TW Dariusz Sas Kryptonim: sas Rocznik: tajne Teren: Wrocław - Rosja Uwagi: Autor tomiku Komentarze, Wrocław 2001, współpracował z redakcjami wrocławskich pism, nauczyciel.
Strażnik
Człowiek chce znaleźć uzasadnienie swojego życia i działania w życiu. Sięga więc i przywłaszcza obiegowe idee i odnajduje się w realizowaniu ich. Stara się zostać Strażnikiem nie tyle swojego, powykrzywianego jednostkową niepowtarzalnością światopoglądu, co cudzego – zbiorowego i akceptowanego porządku rzeczy świata tego, w którym przyszło mu się urodzić - episteme (Michel Foucault).
Odtwarzając akceptowane i określone role, zwalnia się od krytycznego oglądu siebie, zamyka się w skorupie nabytej wiedzy i umiejętności. Więcej, niczym piracka lub porysowana płyta odtwarza jeden wymagany przez pracodawców utwór. Utwór Strażnika. W kółko i w kółko aż do znużenia ucha do takiego stopnia, że jego sprawdzona działalność zostaje nazwana modnym słowem: profesjonalizm i staje się niesłyszalna dla ucha wewnętrznego, zaś on sam przeźroczysty. Wtedy może spać, nawet na służbie – zapadać się w nibyt (Robert Tekieli) – bowiem jest już na swoim miejscu.
Strażnik pilnuje ogrodu, którego ma pilnować. Niekoniecznie zna cały ogród i wszystkie rośliny w nim rosnące, ale nie jest to potrzebne do znalezienia powagi, uzyskania satysfakcji ze swojej roli. Korzysta ze wszystkich lub z części owoców ogrodu, którego pilnuje i to jest zapłatą dla Strażnika.
Strażnik nie wpuszcza nikogo do ogrodu, którego pilnuje. Nie ujawnia tajemnicy jakości owoców, które tam rosną. Nieprzypadkowo określenie pies ogrodnika (Lope de Vega) można przenieść na samego Strażnika, który jest w końcu tylko pilnującym psem. W dobrze opłacanej pracy, w każdym razie w sposób zaspokajający jego bieżące potrzeby, Strażnik znajduje zaspokojenie. A jeśli jest dobrze opłacanym Strażnikiem, może się posunąć do tego, że pilnuje ogrodu, do którego ani razu nie wstępuje – dla niego ogród też może być jakimś magicznym, ważnym miejscem, do którego on nie ma nawet wstępu. Tak może mu się wydawać. Będzie to Strażnik kafkowskiej świątyni prawa, z którym spotyka się Józef K. To już jedna z najwyższych funkcji Strażnika, który nie wie czego pilnuje, nikomu nie pozwala tam wejść ani sam nie chce zaspokoić swojej ciekawości, gdyż jej nie ma, gdyż jest ona zaspokojona samą pracą. Najlepszy Strażnik to taki, który nikogo nie wpuszcza do ogrodu, co więcej nikomu z ogrodu też nie pozwala wyjść.
Zmiany systemów zarządzania społeczeństwem odbywały się w momentach, kiedy Strażnicy zaniedbywali swoją pracę, gdy wpuszczali ciekawskich albo pozwalali wyjść owocom z ogrodu, które bardzo szybko, na powietrzu bez ogrodzenia stawały się albo zwyczajne, albo przejrzałe.
Strażnik to ktoś, który znalazł sens życia – jego strażowanie stało się sensem jego życia. Inni, ulegający degradacji psychicznej, polegającej na progresywnym obniżaniu swego poczucia wartości chcą być Strażnikami, chcą odnaleźć nawet złudny, ale rytmiczny i pozwalający żyć spokój – misję, cel. W takim ujęciu – przecięciu - społeczeństwo jest złożone z ludzi, którzy chcą być Strażnikami i pełni frustracji szukają swego ogrodu lub ludzi, którzy są już strażnikami – znajdują spokój podobny bezstresowemu snowi.