Cegła - Literatura - Proza - Poezja
KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net *** gg: 1926915
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #13

 
a) CEGŁA 13 INFO
fink
Odsłon: 1230, Komentarzy: 0
 
a1 )podrealizm i zagubienie
Bruno Lef Lewin
Odsłon: 1301, Komentarzy: 0
 
b) Twoje buty - Cegła 13 zagubienie nr 1
Konrad Góra
Odsłon: 1454, Komentarzy: 0
 
c) ZGUBIENI - Cegła 13 - zagubienie nr 2
Jacek Bierut
Odsłon: 1161, Komentarzy: 0
 
d) Granica - Cegła 13 - zagubienie - nr 3
Dominik Piotr Żyburtowicz
Odsłon: 1343, Komentarzy: 0
 
e) The Lost Child - Cegła13 -zagubienie - nr 4
Phillip A. Ellis
Odsłon: 1105, Komentarzy: 0
 
f) Piosenka o zależnościach i uzależnieniach - Cegła 13 - zagubienie - nr5
EUGENIUSZ TKACZYSZYN-DYCKI
Odsłon: 1505, Komentarzy: 0
 
g) Arytmia/Szumy - Cegła 13 - zagubienie - nr 6
Joanna Lech
Odsłon: 1366, Komentarzy: 0
 
h) Komu w drogę, temu - zagubienie - cegła 13 - nr 7
Karol Maliszewski
Odsłon: 1169, Komentarzy: 0
 
i) LUBANGO - cegła 13 - zagubienie - nr 8
Tadeusz Pióro
Odsłon: 1159, Komentarzy: 0
 
j) Mapa mózgu - Cegła 13 - zagubienie - nr 9
Robert Rybicki
Odsłon: 1413, Komentarzy: 0
 
k) KSIĘŻYCZNIK - Cegła 13 - zagubienie - nr 10
Łukasz Jarosz
Odsłon: 1195, Komentarzy: 0
 
l) NIC WIĘCEJ - Cegła 13 - zagubienie - nr 11
Maciej Melecki
Odsłon: 1258, Komentarzy: 0
 
m) Po - Cegła 13 - zagubienie - nr 12
Julia Fiedorczuk
Odsłon: 1086, Komentarzy: 0
 
n) Pięć sążni w dół - Cegła 13 - zagubienie - nr 13
Andrzej Sosnowski
Odsłon: 1144, Komentarzy: 0
 
O) CEGŁA 13 - ZAGUBIENIE - TEKSTY ON-LINE (1)
Różni autorzy
Odsłon: 1367, Komentarzy: 0
 
p) CEGŁA 13 ZAGUBIENIE - TEKSTY ON-LINE 2
Różni autorzy
Odsłon: 1642, Komentarzy: 0
 
R) CEGŁA 13 ZAGUBIENIE - TEKSTY ON-LINE (3)
RÓZNI AUTORZY
Odsłon: 1211, Komentarzy: 0
 
p) CEGŁA 13 ZAGUBIENIE - TEKSTY ON-LINE 2

Różni autorzy

MARCIN MAKOWSKI

 

Twoja historia

 

Twoja historia zaplata się z moją jak mój smutek zaplata się ze mną.

I widze ciebie na Twoich zdjęciach, widzę Was razem.

Proszę, zabierz mnie do domu bo chce już wrócić.

 

Gdzieś się zgubiłem, gdzieś to wszystko zniknęło i sam już nie wiem kim jestem.

 

Odkopuję ruiny tego, czego dokonałeś. Twoja historia zaplata się z moja i czuję się

jakbym żył na nowo.

 

To dzisiaj jest jednak. Takie uczucie, takie wspomnienie, takie natchnienie.

 

Jutro znów byłaby kawa i papierosy, gdyby nie to, że nie palę i nie lubię kawy.

Jutro znów będzie zatem herbata i zakładanie skarpetek, smarowanie kromki chleba i strzepywanie okruchów.

 

Ale jeszcze dzisiaj, zanim pójdę spać, mogę to sobie jeszcze poprzeżywać. Poprzeżywać Twoją historię, odnaleźć się w sobie na moment, bo wiem że jutro zagubię, zapomnę, zapłaczę.

 

Wyławiasz mnie z tego.

Na moment jestem dawnym mną, kimś ponad skórę i włosy i paznokcie.

 

Jesteś czymś co zanurza się w moim gnoju i wyławia resztkę człowieczeńśtwa

Ale nie ma Cię zawsze pod ręką, mnie nie ma zawsze pod Tobą, w Tobie, gdziekolwiek

 

A jutro znów będę rozmieniał wielkie rzeczy na drobne i wydam wszystko przy pierwszej lepszej okazji

 

 

 

 

 

MARCIN SAS

 

 ZIEMIA NOWEJ WIARY

 

 

Nie ma już mistrzów, nie ma nawet wrogów.

Nie ma już świadków i nie ma ignorantów.

 

Wszystko wypowiadają samogłoski,

i samowystarczalność jako wyraźna obecność. 

 

Obce ciało w organizmie ciszy jest chorobą

wymyśloną i tak rzeczywistą jak milczenie.

 

W tożsamości nie zostało żadne ważne słowo,  

został przygryziony język jako jedyny towarzysz.

 

I trzeba wierzyć, że ta prawda jest wyjątkowa

i niezaprzeczalna jak niesymetryczna obecność…

 

Stoję zatem z nogami wtopionymi w ziemię snu,

i udaję, że nigdy nie obudzę się w koszmar… 

 

Cały czas mogę panować nad ciałem, zatem

dopóki żyję mogę symulować życie. Mogę wierzyć… 

 

 

 

 

MARCIN SIERSZYŃSKI

 

 

 

"Wyblakłe paragony"

 

 

Na szczycie wielkomiejskich ech zaczynam rozumieć

nagłe roznegliżowanie towarzystwa: to efekt hasz-komory

powstałej z brudu, pyłków i spalin. Powietrze ulatuje

wraz z dotykiem na poszczególnych miejscach ciała

 

niebieskiego. Wczoraj wycieczka niemiecka, dziś myślenie,

co za pięćdziesiąt i więcej lat. Powoli czuję, jak upływa mi

termin ważności opakowania, skurcz łapie w łydkach. Poczekaj

 

na moment, w którym

spowoduję wypadek.

 

 

 

 

MICHAŁ DOMAGALSKI

 

Andrzej Cnotliwy wygłasza przesłanie

 

 

a teraz klęcz. wyprostowany pod figurą. w niedzielę marnuj

godzinę na obserwację innych synów marnotrawnych

czasu. oni będą błogosławieni - powtarzaj. pielgrzymuj.

ale niezbyt gorliwie - w ramach dobrego wychowania

i tradycji. śmiej się tylko z bezpiecznie dowcipnych kawałów

 

mięsa. najlepiej z zamieszczanych w dodatkach do

odpowiednich kolorowych czasopism. szarzej starannie

we wszystkich odcieniach bieli i czerni. i staranniej

jeszcze dobieraj krawaty wskazanego samopoczucia.

a jak cię wykryją ateiści, powiedz, że blefowałeś. możesz

 

nawet paść przed nimi krzyżem. oni również lubią puste

uwielbienie i tanie dowcipy ze źle przyciętą brodą. poza

tym każdy ma w koronkowych rękawach asy. pokerzysty poza

tym wszystkim starym quasi-przeciwnikom pasuje. pasują

tylko, gdy sami mruczą: jezus-maria, kiepskie rozdanie. zresztą.

 

niewiele się zmieni - figurka na piedestale i to, czego przed

nią mieć nie można. tymczasem uważnie przesiewaj przez

poprawność zdania. przyprawiaj odpowiednio izmy. abyś

z bliska widział jeszcze niedopastowane buty wchodzących

po schodach: klęcz. czekaj. bądź wierny: milcz.

 

 

MICHAŁ KURZAWSKI

 

 

* * *

 

The doors w barze mlecznym,

ćma barowa przelatuje przed oczami,

zapętla się w świetle, bez skrzydeł

topi się w zupie, tylko dzięki boskiej opatrzności

nie połykam, wypluwam, przeczuwam, rozgryzam

kolejne problemy, niedokończone zdanie

wypowiedziane nie w porę, rzucone na parę;

chwile przed zamknięciem ktoś kradnie

zegarek, nie mam siły gonić,

pełznąć po swoje, kiedy się ściemnia

przed oczami ulatuje z dźwiękiem,

świstem gotującej wody w czajniku

czarny anioł stróż, pozbawiony harmonii

trzaska drzwiami, kończy przedstawienie.

 

 

 

 

Olgerd Dziechciarz

 

 

Rozdano nagrody

(Inf. włas.). Amerykańska fundacja Gloria Mortem ogłosiła, że w dorocznym konkursie na najciekawszą egzekucję publiczną 2007 roku zasłużone I miejsce zdobył Iran. To już trzecia z rzędu nagroda dla tego kraju, tym samym puchar przechodni Fundacji Gloria Mortem przeszedł na własność władz irańskich. W tym roku doceniono kolejną interesującą propozycję egzekucyjną z tego kraju, którą było znakomicie wykonane i świetnie wyreżyserowane publiczne powieszenie dwóch homoseksualistów i jednego apostaty (porzucił islam na rzecz katolicyzmu). Egzekucja miała miejsce 10 października 2007 roku na jednym z centralnych placów Teheranu i cieszyła się ogromnym zainteresowaniem wśród mieszkańców. Jury złożone z emerytowanych tyranów z krajów Czarnej Afryki i obalonych despotów z Azji Południowo-Wschodniej, doceniło nie tylko błahość powodów wymierzenia tak okrutnej kary, ale także głęboko przemyślaną datę jej wykonania; przypomnijmy, że decyzją Rady Europy 10 października jest uznawanym przez kraje UE Europejskim Dniem przeciwko Karze Śmierci.

Drugie miejsce w tym szalenie prestiżowym konkursie zajęły Chiny, które w ostatnim dniu czerwca 2007 r. zorganizowały masową egzekucję więźniów politycznych. Dodatkowego smaczku sprawie dodaje, że 250 wcześniej torturowanych osób rozstrzelano (poprzez strzał w tył głowy) na niedawno oddanym do użytku Stadionie Olimpijskim w Pekinie; warto wspomnieć, że zadbano o promocję imprezy - egzekucja była transmitowana przez wszystkie kanały chińskiej telewizji publicznej, i to w porze największej oglądalności. Zdenerwowani przedstawiciele Chin, którym już po raz czwarty pierwsza nagroda przeszła koło nosa, zapowiedzieli złożenie oficjalnego protestu: – Tak się staraliśmy – żalił się reporterom szef chińskiej delegacji Mao Co. - Tyle nakładów, takie koszty ponieśliśmy! I znowu przegraliśmy z małą, wręcz kameralną egzekucją w Iranie! Gdzie tu sprawiedliwość?!

Trzecie miejsce ex aequo zajęły Stany Zjednoczone i Jemen. USA doceniono za stracenie na krześle elektrycznym sprawcy czterech zabójstw, który w celi śmierci odsiedział 18 lat, a Jemen za ścięcie toporem niewiernej kobiety.

Niestety, w pierwszej dziesiątce nie znalazł się żaden kraj europejski. Dopiero na 12 pozycji uplasowała się Białoruś (spadek o trzy pozycje w stosunku do 2006 roku).

Z powodów regulaminowych – organizatorzy spóźnili się z przesłaniem zgłoszenia – odpadła szalenie ciekawa, wskazywana przez fachowców jako murowany kandydat do pierwszego miejsca – masowa rzeź bezbronnych kobiet i dzieci w Liberii.

 

 

  

 

 

Robert Cichowlas

ZAGUBIONE DUSZE

 

 

   Zawsze bałem się wysokości, a ty niestrudzenie powtarzałaś, że wyleczysz mnie z lęku. Pamiętasz dzień, w którym zabrałaś mnie na spacer Mostem Rocha? Rzeka w dole płynęła beztrosko w nieznaną otchłań. Na twej twarzy gościł uśmiech. Zwyczajny uśmiech, który potrafił ukoić najbardziej dokuczliwy ból. Powiedziałaś, że następny krok należy do mnie. A ja wiedziałem, że nie będzie żadnego następnego kroku. Nie w przód.

   Cofnąłem się. Niebo nad nami przypominało, zamalowaną błękitną akwarelą, kartkę papieru. Pragnąłem jedynie stać w miejscu, nic więcej, tylko stać. Dostrzegłaś w moich oczach ten strach? Chyba tak, bo podeszłaś i chwyciłaś mnie za rękę.

   Za naszymi plecami sznur aut zdawał się nie mieć końca. Czułem na sobie wzrok tych wszystkich ludzi. W moim umyśle każdy z nich krzyczał: „Patrz, to ten idiota, który boi się wysokości". Zamykałem wtedy oczy i starałem się usunąć z głowy wszystkie nierealne sytuacje. Próbowałem skoncentrować się na twojej twarzy.

   Szum wody pod nami doprowadzał mnie do obłędu. Zdawało mi się, że za moment cały most zawali się, wraz z nami. Że runiemy w dół.

   ...wszystkie nierealne sytuacje. Wymazać z pamięci. Pamiętasz? - pytałem samego siebie, ale głębia mej duszy była głucha na te słowa.

   Czując ciepło twych dłoni, pokonywałem kolejne centymetry.

- Nie bój się - powtarzałaś, prowadząc mnie za rękę jak małego chłopca. Nie odzywając się, za to drżąc w niepewności, szedłem obok ciebie, słysząc coraz wyraźniejszy szum wody. Już nawet nie spoglądałem w niebo. Moje wnętrze krzyczało, wrzeszczało błagając o litość, ale z moich ust nie wydobywał się żaden dźwięk.

   Podeszwy moich butów szurały złowrogo na płytach chodnikowych. Zwalniałem, przyśpieszałem, zwalniałem.

W końcu zatrzymałem się.

- Już prawie - usłyszałem twój głos - Chodź, skarbie, już prawie jesteśmy...

   Nie chciałem być.

   Zapytałem o godzinę, powiedziałem, że boli mnie głowa, chyba zaprosiłem cię na kolację. Tylko po to, aby nie iść dalej. Nie odpowiedziałaś. Znów obdarzyłaś mnie uśmiechem. Wiedziałaś o mnie więcej, niż ja sam mogłem wiedzieć. Nie musiałem opowiadać ci historii mojego życia. Czytałaś ze mnie, jakbym był otwartą księgą.

   Kiedy stanęliśmy przy balustradzie, zamknąłem oczy. Nie potrafiłem patrzeć, wolałem ciemność, po stokroć bardziej od błękitu nieba, od wody.

   W tamtej chwili, drżąc na całym ciele, usiłowałem się pocieszać - jeszcze tylko chwila i wyniesiemy się stąd. Udowodnię, że potrafię przezwyciężyć lęk, a potem udamy się dokądkolwiek, aby pobyć razem, aby napić się lemoniady, aby porozmawiać o sztuce, o architekturze, o filmie. Wszystko to, abym mógł zapomnieć o strachu.

   Rozpostarłaś ramiona jak ptak i objęłaś mnie w pasie. Zobaczyłem jak, gdzieś tam w dole, jakiś mężczyzna łowi ryby. Ujrzałem maleńki jak zapałka kajak. Przez cały czas walczyłem ze strachem. Był jak truteń, jak mol, jak jadowity pająk. Miałaś mi pomóc.

   I pomogłaś, skarbie.

   Nawet nie pamiętam chwili, kiedy twoje ręce oplotły moją szyję, a z twych ust padły słowa:

- Bo widzisz, kochanie. Ja też zawsze bałam się wysokości.

   Zanim odpowiedziałem, byłaś już daleko. Ułamek sekundy; tylko tyle czasu potrzebowałaś.

- Widzisz? Skoro ja potrafię, to i ty będziesz...

   Twoje ostatnie słowa zatrzymały się w moim umyśle jak koszmarny sen, z którego nie sposób się obudzić.

   Chyba krzyknąłem, czując jak ktoś wyrywa mi wszystkie wnętrzności. Cofnąłem się o krok. Tak bardzo chciałem cię zobaczyć. Tak bardzo chciałem iść za tobą. Nie potrafiłem jednak.

 

 

 

   Teraz jestem tutaj. Stoję przy balustradzie, a ból szarpie moje serce. Gdzieś w najskrytszych zakamarkach umysłu słyszę twój ciepły szept:

- Bo widzisz, kochanie, ja też zawsze bałam się wysokości...

   Słyszę też inne słowa. Mówisz do mnie łagodnie:

- Wierzę w ciebie, wierzę, że zwyciężysz strach.

   I zwyciężam. Każdego dnia kiedy przechodzę mostem, zwyciężam. Spoglądam w dół, wychylając się przez balustradę. Szukam ciebie. Wodzę wzrokiem po niebie - często ołowianym, często zachmurzonym. I jakże często błękitnym jak, zamalowana akwarelą, kartka papieru. 

 

 

 

SZYMON STOCZEK

 

Przeszklenie

 

            Na jaką historie umarłeś?

            Żyje się na tle białej szachownicy. Nie ma czarnych pól, dlatego nie można wygrać.

 Śledzisz labirynt szpar w podłodze, układ słojów na deskach ławki, kreskę w abstrakcyjnym obrazie. Można znaleźć dla wszystkiego wytłumaczenie, ale to pomnaża  ilość kluczy. Zawsze brakuje jednak drzwi do ostatecznego rozwiązania.

            Wychodzisz z budynku, a tu nie zwracają na ciebie uwagi. Lampy ulicznic prowadzą wzdłuż granicy sejsmografu. Na telewizorze podziwiasz szeroki uśmiech; ,,Granatowy Prawie Czarny”, jak film i znaczenie. Za dnia przepadasz w podłużnych oknach drzwi garderoby, lub jęczmiennych włosach na polach w okolicy Warszawy, w pistacjowych gałkach ocznych lodów, kiedy dziewczyna po drugiej stronie stolika całuje bitą śmietanę cudzej twarzy.

            W nocy chowasz się w wyśniony kokon. Prosisz sufit by zesłał motyle, kiedy przestrzeń nad miastem kroją w poprzek deszczowe pociski tęczy. Modlisz, się by to były tylko manewry. Oczywiście, kiedy zachodzą satelity, a szarańcze sycą się wyrwanymi z kontekstu kawałkami betonu, na ruinach pojawia się archetyp Wergiliusza.

            Bielmo świecy pada na gronostaj włosów, czerwoną  twarz i metalowe okulary, skrywające nieobecność gwiazd. Czarna suknia dzwonu opada z ostrołuku drapacza chmur, porywając w powietrze obłoki betonu. Błądzisz sam pomiędzy antenami bielizny. Gałka guzika łatwo ustępuje. Biała kibić opada na przestrzenny czworobok krzesła; czwarty wymiar więzienia. Z Mont Everestu ciągną się nartostrady welonu, czarny szlak warkocza jak wyciąg narciarski. Kraty odgradzają wiernych od ołtarza.  

            - Czy bierzesz ją za siebie?

            - Biorę.

Noc poślubna, walą się domki z kart, wieżowce jak jedenastego-kiedyś i w finale ,,Fight Club”. Toczy się walec ciała, dotyk jak rozgrzany asfalt; tunelem ust na jasną stronę obłędu.

            - wiesz, czego od ciebie chcę?

            Na jaką historię ożyjesz?

 

 

 

 

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton