Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #17

 
a) fink
info
Odsłon: 2522, Komentarzy: 0
 
b) Jacek Podsiadło
wiersze
Odsłon: 1277, Komentarzy: 0
 
c) Andrzej Sosnowski
*****
Odsłon: 787, Komentarzy: 0
 
c1) KAROL MALISZEWSKI
Korespondencja seryjna. Patryk Nikodem
Odsłon: 770, Komentarzy: 0
 
c2) JACEK BIERUT
NIC O MNIE BEZE MNIE
Odsłon: 735, Komentarzy: 0
 
d) Piotr Macierzyński
wiersze
Odsłon: 1161, Komentarzy: 0
 
e) Sławomir Shuty - rozmowa
W literaturze nie ma schematów, które wypluwają arcydzieło
Odsłon: 741, Komentarzy: 2
 
e1 Karol Pęcherz
Sztuka sprzedaży - DECOBAZAAR
Odsłon: 941, Komentarzy: 0
 
e1) Grzegorz Jankowicz
Rewolucji nie będzie
Odsłon: 721, Komentarzy: 0
 
f) Łukasz Plata
3000 na godzinę
Odsłon: 898, Komentarzy: 0
 
g) Agnieszka Kłos
Dzikie zwierzęta
Odsłon: 770, Komentarzy: 0
 
h) Maciej Gierszewski
*****
Odsłon: 836, Komentarzy: 0
 
i) Rafał Gawin
wiersze
Odsłon: 912, Komentarzy: 0
 
j) Mirosław Marcol
wiersze
Odsłon: 697, Komentarzy: 0
 
k) Paweł Łęczuk
wiersze
Odsłon: 959, Komentarzy: 0
 
l) Grzegorz Kwiatkowski
p r a w
Odsłon: 736, Komentarzy: 0
 
m) Tytus Żalgirdas
wiersze
Odsłon: 766, Komentarzy: 0
 
n) Kuba Węgrzyn
wiersze
Odsłon: 874, Komentarzy: 0
 
o) Waldemar Jocher
wiosna__ buforowanie kultury i masy
Odsłon: 698, Komentarzy: 0
 
p) Mariusz Cezary Kosmala
wiersze
Odsłon: 840, Komentarzy: 0
 
r) Marcin Bałczewski
Opowieść ruchoma i przechodnia
Odsłon: 732, Komentarzy: 0
 
s) Jadwiga Skowron
Polska policja jest otwarta na inne kultury
Odsłon: 732, Komentarzy: 1
 
t) Slawus Polonus
DNA
Odsłon: 823, Komentarzy: 0
 
u) Bożena Brzozowska
dług w dźwięczności
Odsłon: 645, Komentarzy: 0
 
w) Bartłomiej Pietraszuk
Kolęda
Odsłon: 636, Komentarzy: 0
 
x) Ewa Danilczuk
W tej dzielnicy
Odsłon: 639, Komentarzy: 0
 
y) Rafał Kwiatkowski
SYMBALLEIN
Odsłon: 571, Komentarzy: 0
 
z) Jędrzej Siwek
Wszystkie te rzeczy
Odsłon: 758, Komentarzy: 0
 
za) Agnieszka Gałązka
bo to zły rocznik był
Odsłon: 821, Komentarzy: 0
 
zb) Tomasz Smogór
Wykolejeni
Odsłon: 580, Komentarzy: 0
 
zc) Ireneusz K. Korpyś
codzienna eucharystia po pracy
Odsłon: 737, Komentarzy: 0
 
zd) Bartosz Wójcik
CZECHOWICZ
Odsłon: 713, Komentarzy: 0
 
ze) Wiktor Będkowski
opowiadania
Odsłon: 757, Komentarzy: 0
 
zf) ALAN SMITH
A POET'S WORDS
Odsłon: 618, Komentarzy: 0
 
zg) Przemysław Matelski
ogłoszenie
Odsłon: 629, Komentarzy: 0
 
zh) Dodatek ON-LINE - poezja
Dobies, Płaczek, Smołucha, Mendelejewa, Baca, Marcyjaniak, Szafranowicz,
Odsłon: 775, Komentarzy: 0
 
zi) Dodatek ON-LINE proza
Buda, Ciechanowicz
Odsłon: 620, Komentarzy: 0
 
zj) Dodatek ON-LINE proza
Czarnocki, Słuszniak, Kurzawski,
Odsłon: 673, Komentarzy: 0
 
ZK) Dodatek ON-LINE proza
Korbiel
Odsłon: 717, Komentarzy: 0
 
ZK) Dodatek ON-LINE proza

Korbiel

Andrzej Korbiel

"Godzina mniejszej nicości" - Andrzej Korbiel

 

Kuba spojrzał na zegarek i ze zdumieniem stwierdził, że jest dopiero osiemnasta czternaście. Co za cholerne życie, pomyślał. I cholerna praca. Nie dość, że tyram w niej te osiem godzin, to jeszcze muszę kończyć o szóstej. Nie mogę jak normalny człowiek – o czwartej, czy piątej, tylko akurat o szóstej. Chyba nie ma gorszej godziny na kończenie pracy.

Snując wielokrotnie przerabiane dywagacje, Kuba mimochodem spojrzał na rozkład jazdy autobusów przytwierdzony do niebieskiego słupa. Kratkę obok godziny osiemnastej wypełniała czysta, biała przestrzeń. Chłopak westchnął i odwrócił się w kierunku drogi. Zszarzała jezdnia tkwiła w spokojnym oczekiwaniu, łagodnie wpisując się w krajobraz, który rozdzielała na dwoje. Matowa nawierzchnia nie narzucała się żadnym zmysłom – nie mogła zaciekawić ani oka, ani ucha – gdyż nader skromnie milczała – ani nawet nosa. Jej istnienie można było poczuć jedynie dzięki żarowi, który bezwiednie odbijała. Jednak czy był to wystarczający dowód na istnienie?

Odrealnienie odcinka pustej drogi między dwoma wsiami – Szarakowicami, gdzie pracował Kuba i sąsiednim Żeleńcem przez który prowadziła droga do jego domu – stawało się z minuty na minutę coraz bardziej intensywne. Beznadziejność przestrzeni powodowała szumy w głowie. Zwykłe czekanie urastało do rangi stacjonarnej drogi krzyżowej. Powietrze nadal było przyklejone do niebieskiego sklepienia i za nic nie dawało się wciągnąć do płuc. Słońce pracowało na pełnych obrotach. Wytężając słuch można było usłyszeć jego elektryczne buczenie.

Godzina osiemnasta to był moment, kiedy cały wszechświat zmawiał się przeciw Kubie.

Ruszył w kierunku Żeleńca, beznamiętnie włócząc nogami. Skupił się na szarym pyle pokrywającym jego adidasy. Nieświadomie oddał się wspomnieniom.

 

Dwa dni wcześniej, w niedzielę, Kuba spotkał się ze swoim przyjacielem Maćkiem w popularnej w okolicy knajpce w dolince, które – ani knajpka, ani dolinka – nie miały swojej nazwy. Miejscowi mówili na nią "U Siudka", ze względu na osobę właściciela, który trzymał pieczę nad lokalnym spożyciem alkoholu. Lokal składał się z kilku stolików skrytych pod parasolami, przyczepy kempingowej służącej za bar i okalającego wszystko drewnianego płotu. Blaty były wiecznie brudne, drewniane ławki niemiłosiernie twarde, a za potrzebą trzeba było chodzić w pobliskie krzaki. Siudek nigdy jednak nie narzekał na brak klienteli. Wygrywał ze względu na piwo w dobrej cenie i absolutny brak konkurencji.

Przyjaciele niespiesznie sączyli złocisty trunek, rozmawiali na niepoważne życiowe tematy i beznamiętnie obserwowali innych gości. Było już pod wieczór, kolejni stali bywalcy stopniowo, niczym zmęczone całodniową żeglugą okręty, spływali do swojej przystani.

Kuba był w złym humorze. Świadomość nieuchronnie nadciągającego poniedziałku działała na niego deprymująco. Nie zamierzał się z tym kryć.

– Ale ten czas szybko płynie – stwierdził po raz trzeci w ciągu ostatniej godziny. – Zwłaszcza w weekend. Jak człowiek ma te dwa wolne dni. To nie dość, że zawsze jest coś do zrobienia...

– I co takiego dziś zrobiłeś? – przerwał mu Maciek, nawet nie udając zainteresowania. Plastikowy kubek z piwem zajmował go w stopniu o niebo większym niż ględzenie kolegi.

Kuba wzruszył ramionami.

– Różne rzeczy – odpowiedział. – Musiałem iść do kościoła, zjeść obiad z rodziną, posłuchać ględzenia ciotki z Francji. Takie tam.

Maciek nie skomentował. W przeciwieństwie do przyjaciela czuł się zrelaksowany i otwarty na otaczającą go rzeczywistość. Zwłaszcza na jej konkretne przejawy, materializujące się w postaci dużej ilości alkoholu i kilku znajomych, którzy nadchodzili od strony wsi.

Grupka składająca się z czterech opalonych młodzieńców zbliżała się szybkim krokiem. Chłopcy śmiali się głośno i nawzajem popychali. Kuba nawet nie raczył spojrzeć w ich stronę.

– Popatrz – Maciek trącił go w ramię – popatrz kto tu do nas idzie. To Ryba, Paweł, Bober i jakiś jeden wafel, którego nie znam. Ciekawe co im tak wesoło? Pewnie już coś dzisiaj jarali. Ale może coś im zostało? Zaraz się dowiemy.

– A dowiaduj się – mruknął pod nosem Kuba. – Nie mam ochoty na palenie. Zresztą mieliśmy pogadać, a nie łazić z tymi łebkami.

– No to przecież gadamy! Co ty taki zamulony jesteś? Przez to, że musisz jutro iść do roboty? Boże... – Maciek podniósł się z ławki i dodał: – Czekaj, idę wybadać co i jak. Zaraz wracam.

Młodzieńcy przywitali go uśmiechem i paroma przekleństwami. Z szybkiej wymiany zdań wynikło, że są szczęśliwymi posiadaczami dwóch gramów marihuany i kilkunastu złotych, które zamierzali przepić w miłym towarzystwie. Maciek rad z tego, co usłyszał obiecał wspomóc finansowo i personalnie szczytny cel. Szybko porozumiał się co do miejsca spotkania, po czym wrócił do siedzącego z obrażoną miną Kuby.

– Jest dobrze – stwierdził, uśmiechając się szeroko. – Dopijamy piwko i lecimy za nimi. Co będziemy się tu zamulać? No, mam ci pomóc z tym piwem, czy jak?

– Dzięki, poradzę sobie – odparł Kuba, przysuwając do siebie prawie pusty kubek. – Mówiłem ci jednak, że nie mam ochoty na palenie. Mam problem...

Chodzi o to, że stary kazał ci iść do roboty? Człowieku, to przecież tylko półtorej miesiąca. Zobaczysz, jak zleci. Pamiętaj też, że to twoja wina, bo jakby nie było, to ciebie wywalili ze studiów. Twój stary musi znowu uwierzyć, że można ci zaufać. Ile razy mam ci to powtarzać? Poza tym nie musisz mieć przez to spieprzonych wakacji. Tylko się tak nie zamulaj. No, dawaj! Idziemy.

Kuba dopił szybko piwo i mrucząc coś niewyraźnie, ruszył za kolegą. Wyszli za ogrodzenie otaczające Siudkową działkę i ruszyli w kierunku dolinki, której nazwy nikt nie mógł wymyślić. Nim doszli do końca asfaltu i wąskiego mostku okalanego barierką z zielonej rurki, Kuba był już prawie całkiem zdecydowany.

– Mogę trochę zapalić, ale tak by nie przesadzić – stwierdził, usprawiedliwiając się przed samym sobą z nie wiadomo czego. – Mam zły nastrój i nie wiem czy trawa go nie spotęguje. A nie chcę mieć doła.

– A co ci tak dolega?

– Chodzi o Ewkę. Chyba się coś między nami zepsuło...

– Czekaj – Maciek uniósł dłoń nakazując milczenie. Przez chwilę nasłuchiwał z otwartymi ustami, po czym powiedział: – Słyszysz? To chyba te zakute łby. Mieli być pod skałką, ale oczywiście skręcili już tutaj. Pewnie chcieli nas wydymać. Chodź, zanim wszystko wypalą.

Idąc za przyjacielem, Kuba pomyślał, że do poniedziałku zostały ledwie godziny... Jednak wraz z rozwojem akcji i ilością koleżeńskich ponagleń, zdołał o tym zapomnieć.

 

Poniedziałek był koszmarny. Lecz to nie kac dał się Kubie najbardziej we znaki.

W ciągu pierwszych godzin pracy zdążył parokrotnie narazić się kierownikowi. Ruszał się ślamazarnie, często mylił paczki z książkami, a raz całkowicie zapomniał po co Janusz wysłał go na drugi koniec magazynu. Dostał za to tęgą burę, w dodatku na oczach kilku innych osób. Z czasem wszyscy zaczęli mu docinać i naśmiewać się z jego "złego samopoczucia".

Czarę goryczy przelał Jasiek. Wysoki i żylasty cwaniaczek, z którym Kuba miał nieprzyjemność chodzić do gimnazjum. Wtedy jednak Jasiek sam był ofiarą prześladowań i kpin, ze względu na swoje złe oceny i nietypowe zachowania. Czasami bywał całkowicie nieprzewidywalny – potrafił wstać w środku lekcji, zostawiając wszystkie swoje rzeczy i iść na wagary albo zjawić się w szkole na rauszu po czym zwymiotować na środku korytarza. Kuba nie wiedział, co działo się z Jaśkiem po gimnazjum. Jak wszyscy słyszał pogłoski, że został chłopak zamknięty w poprawczaku, a później w więzieniu. Wymiar kary, jak i samo przestępstwo zmieniało się w zależności od opowiadającego. Stałym motywem było jedynie osadzenie w miejscu odosobnienia.

Biografia Jaśka nie miała dla Kuby większego znaczenia. W jego głowę wbiła się tylko świadomość, że blondyn, który w niczym nie przypominał już chuderlawego chłopca z gimnazjum, wybrał go na swoją ofiarę. Jasiek nie przebierał w słowach i nigdy nie szczędził okazji, by pokazać swoją siłę. Zwłaszcza, że Kuba był w nowym środowisku i czuł się niepewnie. Dlatego z początku chamskie docinki starał się obracać w żart. Miarka przebrała się dość szybko, gdy z błahego powodu Jasiek zwyzywał go od najgorszych. Kuba, reagując pod wpływem gwałtownego impulsu, rzucił się na napastnika z pięściami. Wtedy pierwszy raz w życiu dostał porządnie po gębie. Jednocześnie zyskał odrobinę szacunku w oczach swojego wroga i kolegów z magazynu.

Przez parę kolejnych dni na magazynie zapanował cichy rozejm. Atmosfera stała się przez to lżejsza, a Kuba poczuł, że praca, do której został karnie wysłany, może być znośna.

Jednak już w poniedziałek miał miejsce kolejny kryzys. Od samego rana Jasiek zachowywał się jakby wstąpił w niego diabeł. Z każdego miejsca na hali dało się słyszeć przekleństwa i odgłosy rzucanych przez niego przedmiotów. Kierownik jak zwykle udawał, że niczego nie słyszy, a gdy coś działo się w jego obecności, zakłopotany odwracał wzrok. Kuba był zbyt zmęczony niedzielną libacją, by móc jakkolwiek przeciwdziałać. Modlił się jedynie, by cały i zdrowy dotrwał do osiemnastej.

Jego prośby nie zostały jednak wysłuchane. Parę minut po trzeciej, gdy już od dłuższej chwili siedział przed komputerem pracując nad zwrotami z księgarni, doszło do kolejnego starcia. Bez wiadomej przyczyny, Jasiek podkradł się niezauważony i zepchnął Kubę z krzesła. Kuba wylądował na stosie książek, który miał przygotowany do zeskanowania. Traf chciał, że były to grube tomiska autorstwa znanego historyka. Chłopak nie zastanawiając się ani sekundę, złapał oburącz dzieło z Europą w tytule i z całą mocą swojej furii walnął Jaśka przez łeb. Jasiek nie spodziewał się ataku. Siła uderzenia zwaliła go z nóg, rzucając prosto na stół. Niczym ludzka kłoda spadł prosto na komputer, sterty faktur i plątaninę biurowych śmieci.

Zrzucony na podłogę monitor eksplodował krótko i efektownie w akompaniamencie rozbijanej tafli wyświetlacza. Szkło rozprysło się po ziemi, a młodzieńcy rzucili się na siebie z wrzaskiem. Zwarli się w silnym uścisku, szarpiąc, kopiąc i bijąc pięściami na oślep. Nim reszta załogi zdołała ich rozdzielić, zdążyli pokiereszować się wzajemnie i prawie całkowicie zdemolować małe pomieszczenie udające biuro.

Zmuszony do reakcji kierownik, w płomiennym przemówieniu zmieszał obu z błotem i obiecał wywalić z roboty, dając wilczy bilet na drogę. Na koniec wysłał ich do diabła. O dziwo, następnego dnia rano, Kuba spostrzegł, że Janusz patrzy na jego pokrytą sińcami twarz z dziwną przychylnością. Jak gdyby nigdy nic pozwolił mu zostać w pracy, dając jedynie "karne zadanie" polegające na posprzątaniu biura. Jasiek już więcej nie pojawił się na magazynie.

 

Wspomnienie tych wydarzeń wprawiło Kubę w dobry nastrój. Całe zajście z Jaśkiem skończyło się dla niego wyjątkowo szczęśliwie. Nie odniósł w bijatyce poważniejszych obrażeń, choć przeciwnik był od niego o wiele sprawniejszy i silniejszy. W pracy zrobiło się cicho i przyjaźnie, wszyscy poruszali się jakby ktoś zdjął im ciężar z pleców. Kuba czuł się niczym bohater komiksu, który wybawił ludzkość od terroru okrutnego potwora. W tym przekonaniu utwierdził go Maciek, który nie posiadał się z radości wysłuchując barwnej relacji z bijatyki. Reszta załogi magazynu również nie szczędziła mu pochwał. Pogadanka jaką Kubie sprawił ojciec i załzawione oczy matki nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Punisher nie przejmuje się opinią starych.

Jeszcze w poniedziałek wieczorem, Kuba zrozumiał, że nie ma najmniejszej ochoty tłumaczyć się z wszystkiego przed Ewką, swoją dziewczyną. Mógł wyobrazić sobie jej reakcję, jej spojrzenie – czułe, ale jednocześnie karcące. Tę specyficzną mieszankę wyrozumiałości, rozczulenia i poirytowania. Matkowanie Ewy zdało mu się być bardziej wkurzające niż zwykle. Punisherowi się nie matkuje. 

Zatrzymując się przy rozwidleniu drogi, Kuba wyjął telefon i spojrzał na godzinę. Była osiemnasta trzydzieści siedem. Udało mu się dojść do zakrętu, który prowadził w kierunku centrum Żeleńca. I tak jak zwykle stanął przed codziennym dylematem: skręcić w lewo, pójść do centrum, tam wsiąść w busa i wydać na niego dwa złote, ale być w domu wcześniej; czy iść dalej prosto, bez konkretnego celu, gdyż ta podróż i tak skończyłaby się złapaniem autobusu,  wcześniej lub później. Za MPK nie musiałby jednak płacić ani grosza, tylko byłby dużo później w domu.

– Czy czas ma wymierną wartość? – ciche pytanie nieświadomie wypłynęło z jego ust.

Nikt nie odpowiedział. Na polnej dróżce, ginącej wśród łąk wyścielonych wysokim zielskiem nie było poza nim nikogo. W tym miejscu, gdzie wszystko z czego składał się świat było materią, czas miał nikłą wartość. Ale jeszcze mniejszą miały pieniądze. Kuba postanowił iść prosto. Iść niespiesznie, z powrotem pogrążając się w myślach.

Tym razem nie płynął jednak pod prąd strumienia czasu, lecz starał się wybiec naprzód. Pozwalając swobodnie napływać kolejnym obrazom, podświadomie skupił się na tym, co dręczyło go najbardziej. Podszyty ekscytacją lęk przed zemstą jaką – tak sobie to wyobrażał – poprzysiągł na nim Jasiek, przyjmował formę obrazu z pola walki na śmierć i życie. Z jednej strony był jego rosły, uzbrojony po zęby przeciwnik (w zależności od wizji w towarzystwie złowrogich kumpli lub sam), a z drugiej on – ostoja sprawiedliwości, dzielny szeryf, Punisher uzbrojony w dwa guny i poczucie własnej wartości.

Z czasem sceny walki rodem z Matrixa ustąpiły pola treściom bardziej nostalgicznym. Wspomnienia sobotniej nocy, spędzonej na beztroskim, spontanicznym seksie w pokoju Ewy, promieniowały na jego ciało błogim impulsem. Kuba zamknął oczy i głośno wciągnął powietrze nosem.

Nie mogę zostawić Ewki, pomyślał.

Wielokrotnie zastanawiał się nad charakterem uczucia jakie go łączyło z Ewką, jednak nigdy nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Maciek, przy okazji wynajdywania sobie kolejnych okazyjnych dziewczyn zwykł był mawiać, że "gdzieś trzeba załatwiać swoje potrzeby". Kuba pragnął jednak żeby w przypadku jego i Ewy było to coś więcej. Nie miał pojęcia, jak fatalnie się mylił. Jego "druga połowa" podchodziła do sprawy w sposób bardzo wyrachowany, wręcz instrumentalny. Nie rozmawiali jednak na temat tego, co czują.

Z czasem w jego myśli, niczym bajecznie kolorowa wstążka, wplątała się Ania... Tak przeniósł się do krainy jagodowej miłości, wiecznie zielonych łąk, stringów z koronki i pięknej pogody. Wgłębi duszy, Kuba był romantykiem.

Po niecałym kwadransie dotarł na przystanek Żeleniec – Zielona i tam, w cieszącej oko scenerii ulicy Zielonej doczekał się upragnionego autobusu.

Tego samego dnia, już po zapadnięciu zmroku spotkał się z Maćkiem. Umówili się przy starej, przydrożnej kapliczce, przed którą zawsze palił się mały znicz. Nikt nie dbał o poczerniały tynk, odrapane framugi drzwi, czy nawet pokryty pajęczyną i kurzem ołtarzyk. Ktoś jednak zawsze – każdego wieczoru – pamiętał, by zapalić świeczkę. Kapliczka mogła mieć nawet ze sto lat.

Chłopaki nie przejmując się sferą sacrum w przestrzeni, przysiedli na rozklekotanej ławeczce na lewo od wejścia i paląc papierosy dyskutowali. Kuba mówił wyjątkowo dużo, ale spokojnie. Ważył każde słowo, zdania dobierał starannie, bogato gestykulował. Płomyk jego papierosa tańczył w gęstniejącym mroku jak świetlik z cyrku. Maciek nie przerywał.

– Dzisiaj wracając z pracy dużo myślałem – oznajmił Kuba, zataczając dłonią kolejne kółko. – Miałem sporo czasu, bo jak zwykle czekałem na autobus. Żal mi było wydawać kasę na busa. W końcu, jak już muszę pracować, to chciałbym coś z tego mieć, a nie wydać wszystko na żarcie i dojazdy.

– Myślisz, że stary pozwoli ci zatrzymać forsę? – zapytał Maciek, wykorzystując okazję, gdy kolega zaciągał się dymem.

– Pewnie nie – przyznał smutno Kuba. – Powiedział, że będę musiał zarobić na czesne za jeden semestr, bo on za mnie nie zapłaci. Ale nad tym też myślałem. No wiesz, czy w ogóle iść znowu na studia. Zaczynać wszystko od nowa. I to jeszcze na prywatnej uczelni.

– Trochę późno na takie myślenie. Nie mogłeś się zdecydować wcześniej? Jak miałeś jeszcze szansę podejść do egzaminów? To zarządzanie nie było wcale takie głupie.

– Nie było.

Zmierzch zaszumiał groźnie koronami wysokich drzew, które okalały małą przydrożną polankę. Chłodny, niosący wilgocią wiatr zaczynał kręcić się coraz szybciej. Zanosiło się na gwałtowną zmianę pogody, a może nawet burzę. Noc pokazywała swoje wczesne, granatowe oblicze od najgorszej strony.

– Chyba będzie lało – zauważył Maciek. – Trzeba będzie się zbierać.

– Jasne – odparł Kuba i szybko podniósł się z ławki. – Idziemy? Może zdążymy zanim nam dopierze. Niezłe chmurzyska, co nie? Wiesz o czym jeszcze dzisiaj myślałem? O tym, czy rozstać się z Ewką.

– Serio? – Maciek żachnął się. – No i kogo byś wtedy posuwał? Zosię Rączkowską?

– A choćby nawet. Nie w tym rzecz. Pomyślałem, że to co łączy mnie i Ewkę nie ma sensu. Co może wyniknąć z tak płytkiej relacji? Poza chwilową przyjemnością oczywiście. W dodatku jest taka jedna Ania, chyba ci o niej mówiłem... – Kuba dopalił ostatniego bucha, wykorzystał chwilę przerwy by zebrać myśli. – Z nią jest inaczej. Strasznie mi się dziewczyna podoba, ale wiesz, jakoś tak głębiej. Na inny sposób. Myślę, że nawet... Ale to bez sensu. Nawet nie wiem czy ona w ogóle coś do mnie czuje. Nieważne.

Maciek nie był pewny, czy naprawdę rzecz była "nieważna". Nie przerywał jednak. W zamyśleniu i zasłuchaniu dopalał końcówkę papierosa.

Kuba podjął wątek:

– Chciałem ci tylko powiedzieć, że poczułem dzisiaj chęć i siłę, by wszystko zmienić w swoim życiu. Ale tak totalnie. Żeby zostawić Ewkę i spróbować szczęścia z Anią. Żeby nie iść na te głupie studia, tylko znaleźć sobie lepszą pracę, a może jakoś poukładać sobie życie w tej, którą mam. Bo w sumie nie jest tam tak źle. Coś takiego mnie dzisiaj naszło, jak sobie szedłem tą głupią drogą o cholernej godzinie osiemnastej.

– No i co?

Kuba wzruszył ramionami.

– No i nic – odparł. – Wiesz ile wysiłku trzeba włożyć w takie rzeczy? A z tym, co mam też jest mi dobrze. Poza tym wydaje mi się, że Ewka mnie kocha. Nie chciałbym sprawić jej przykrości. No, a w pracy zawsze jest gorzej niż na uczelni. Lepiej się jeszcze trochę poopierdalać.   

Maciek przytaknął i z pełną powagą dodał:

– Amen.

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton