Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #17

 
a) fink
info
Odsłon: 2522, Komentarzy: 0
 
b) Jacek Podsiadło
wiersze
Odsłon: 1278, Komentarzy: 0
 
c) Andrzej Sosnowski
*****
Odsłon: 787, Komentarzy: 0
 
c1) KAROL MALISZEWSKI
Korespondencja seryjna. Patryk Nikodem
Odsłon: 770, Komentarzy: 0
 
c2) JACEK BIERUT
NIC O MNIE BEZE MNIE
Odsłon: 735, Komentarzy: 0
 
d) Piotr Macierzyński
wiersze
Odsłon: 1162, Komentarzy: 0
 
e) Sławomir Shuty - rozmowa
W literaturze nie ma schematów, które wypluwają arcydzieło
Odsłon: 741, Komentarzy: 2
 
e1 Karol Pęcherz
Sztuka sprzedaży - DECOBAZAAR
Odsłon: 941, Komentarzy: 0
 
e1) Grzegorz Jankowicz
Rewolucji nie będzie
Odsłon: 721, Komentarzy: 0
 
f) Łukasz Plata
3000 na godzinę
Odsłon: 898, Komentarzy: 0
 
g) Agnieszka Kłos
Dzikie zwierzęta
Odsłon: 770, Komentarzy: 0
 
h) Maciej Gierszewski
*****
Odsłon: 836, Komentarzy: 0
 
i) Rafał Gawin
wiersze
Odsłon: 913, Komentarzy: 0
 
j) Mirosław Marcol
wiersze
Odsłon: 698, Komentarzy: 0
 
k) Paweł Łęczuk
wiersze
Odsłon: 960, Komentarzy: 0
 
l) Grzegorz Kwiatkowski
p r a w
Odsłon: 737, Komentarzy: 0
 
m) Tytus Żalgirdas
wiersze
Odsłon: 767, Komentarzy: 0
 
n) Kuba Węgrzyn
wiersze
Odsłon: 875, Komentarzy: 0
 
o) Waldemar Jocher
wiosna__ buforowanie kultury i masy
Odsłon: 698, Komentarzy: 0
 
p) Mariusz Cezary Kosmala
wiersze
Odsłon: 841, Komentarzy: 0
 
r) Marcin Bałczewski
Opowieść ruchoma i przechodnia
Odsłon: 732, Komentarzy: 0
 
s) Jadwiga Skowron
Polska policja jest otwarta na inne kultury
Odsłon: 732, Komentarzy: 1
 
t) Slawus Polonus
DNA
Odsłon: 823, Komentarzy: 0
 
u) Bożena Brzozowska
dług w dźwięczności
Odsłon: 645, Komentarzy: 0
 
w) Bartłomiej Pietraszuk
Kolęda
Odsłon: 636, Komentarzy: 0
 
x) Ewa Danilczuk
W tej dzielnicy
Odsłon: 639, Komentarzy: 0
 
y) Rafał Kwiatkowski
SYMBALLEIN
Odsłon: 572, Komentarzy: 0
 
z) Jędrzej Siwek
Wszystkie te rzeczy
Odsłon: 758, Komentarzy: 0
 
za) Agnieszka Gałązka
bo to zły rocznik był
Odsłon: 821, Komentarzy: 0
 
zb) Tomasz Smogór
Wykolejeni
Odsłon: 581, Komentarzy: 0
 
zc) Ireneusz K. Korpyś
codzienna eucharystia po pracy
Odsłon: 737, Komentarzy: 0
 
zd) Bartosz Wójcik
CZECHOWICZ
Odsłon: 714, Komentarzy: 0
 
ze) Wiktor Będkowski
opowiadania
Odsłon: 758, Komentarzy: 0
 
zf) ALAN SMITH
A POET'S WORDS
Odsłon: 618, Komentarzy: 0
 
zg) Przemysław Matelski
ogłoszenie
Odsłon: 630, Komentarzy: 0
 
zh) Dodatek ON-LINE - poezja
Dobies, Płaczek, Smołucha, Mendelejewa, Baca, Marcyjaniak, Szafranowicz,
Odsłon: 775, Komentarzy: 0
 
zi) Dodatek ON-LINE proza
Buda, Ciechanowicz
Odsłon: 620, Komentarzy: 0
 
zj) Dodatek ON-LINE proza
Czarnocki, Słuszniak, Kurzawski,
Odsłon: 673, Komentarzy: 0
 
ZK) Dodatek ON-LINE proza
Korbiel
Odsłon: 717, Komentarzy: 0
 
ze) Wiktor Będkowski

opowiadania
 

Rocznik   83.

Był ankieterem w kilku firmach i pracownikiem hali sprzedaży w paru sklepach, konserwatorem powierzchni płaskich  (sprzątaczem) w domu starców w Walii i na kempingu w Katalonii.  Lał piwo na meczach żużla i  zwoził drewno z lasu. Robił też w hurtowni farmaceutycznej na Bemowie w Warszawie. Bywał wychowawcą  nastolatków na kolonii, oraz czyścił obory.

Pracował trochę przy przeprowadzkach i był kelnerem w hotelu na wsi.

Z wykształcenia jest socjologiem, a z konieczności , tymczasowo, urzędnikiem państwowym.

 

 

Hard-Core Market, czyli gorzkie żale

 

Imitacja bujnej roślinności i kojący szum fantazyjnej fontanny. Rubaszni Mikołajowie i ponętne hostessy. Wkroczyłem w olśniewający blask sztucznego światła, moje uszy pieściły mile znane świąteczne przeboje. Ale ja nie okazywałem radości, wesołego podniecenia, jakie ogarnia nas, gdy oddajemy się rytuałowi zakupów. Ja poszedłem do pracy.

Proponowano mi pracę kasjera tłumacząc, iż ,,w pracy tej jest coś z dyplomacji, bo kasjer jest ambasadorem swojej marki”, jednakże będąc absolutnym imbecylem w kwestii matematyki zdecydowałem się na wykładanie towaru na półkach.

Na początku był chaos, bo nikt nie wiedział co ze mną zrobić, pod jaki dział podpiąć. Ostatecznie trafiłem pod opiekę Tej Nerwowej Kobiety. Ta Nerwowa Kobieta podbiła do mnie w te słowy:

- Jak się nazywa? Będkowski?

- Otóż i ja.

- Chce robić?

- Szalenie. Gdzie mam się udać szanowna Pani?

- Niech zacznie fejsować soki, a potem się zobaczy.

No i fejsowałem te soki, co oznacza czynność eksponowania ich by wyglądały ładnie i zachęcająco, aż mi się jeden wykopyrtnął, co skłoniło pewnego klienta do niekoniecznie uprzejmych uwag wyrażonych w słowach powszechnie uznawanych za wulgarne. Poczułem się jak skończony nicpoń, a chcąc zatrzeć złe wrażenie, zrobiłem wrażenie jeszcze gorsze:

- Myślałem, że się zmieści…- próbowałem spacyfikować zwierzchniczkę, ale ona była niezmiennie nerwowa.

- Nie jesteś od myślenia młody człowieku. A teraz zapierniczaj po ścierę zanim się rozniesie ten bajzel pieruński.

Na zapleczu znalazłem wiadro z niepokojąco cuchnącą szmatą filcową i posprzątałem dowody zbrodni rozbicia soku Tymbark 1,20 zł/sztuka. Jako zdemaskowanej fajtłapie zakazano mi kontaktu z newralgiczną strefą opakowań szklanych i zdecydowano, że będę tam, gdzie zajdzie potrzeba, żebym był.

Pierwsza potrzeba rzuciła mnie w Świat Wędlin, pieszczotliwie zwany przez personel Światem Padlin. Świat ten znajdował się między Kosmosem Skarpet, a Planetą Młodej Elegantki. Chciałem umyć ręce (ta szmata naprawdę brzydko pachniała), ale gdy tylko się odezwałem, Ta Nerwowa Kobieta przypomniała mi, że myślenie i gadanie nie leżą w moich kompetencjach, chwyciła mnie za ucho (klątwa facjaty przemądrzałego embriona) i zaciągnęła na stanowisko z wędlinami.

 Moim zadaniem była obsługa sympatyków mięsa w plastrach i krojenie serów z Serów Sfery. Początkowo nie dano mi niestety rękawic, skutkiem czego klocki obślizgłych pieczeni wyślizgiwały mi się z cuchnących filcową szmatą dłoni. Ruch był ,,jak na Manhattanie”, a klienci warczeli niczym rotwailery podrażnione zapachem krwi tryskającej z praktykantki Haliny. Halina, dziewucha obfita, wesoła, gapowata wszelako nieznośnie, pulchnego palucha wpakowała w krajalnicę do wędlin, co wywołało u naszej szefowej napad szału:

- No i czego krwią broczysz łajdaczko?! A ty Będkowski czego wąsy stroszysz? Może byś wreszcie starł te niuchę z maszynki, bo zara całe ścierwo upaprasz! – irytowała się naszą nieporadnością szefowa, a ja faktycznie nastroszyłem ze stresu rachityczne wąsy i nijak nie mogłem sobie z nimi poradzić, chociaż wcierałem smalec i czesałem podręcznym grzebykiem.

 Jako, że w koncentracji bynajmniej nie górowałem nad Haliną, z niepokojem oczekiwałem, kiedy sam sobie coś urżnę. Z tego powodu, z nieskrywaną ulgą przyjąłem polecenie udania się na zaplecze. Mijając Planetę Młodej Elegantki, zagadałem do hostessy zachęcającej do zakupu Zestawu Małej Elegantki (oferta skierowana do naszych milusińskich, demoniczne tipsy, krwisto czerwone szminki i sztuczne cyce dla pierwszoklasistek). Niefortunnie hostessa okazała się być plastikowym manekinem, potrafiła mówić jedynie w zakresie wyuczonych formułek promocyjnych. „Ostatecznie sprężynki i turbinki to istota robota.”-pomyślałem i nie znalazłszy wspólnego języka z automatem promocyjnym ,,Magda X”, uległem magii aktywistki przemysłu mięsnego Magdy Flak. Pochłonąłem kawałeczek kiełbaski z owsików i celofanu, po czym udałem się na zaplecze, gdzie miałem zająć się ,,przeterminowywaniem”, tj. czynnością zamieniania aktualnych terminów ważności mięsa na terminy bardziej korzystne.

Antrykot jak plastinarium eksponat, glizdowate podgardla, tudzież flaki z kurzej kloaki-wszystko to potrafiłem odświeżyć przy pomocy czarodziejskiej maszyny zwanej trywialnie metkownicą. I wszystko szło dobrze do czasu, gdy zachciało mi się załatwić pewną potrzebę fizjologiczną typu onanizm przy użyciu ponętnej wątroby wieprzowej, co skłoniło mnie do udania się w kierunku toalety.

Wtem! Bzzz! Jak nie strzeli, jak nie błyśnie!

-Ja tylko światło zaświecić chciał!- histerycznie zacząłem się bronić, bo oto Ta Nerwowa ruszyła na mnie z furią nosorożca, z pianą na pysku i nożykiem do metkownicy w przepotężnej łapie.

-Nie wiesz nygusie, że najpierw trzeba patyczek włożyć, żeby zaświeciło?!

,,Cholera, nic żem o żadnym patyczku nie wiedział…”- pomyślałem strapiony i zbity z pantałyku pogrążyłem się w obserwacji misterium uruchamiania włącznika światła, co polegało na łączeniu ze sobą różnokolorowych kabelków i manewrach patyczkiem.

Po opuszczeniu nieprzyjemnie niepachnącej toalety, zreflektowałem się, że oto minęło pięć z piętnastu minut przysługującej mi przerwy, udałem się więc do pracowniczej stołówki, gdzie spotkałem uroczą personę-przypominającą morsa kucharkę o bujnym, acz miejscowym, owłosieniu twarzy. Rozmowa nasza przebiegła następującym torem:

-Dostanę u pani coś na ciepło?

-Panie, na ciepło to możesz pan ewentualnie dostać kupę. U nas jest tylko na gorąco i na zimno.

            -To gorącą cebulową, bo widzę, że tania.

-Tania-srania. Mata.- burknęła i rozlewając pół zawartości talerza, rzuciła mi chłodną cokolwiek breję z cebulami w skórkach. Podziobał, posiorbał i z lekka zniesmaczony udał się na zaplecze sklepu, gdzie zostałem skierowany. Wbijam więc na to zaplecze, a tu proszę sobie wyobrazić, czynności prywatno-familijne uprawiają piekielnie ponętna Magda Flak i merczendajser Paweł Fiut. Zaczęło się od niewinnej zaczepki Magdy:

- Magda jestem

Paweł ustosunkował się głosem przypominającym robota:

- Meeercz.

- Słuchaj Mercz, bądź tak dobry i rozwiej moje wątpliwości, czy aby nie jestem za tłusta? Dojce mi nie zwisają za nisko? Bąki mi nie capią z pupy? Genialne masz imię swoją drogą Mercz, brzmi nawet trochę jak Dżordż…- uśmiech demona i puszczenie bestialsko erotycznego oka wykonała wówczas Magda M, na co Mercz konsekwentnie mechanicznie odrzekł:

-Pneumatyczny seeks? Epileptyczny seeks?

-No to lecimy maleńki, nie róbmy z impotencji cnoty! - powiedziała, no i polecieli we wściekłego ślimaka, dyskretnie wycofałem się więc w okolice wypieku pieczywa, gdzie spocony, bez koszulki łysol, paląc pety bułki z klusek lepił i co jakiś czas petem z impetem w bułę pluł sobie.

Z odrętwienia wyrwała mnie karząca ręka Tej Nerwowej Kobiety, która rychło strąciła mnie z rejonów niebezpiecznych refleksji ku ekspozycji konserw rybnych ,,Mewa”. Tamże poznałem osobnika o powierzchowności prymitywnej kanalii, który okazał się być przedstawicielem miejscowej kasty ochroniarzy z agencji „Ubojnia hipisów”. Człowiek ten zasadniczo zajmował się słaniem niesłychanie ordynarnych pomówień w kierunku układających towar licealistów, a że morda moja, jako się rzekło, z wiekiem nijak nie koresponduje, to i mi się przydarzyło dostać od troglodyty reprymendę:

-Co? Obczajka na paprykarz, taa? Zwykła praca ci uwłacza, trzeba koniecznie coś zaiwanić dla hecy,hęę?

-Ja tak tylko, tego…-wytłomaczyłem się mętnie

-No to bierz się do roboty cwelu jeden, kozie z dupy wysrany, z pierwszej łapanki pedale!

-Inaczej być nie będzie panie kierowniku!- odparłem z entuzjazmem przodownika pracy i rychło ruszyłem do dzieła.

-Się nadajesz. Na wycior do pizdy.- zażartował dowcipnie pan ochroniarz i się odczepił. Gdy tak układałem te konserwy i paprykarze, głos skrzekliwy nagle słyszę:

-Poproszę ćwiartkę kotleta drobiowego z psa, ciutkę grzybków w śluzie, wino jabłkowe STRONG, oraz pół kilo kurzych ślepi.- zaczepiła mnie zniszczona życiem czterdziestoletnia staruszka z denkami od słoików w okolicy oczu.

-Ja tu tylko towar rozkładam proszem pani.

- Bezczelny! To potwarz!  Chcę rozmawiać z kierownikiem! Natychmiast!

-To ja panią podprowadzę pod stoisko z mięskiem po te drobiowe, dobrze?

-No dobrze, ale to i tak zakrawa na skandal. Pokolenie viagry, prozacu, piardofonów i dopalaczy, oto czym jesteście!

-Owszem, winna jest, oprócz galopującego przewartościowania wartości, krańcowo niefortunna reforma edukacji, koszarująca roczniki wybitnie niebezpieczne w tym samym miejscu, oraz czasie.

-Egzekli, że tak powiem po angielsku, bo trzeba ci wiedzieć mały, że znam i ten język, hehe.

-Hehe.

W atmosferze nieomal już sielankowej dotarliśmy do Świata Padlin, gdzie uświadomiłem sobie, że czas pracy się skończył.

Po wejściu na sklep w charakterze klienta, zakupiłem wór makaronu oraz trzy piwa, za które fantazyjną cenę 6,66 ujrzałem. Następnie z nieskrywanym obrzydzeniem opuściłem nieprzychylne mi nieco wnętrzności marketu, który wyrzygał mnie w pogodę typu katzenjammer-weltschmerz, zwaną też wredną paskudną chlapicą, tudzież plugawką pospolitą polską. Idąc Aleją Bezrobotnych otworzyłem puszkę piwa i skierowałem kroki w najbliższe mi strony. Niestety, mile zapowiadający się wieczór diabli wzięli, straż pożarła miejska, racząc mnie mandatem wysoce niesprawiedliwej wielkości. Hej!

 

 

 

 

 

 

 

 

Mefistofallus

 

,,Niektórzy chodzą z głową w chmurach. On chodził z głową w dupie.”

                                                                       -Święta Magdalena od Telefonii Komórkowej

 

Obudził się po delirycznym resecie i odpalił ładowanie pojęć. Pogoda była taka, jakby ktoś mu napluł w oczy, a robotnicy budowlani za oknem uparli się zgwałcić mu głowę pneumatycznymi młotami. Oby tylko przetrwać atak pyłków wiosną, letnie upały, jesienną deprechę i zimną zimę z jej nieodłączną grypą!- pomyślał rozmarzony i podrapał się po tatuażu przedstawiającym serce przebite strzykawką. Nie wstając z barłogu sięgnął po pilot i włączył pudło. ,,Kochaj tańcząc na głodzie i śpiewając z gwiazdami”. Od tej telewizji miał już Mroczków przed oczami. Nawet jak zamknął.

Przełączył na adaptację książki „Quo vadis”. Lubił tą książkę, ale nie przypadło mu do gustu, że patrycjusze nosili współczesne obuwie sportowe.

Zdegustowany przełączył na „Janosika” i zdegustowany odkrył, że występują tam zakolczykowane zgodnie z europejskimi normami jałówki.

Nie tak wyobrażał sobie tą wyśnioną wolność, nie po to zwolnił się z paskudnej pracy, żeby wybierać między monokulturą  cekinową, a żałośnie nieprofesjonalnym polskim kinem.

A miało być tak pięknie. Wymagania były niewielkie: wykształcenie niższe niż wyższe, obsługa kserokopiarki, mile widziana umiejętność posługiwania się pieczątką imienną.

Do firmy trafił poszukując zarobku ale i prawdziwej miłości, gdyż nikt go aktualnie nie kochał. Gdy znalazł tę pracę, właśnie porzuciła go żona. Nie miał w zwyczaju się przyzwyczajać, ale zawsze jakoś przykro, kiedy jedyna osoba na której możesz wyładować całodniową frustrację dezerteruje zdradziecko z domowego bagienka.

Miłości w robocie nie zaznał, zastał tam natomiast ludzi o sercach wypełnionych flegmą, zapluwających przestrzeń jadem, złośliwych i nieznośnych.

Przed oczami stanął mu kolega zza biurka, Mirosław Samonadymacz. Był chronicznie biało-czerwony ze wstydu i strachu, ale przyjmując interesantów powiększał się trzykrotnie.  Beznadziejny typ.

Albo taka Zosia - samica, typ mleczny, cyce carycy, temperament kobry:

-No weź się!

-Proszę cię!

-Pożytek z ciebie taki jak z cycków u świni!.

Oj nie lubił Zosi. Irytowała go nowoczesną asertywnością, wesołym poczuciem humoru i tak zwaną sraczką słowną. Jednak najgorsza, najbardziej trująca była ta przekwitnięta rosiczka- Grażynka. To ona poniżała go, punktując bezlitośnie nieznajomość różnicy między protokołem a sprawozdaniem, to ona zwalała na niego winę za swoje błędy i bezwstydnie donosiła:

-Czy masz dostęp do Internetu?

-Tak.

-To ja już się postaram, żebyś nie miał.

-Ale z pani człowiek.

-Nie znam się na tym, w pracy nie jestem człowiekiem.

Po miesiącu miał jeszcze jakieś złudzenia, ale po dwóch wiedział już, że piekło wybrukowane jest powtarzalnością, a najprostszą drogą do zatracenia jest epizod pracy w biurze. 

Jałowe i powierzchowne są relacje ludzi w świecie usystematyzowanym przez rutynę. - pomyślał i splunął z obrzydzeniem na wyliniały dywan.

I te wieczne opóźnienia w wypłatach:

-Proszę się uzbroić w cierpliwość.

-Cierpliwość to pierwszy stopień do piekła, a ja jestem uzbrojony po zęby kochana. A w ogóle to pani mnie tu wzwodzi, a ja się tu, proszę pani wykrwawiam. A pocałuj ty mnie w dziurę zadeczną!

Księgowa była jedyną osobą w biurze na której  mógł się zwyczajnie, po ludzku, wyżyć. Było tak do czasu heroicznej decyzji o porzuceniu pracy, bo wtedy to już pokazał tej wstrętnej Grażynce gdzie raki zimują:

-Odchodzę-oświadczył tryumfalnie, a ona na to:

-Cieszę się, bo i tak miałam zamiar cię zwolnić. Jak coś nie przynosi zysków należy to uśpić, niech się dłużej nie męczy. Ty jesteś nam niezbędny jak treść wymiotna zaabsorbowana do dróg oddechowych. Innymi słowy, nie potrzeba tu nicponi, sorry bejbe-bajbaj. -  fakt, że do końca nie mógł jej przekonać do przejścia na Pan spotęgowało jeszcze jego emocje:

- Kurwa, szmata, ladacznica-Miedź Le-gni-ca! - zawył bezsilny wobec tej bezczelności.

Zanim pożegnał to okropne miejsce potężnym kopniakiem w drzwi, księgowa nie omieszkała wykorzystać okazji żeby mu dofasolić:

-Ja tego tak nie zostawię, ja mam w komórce pełno dyrektorów!- zagaił do niej przyjaźnie

-Ja wiem, że przykro słuchać przykrych rzeczy, ale tyś se na to Wiesiek zasłużył.-powiedziała z satysfakcją i wyniośle wywinęła opasłe wargi, na co musiał się odciąć :

-Nie bądź taka mądra!

Najlepsze w posiadaniu pracy jest to że można ją rzucić. Tak mu się przynajmniej wydawało na początku bezrobocia. Zwycięzcą przestał się czuć po tygodniu. Po dwóch czuł niepokój, w trzecim uświadomił sobie, że przegrał. Najbardziej bolało to, że przegrał z kobietą.

Jest nieszczęśliwa.- pomyślał i głęboko zamachnął się fajką. Już się nikomu nie oddaje. Już się od wszystkich oddala. To wszystko przez to. Może gdyby to sobie uświadomiła przestałaby być tak nieznośna. Ale sobie nie uświadomi, gdyż jest zwykłą kurwą bez polotu, zwykłą biurwą  z połową mózgu i z pełnym asortymentem kompleksów.

W zasadzie była od niego starsza. W zasadzie była kobietą. Nie potrafił jednak oprzeć się wrażeniu, że potrafiłby wynaleźć dla niej całkiem bogaty repertuar tortur.

Włączył radio, żeby zagłuszyć melancholię o jaką przyprawiało go wspomnienie tej baby. 

- Przerywamy program, aby nadać ważny komunikat. Na Ziemi znaleziono ślady życia!

- Co ty nie powiesz.- obruszył się na spikera i policzył drobne, po czym napełnił swój słoiczek resztką nalewki i wypił.

Ostatnio wybierał się na odwyk. Codziennie, zanim otworzył powieki, bo wtedy  wybierał się po pierwsze wino. Owszem pił, ale nie czuł się pijakiem. Na pewno nie takim, jak ten Ziutek z trzeciego, co w ramach aperitifu Tura z rana napindala. On kupował  wyłącznie eleganckie nalewki babuni, a że upijał się z kulturą świadczy chociażby fakt, że zdarzało mu się w tym stanie czytać erotyki Bolesława Obleśmiana zgromadzone w tomiku ,,Wyliż”. Żaden też z niego kanapowy obibok, telepatologią interesował się wyłącznie hobbistycznie. Poza tym zawsze był dumny ze swych artystycznych ambicji i niespełnionych marzeń, co odróżniało go od plugawej rasy meneli.

-No dobrze, czas już chyba na poranne winko- powiedział do siebie, bo też i lubił tak sobie do siebie mówić.

Wyszedł przed blok i rzuciło mu się w oczy ludzkie zbiegowisko skotłowane wokół jakiejś bezkształtnej masy kości, krwi i mięsa. Okazało się, że miał miejsce samochodowy wypadek. Znaczną część tłumu stanowiła gimnazjalna młodzież zachwycona niezwykłym wydarzeniem:

-Ale ją poskręcało!

- No! Zajebioza!

- Wypierdziaście!

Gdy zaintrygowany podszedł do leżącej bezwładnie ofiary - oniemiał. Bezkształtną masę dało się jednak zidentyfikować po charakterystycznych kozaczkach jako coś, co jeszcze niedawno musiało być Grażynką, jego okrutną zwierzchniczką.

Spojrzał na pobudzoną wesoło młodzież i sam się nieśmiało uśmiechnął przez sen. Sen?! Otóż tak, bo cała ta awantura okazała się jedynie psotnym figlem Morfeusza! Wiesiek odwrócił się do śpiącej obok niego kobiety i nie bez zdziwienia ujrzał zdecydowanie żyjącą (bo chrapiącą) Grażynkę. Rzeczywistość z potworną mocą uderzyła go w oczy – istotnie, uprawiał zwierzęcy ze zwierzchniczką seks, a sądząc po rozrzuconych wokół akcesoriach, był to seks wyjątkowo wyrafinowany.

Owszem, można powiedzieć, że byli nieprzystający, momentami wręcz prostopadli, jednakże zupełnie go omamuciła[1] i nie było odwrotu. Nie tyle nawet ona sama go zniewoliła, co uosabiana przez nią perspektywa awansu. Teraz znowu poczuł nieprzyjemny rozdźwięk, lecz i tym razem wytłumaczył sobie, że musi być twardy:

  Co prawda nie tym kluczem w nie te drzwi, ale jak się człowiek przyzwyczai to i w piekle mu dobrze. - pomyślał i bez słowa wtulił się w noszące jeszcze znamiona jędrności mięso kochanki.

 



[1] Omamucić-omamić i zbałamucić, przyp.aut.

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton