Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #11

 
0) CEGŁA NR 11 FREE - info
fink
Odsłon: 1910, Komentarzy: 4
 
1) Do Julki
Jan Krata
Odsłon: 1551, Komentarzy: 0
 
2) Dokument 5
Raymond Roussel
Odsłon: 1385, Komentarzy: 0
 
3) wiersze
Łukasz Jarosz
Odsłon: 1615, Komentarzy: 0
 
4) wiersze
Konrad Góra
Odsłon: 2089, Komentarzy: 1
 
5) teksty free
Anna Czyrska Bartosz Wójcik Dawid Półrolniczak Grzegorz Kwiatkowski Izabela Fietkiewicz Paszek
Odsłon: 1560, Komentarzy: 0
 
6) teksty free 2
Jarosław Sujczyński Joanna Borzęcka Kamil Brewiński
Odsłon: 1685, Komentarzy: 0
 
7) teksty free 3
Maras Pijanowski Marcin Łukasz Makowski
Odsłon: 1514, Komentarzy: 0
 
8) teksty free 4
Nestow Skaczbia Piotr Gajda Przemysław Owczarek Michalina Janyszek
Odsłon: 2036, Komentarzy: 0
 
9) teksty free 5
Rafał Gawin Tomek Krzykała
Odsłon: 1599, Komentarzy: 0
 
91) Korespondencja Seryjna - Joanna Lech
Karol Maliszewski
Odsłon: 1823, Komentarzy: 0
 
92) GÓRA I DÓŁ - o poezji Konrada Góry
Jacek Bierut
Odsłon: 2632, Komentarzy: 0
 
różni autorzy
Wiersze z witryny
Odsłon: 1602, Komentarzy: 0
 
7) teksty free 3

Maras Pijanowski Marcin Łukasz Makowski

Maras Pijanowski

CZTEROPAK FREEWOLNY

W poszukiwaniu straconego siusiaka

To były początki szkoły podstawowej. Pojawiły się ważne pytania o to „kim jesteśmy?” i „co mamy w majtkach?”. Z pierwszym poradziliśmy sobie łatwo - byliśmy Marek i Małgosia. W odpowiedzi na drugie przyszła nam - może niezbyt oświecona ale za to wyrozumiała nauczycielka – piwnica. Małgosia zsunęła spódnicę, a ja spietrałem się i zamiast dać jej męski przykład, dałem nogę. Nie chciałem, żeby było na mnie. Ktoś urżnął jej siusiaka i wyglądała tak żałośnie z tą swoją świeżą ranką, że nie mogłem na to patrzeć.

Gdy dojrzałem, to nadal szukałem odpowiedzi na najważniejsze pytania: „kim jestem?” i „gdzie jest siusiak Gosi?”. Przy pierwszym wpadałem w czarną rozpacz, przy drugim pomiędzy białe uda Gosi. Do dziś nie mam na nie odpowiedzi. Ale nauczyłem się, że nie zawsze trzeba znaleźć prawdę. Czasami wystarczy tylko dochodzić.


Eliksir dorosłości

Tak jak dziewczynki muszą szukać swej kobiecości w szpilkach swych mam i w kremach i w tuszach i w pomadkach, tak my chłopcy nie musimy nic, nie musimy niczego udowadniać na siłę. Siadamy na bocznicy kolejowej i plujemy na życie popularnym bez filtra. Przekazujemy go sobie z ust do ust jak fajkę pokoju i nie obawiając się dorosłych słów rozmawiamy o życiu. Prym wiedzie Roman. Jest najstarszy i najsilniejszy, a na dodatek ma tyle włosów na sobie jakby wrócił z Planety Małp. Szacun i to pełen.

Roman opowiadał nam o imieninach u siostry.

- Wiecie co to jest eliksir dorosłości?

- Truskawkowy Jabol?

- Oj szczeniaki, szczeniaki. Mówił mi o nim szwagier. A mówił przy wódce, więc pewne.

- O kurna.

- Po tym się sprawdza, czy chłopiec jest już facetem.

- Gadaj wreszcie.

- Pamiętam dobrze. To proste. „Trzesz sobie jajka aż poleci ci juks. Masz wtedy zajebistą frajdę. Potem możesz do woli chodzić na dziwki”.

Pokiwaliśmy głowami z podziwem. Każdy z nas chciał chodzić na dziwki. Od razu poszliśmy za przerdzewiały wagon porobić sobie testy na dorosłość. Pocieraliśmy jajka tak wytrwale, że prawie zrobiły się z nich omlety. Ale żadnego juksu, żadnej frajdy. Gadaliśmy o tym do wieczora. Albo wódka odebrała szwagrowi rozum, albo miał on w małym palcu to, czego nam brak było w całej ręce.


Listonosz

Ludzie zadają mi pytanie jak zostałem listonoszem. Tak to już jest, że u podstaw wielu narodzin leży seks. Nie inaczej było z moją robotą.

Wtedy jeszcze studiowałem. Najdłużej i najdokładniej nogi dziewczyny, która przewyższała koleżanki aktywnością i wdziękiem. Na przemian podnosiła:  to rękę, to pupę,  to zgrabną hipotezę. Ale na pierwszy plan wychodziły jej nogi. Maksymalnie odsłonięte, sprężyste i niebosiężne jak wieża Eiffla. Ach ten Paryż. Przerabialiśmy literaturę emigracyjną z profesorem Kryszakiem. Żeby zapisać się na zajęcia trzeba było nocować w Collegium Maius. Nie żałowałem. Moje oczy co rusz emigrowały w kierunku nóg, wyobrażając sobie, że są one drogowskazem do upragnionej ojczyzny. A ja byłem na wygnaniu, i na anielski biust przysiąc mogę, cały kwartał tułałem się poza granicami spódniczki. Dookoła tylko szlaban, szlaban, szlaban.

Wieczorem w Domu Muz było spotkanie z czystą formą Witkacego. Moje brudne myśli były tam przede mną. Pozwoliłem im publicznie poharcować: „Płótno jest przedłużeniem prześcieradła bądź odwrotnie, w zależności od krzepy w pędzlu artysty.” I tu nadziałem się na prowincjonalnego adwersarza:

- To nie jest prostoczytelne.

- Prostoczytelne są gazety – odpowiedziałem. Sala ryknęła śmiechem. W ten sposób zaznaczyłem swoją obecność. Jak się później okazało na tyle skutecznie, że odprowadziłem najpiękniejsze nogi do domu. Z nóg wyrastały czerwone, wilgotne, smakowicie wglądające usta. Znaleźliśmy wspólny język. I daję wam słowo, nie był on starocerkiewnosłowiański. Język często wykraczał poza przyzwoite granice. Potem kluczyk trafił w dziurkę, nie, nie, to nie jest infantylny opis tego, o czym pewnie teraz myślicie, na razie dobraliśmy się do jej stancji. Przez pół nocy narkotyzowaliśmy się Witkacym. Inne używki, czyli blask księżyca, rozbeczana woskiem  świeca, i parująca z blaszanego kubka czarna, jeszcze bardziej zbliżyły nasze ciała i poglądy. Drugie pół nocy nie mniej intensywnie  angażowaliśmy usta, ale oprócz nich ręce i wszystkie te miejsce do których wiecznie tęsknią pierwszoroczni gówniarze. No i tak, ośmieleni sobą na tapczanie, wspinaliśmy się po prześcieradle aż do rana. I bez kitu, gdy byłem prawie u szczytu zaczął ktoś walić w ścianę. Pomyślałem, że to wspaniale pukać kobietę i słyszeć jak odpowiada ściana. U Hemingwaya w takim momencie ustępowała ziemia, a u mnie przyłączała się ściana. Oryginalne, nie? Papa za ten opis dostał Nobla. A może – pomyślałem - to Nobel mówi mi między cegłami: „Maras zapisz to chłopie, a cię niebawem odwiedzę”. Więc zapisuję. Czekam. Poprawiam. Czekam. Nasłuchuję…

Dopiero później dowiedziałem się, że był to znajomy listonosz, który ją w ten sposób pozdrawiał i, jak podejrzewała, podrywał co rano. Nie śmiejcie się, ale odtąd jak słyszę poczta, to tak jakbym miał zaraz szczytować. Więc wziąłem robotę, która jest jak nieustające bzykanie.


 

 

Cafe Prażona Skarpeta

Zapraszam cię do Cafe Prażona Skarpeta. Wejdź i rozsiądź się wygodnie przy oknie. Nie, nie ma strachu, że komuś padnie na nos i zechce pociągnąć za klamkę. Powiew powietrza jest jak wściekły rotwailer, tu nikt nie użyczy mu gardła. W Cafe paruje beztroska i klimat gęstszy niż ten nad szczytami kibelmandżaro. Pamiętaj, to elitarny klub. Wszyscy, włączając w to personel, są ludźmi z misją. Widać to coś, tę pasję w oczach z jaką odbierają płaszcz, podprowadzają cię do stolika. Mijasz bar, gdzie na oczach klientów pracowici kelnerzy taktownie brandzlują się do sosjerek lub przygotowują złociste szczanegre.

Ściągaj buty i studiuj kartę dań. Pofolguj sobie, dłub miedzy palcami, w nosie, w uszach, w zębach. Nie spiesz się. Kelner już się pochyla z koniakóweczką bimbru, którego bukiet świeżych wymiocin otwiera na oścież twój żołądek. Ale nie, ty robisz psikusa, połykasz i wodzisz apetycznym bekiem dookoła. Widzisz w oczach innych zazdrość, ale i szacunek. Ty, który wybrałeś cuchnącą stronę mocy. Och, ta dama w kącie, ta to ma klasę, przez ażurową sukienkę puściła do ciebie ognistego pierda. Kłaniasz się i już całujesz jej palce, te którymi wyciągała sobie stringi, gdy zanadto weszły jej w dupę. Czujesz, że otwiera się seksualna obietnica, tak intensywna jak pacha kelnera po fajrancie.

Stop. Jeśli chcesz do nas zajrzeć i przeżyć to na własnym nosie, to cię rozczaruję. Nie istnieje Cafe Prażona Skarpeta. Są za to w godzinach szczytu środki komunikacji miejskiej, które nie mniej znakomicie potrafią jebać.

 

 

 

 

 

 

 

MARCIN ŁUKASZ MAKOWSKI

sceny z życia starych fortepianów
'Indie zaczynają się od tego że się śnią
sny o wyprawie na wschód.'
 J. Andruchowycz - Indie
 
I
 
fortepiany! fortepiany! 
jak słońce nad zatoką perską
przechodzą dźwięki z niepokoju w czerwień.
 
noc zamyka pierścień oblężenia - 
więc w niebo się nie wzbije
ani jeden ptak.
 
pięknie się mienisz
srebrno-senny Boże / idzie za tobą
ołowiany księżyc.
 
II
 
fortepiany! fortepiany!
świat do środka się zapada
w bezcielesność rzeczy.
 
naszych braci na wschód woła 
niespokojne serce. / a piękno stoi nad dzielnicą 
wola - piękno nieczułe na pocałunki miast!
 
miłość się rodzi i życie coś znaczy.
idziesz po ziemi twardy jak szafir.
idzie za tobą ołowiany księżyc.
 
four days in sunny california
 środa.
 
kupuje dwie płyty dave brubeck quartet.
henry coldrige poznaje studentkę. tworzą
zgraną parę. złoto szybuje w górę.
lucy ma 22 lata i twarz 16stki.
 
czwarty dzień bez papierosa.
zwycięstwo.
 
 
czwartek.
 
woda wyrzuca rejestracje z oregonu.
henry wpada na kawę rozpuszczalną. 
rozmawiamy o tym jak nasi chłopcy 
wszystkim kopią dupy. słonce jest zimne.
 
wieczorem myślę o rejestracji
w słonej wodzie i czarnym dnie oceanu.
 
 
piątek.
 
henry wyjeżdża z lucy na weekend.
prosi o zajęcie się jego psem.
kundel okazuje się głupi. do kin wchodzi
top gun. gdzieś wybucha reaktor.
 
'wszystko co możliwe musi nastąpić'.
szlag trafia lodówkę. 
 
 
sobota.
 
otwieram ciepłe piwo. dzieciaki jeżdżą na 
wrotkach. lodziarze sprzedają lody. na plaży 
grają w plażówkę. cały świat się kreci.
henry wraca wcześniej. w milczeniu zabiera psa.
 
pewnych rzeczy 
nie wypada robić w pojedynkę*.
 
 
 
*jeśli także uważasz że pewnych rzeczy nie wypada
robić w pojedynkę / wyślij sms o treści: TAK
pod numer 791 860 512 (opłata wg. stawki operatora).
 
 
 
 
apocalypse now!
generalnie w jakimś tam sensie jestem przeciwny
efektownym pierwszym zdaniom. i w ogóle
 
opiewaniu: kwaśnego piwa i fantazji erotycznych. 
neurozy i zgnilizny moralnej. seksu przed ślubem
oraz strachu przed solidną robotą. nie ma to 
 
tamto. / na przekór bezdusznemu światu 
 
opiewajmy: niebieskie żyłki nadgarstków. ludzi z wartościami.
witaminy i multiwitaminy. gasnące świece.
orkiestry symfoniczne. konkursy chopinowskie. nowe technologie.
i wreszcie - głos wołającego na przedmieściach:
 
shema israel. słuchaj izraelu. jutro na bielanach
otwiera się przepaść. 

 

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton