknęło mi się jakieś niecenzuralne słowo, a on mówi, że go obrażam, zachowuję się agresywnie i on zabiera mnie na policję. Wyobraża sobie pani? Mówię mu, że nigdzie z nim nie pójdę, bo mam tu naprzeciwko zaraz rozmowę o pracę, to on mi na to, że pójdzie sam i złoży zawiadomienie. To ja już dałem sobie spokój, mówię, niech pan idzie, ja sobie potem odbiorę ten dowód, proszę tylko powiedzieć w którym komisariacie, i on podał mi ten adres. Tutaj powinien być mój dowód. Przychodzę już po raz piąty, ale ta pani Agnieszka, na którą zawsze trafiam, w ogóle nie może zrozumieć, o co mi chodzi, a ja już jaśniej nie potrafię. Proszę, tu są dane tej firmy, gdzie miałem rozmowę, ale chyba nic z tego, bo jeszcze się nie odezwali, tu wszystkie moje dane, mam prawo jazdy i paszport, żeby można było porównać, że to mój dowód, że ja to ja. Czy może mi pani jakoś pomóc?” Dzwonię do sekretariatu. Pani Alutka: „No, leżał u nas dowód tego pana prawie dwa tygodnie, dzisiaj wysłałam mu pocztą, dwie godziny temu.”

Psychicznie chory z wadą wymowy przychodzi tego dnia, kiedy jesteś z Agnieszką. „Wiesz, co masz robić” – mówi ona i cię obserwuje. Dajesz mu czystą kartkę i długopis, on staje z boku i w skupieniu coś pisze, potem wręcza ci kartkę zapisaną od góry do dołu i wychodzi. Ze dwadzieścia razy napisał „Księżna Diana musi żyć!”. „No, on się przyznaje do zabójstwa księżny Diany. Kiedyś był tu z matką i ona powiedziała, żeby go nie brać na poważnie, bo jest chory i ma różne urojenia” – wyjaśnia Agnieszka.

Cały ten staż coraz bardziej cię bawi, po pracy opowiadasz współlokatorkom najciekawsze zdarzenia. One zaczęły pracę jako sprzedawczynie w nowo otwartej galerii handlowej tuż za rogiem, a ty codziennie po kilka razy widujesz się z szefem ochrony tejże galerii. W pierwszych dniach po otwarciu walą tam tłumy klientów i kieszonkowcy wykorzystują tłok. Zdarza się, że w ciągu godziny przychodzi osiem ofiar kradzieży, zajmują wszystkie krzesła w korytarzu, a po nich przychodzi jeszcze szef ochrony ze złapanym złodziejem i w asyście policjantów. Czasem po godzinie wraca z kolejnym.

I któregoś dnia siedzicie sobie w kuchni ze współlokatorkami, obgadujecie przy herbatce jak minął dzień, kiedy nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Wpada nieco podpity sąsiad ze squatu doładować telefon. Koleżanki rozchodzą się po pokojach, a ty wdajesz się z nim w pogawędkę. I kiedy telefon wydaje się już wystarczająco podładowany, a herbata w kubku zdaje się kończyć, on zaczyna przemowę i mówi: „Jesteś zdrajcą. Środowisko cię skreśliło i straciło do ciebie cały szacunek. Jesteśmy teraz wrogami, po dwóch stronach barykady. I choć nie chcę tego, ale kiedy staniemy naprzeciw siebie na ulicy, to będę z tobą walczył i nie zawaham się użyć siły.” Chwila milczenia. „I jak się z tym czujesz?” Jakoś to po tobie spływa. Plotka się rozeszła, tak jak się spodziewałaś. Tłumaczysz mu, że stażystów nie wysyłają w oddziałach prewencji do walki z demonstrantami, więc żeby nie liczył na taką okazję. Na najbliższym koncercie na squacie przekonujesz się, że wszyscy oprócz niego mają to głęboko w dupie, możesz więc spać spokojnie.

Zaczyna się maj, słońce przygrzewa, dwaj „krawężnicy” umówili się dla zgrywy, że będą przychodzić do pracy w ciemnych okularach, takich, jakie noszą amerykańscy policjanci na filmach. Jest zabawnie, wszyscy się śmieją. Ty stoisz w takim miejscu, że jednocześnie widzisz drzwi wejściowe i nieco z tyłu zakręt korytarza, gdzie dyżurni palą przy oknie. W którymś momencie wchodzi mały chłopiec, na oko ośmioletni, drżącym głosikiem mówi, że na chodniku znalazł ptaszka ze złamanym skrzydłem i położył go na parapecie, czy policjanci mogliby mu pomóc, on nie może zabrać go do domu. Słyszysz za rogiem chichot, to policjanci z Miami, jeden z nich celuje do wyobrażonego ptaszka leżącego na podłodze, potem zdmuchuje niewidoczny dym unoszący się z lufy (dokładnie tak jak w filmach) i cedzi: „Tego ptaka to ja mogę najwyżej dobić”. Całe szczęście chłopiec tego nie słyszy. Z przykrością mówisz mu: „Policja nie pomaga zwierzętom”.

W połowie miesiąca dzwonią do ciebie organizatorzy festiwalu: „To jak, chciałabyś znowu poprowadzić biuro? Dostaniesz więcej niż w zeszłym roku. Co powiesz na 1200 zł brutto?” Propozycja nie do odrzucenia.

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
Komentarze
29/05/2010 17:53:40 - Sas
NOSPAM - ten NOSpam brzmi dla mnie trochę jak BEZ OSPY, zabawne. Tekas z serii życiopisanie - i to mi się podoba, bo w podobnych przygodach życiowych znajduję strzępy natchnienia. Tekst rytmiczny, dynamiczny, czyta się go jakby piło wodę w czasie gorącego dnia. Z mojego doświadczenia i przekazanej mi wiedzy komisariat, w którym autorka tekstu odbywała tzw. staż należał do najbardziej łobuzerskich komisariatów w czasach tzw. trudnego socjalizmu. Zgarniani na tzw. zadymach patriotycznych byli tam brutalnie traktowani, choć w moim przypadku, kiedy mnie zabierano z komisariatu na który wpadłem z wierszykiem "psy to psy...", oprócz obezwładnienia i dość drogiego przewozu do izby wytrzeźwień, nic brutalnego mnie nie spotkało. Co więcej, gdy jechaliśmy na tę izbę, gliniarze do mnie: czy ty myślisz, że my nie znamy Grudzińskiego. Przyznaję rację autorce - policja staje się otwarta na inne kultury.
 
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton