Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #11

 
0) CEGŁA NR 11 FREE - info
fink
Odsłon: 1910, Komentarzy: 4
 
1) Do Julki
Jan Krata
Odsłon: 1551, Komentarzy: 0
 
2) Dokument 5
Raymond Roussel
Odsłon: 1385, Komentarzy: 0
 
3) wiersze
Łukasz Jarosz
Odsłon: 1615, Komentarzy: 0
 
4) wiersze
Konrad Góra
Odsłon: 2089, Komentarzy: 1
 
5) teksty free
Anna Czyrska Bartosz Wójcik Dawid Półrolniczak Grzegorz Kwiatkowski Izabela Fietkiewicz Paszek
Odsłon: 1560, Komentarzy: 0
 
6) teksty free 2
Jarosław Sujczyński Joanna Borzęcka Kamil Brewiński
Odsłon: 1686, Komentarzy: 0
 
7) teksty free 3
Maras Pijanowski Marcin Łukasz Makowski
Odsłon: 1514, Komentarzy: 0
 
8) teksty free 4
Nestow Skaczbia Piotr Gajda Przemysław Owczarek Michalina Janyszek
Odsłon: 2036, Komentarzy: 0
 
9) teksty free 5
Rafał Gawin Tomek Krzykała
Odsłon: 1599, Komentarzy: 0
 
91) Korespondencja Seryjna - Joanna Lech
Karol Maliszewski
Odsłon: 1823, Komentarzy: 0
 
92) GÓRA I DÓŁ - o poezji Konrada Góry
Jacek Bierut
Odsłon: 2632, Komentarzy: 0
 
różni autorzy
Wiersze z witryny
Odsłon: 1602, Komentarzy: 0
 
6) teksty free 2

Jarosław Sujczyński Joanna Borzęcka Kamil Brewiński

Jarosław Sujczyński                         

 Zabawy bogów

 

Człowiek, stojąc między dwiema potrawami jednakowo oddalonymi i w jednakowy sposób poruszanymi, umarłby wpierw z głodu, niżby posiadając bezwzględną wolność, jedną z nich wziął do ust. Dante Boska komedia, księga Raj

 

W Prawach Platona czytamy : rozważmy każdego z nas, byty żyjące, jako marionetki stworzone przez bogów: tak jakby ich stworzenie było zabawą, lub tak jakby było to dla nich czymś poważnym; ponieważ na ten temat nie wiemy absolutnie nic. Ale wiemy doskonale że stany  o których mówiłem (wola) są w nas jak sznurki lub nitki wewnętrzne, które nas ciągną ... U Freuda nie ma już bogów, ale główna siła życiowa jest neutralnym id i dla świadomości ludzkiej pozostaje ciągle niedostępna, został tylko jeden sznurek który symbolizuje pępowine jak również związek człowieka z realnością. Wola bogów jest nieznana i nieskończona dlatego  niemożliwością jest opisać wszystkie jej konsekwencje dla człowieka. Dlatego również zwróce uwage  tylko na dwa śmieszne przypadki tej boskiej zabawy:

1.bóg zamyślił się albo dłubie w nosie i nie ciągnie za żaden ze sznurków.

2. bóg się człowiekiem bawi i ciągnie, z tą samą siłą, za dwa sznurki zmuszające człowieka do dwóch akcji które nawzajem się neutralizują.

3.bóg złośliwie ciągnie za sznurki powodujące akcje człowieka nie przynoszące temu ostatniemu najmniejszej korzyści.Ten boski dowcip – np. pasja, która jak wskazuje etymologia tego słowa, jest dziwnym zjawiskiem porządania czegoś co podmiotowi przynosi wyłącznie cierpienie- jest doskonale opisany w większości powieści Balzaka i my zadowolimy się tylko propozycją ich uważnej lektury.

 

1.Gdy bóg nie ciągnie za żaden ze sznurków po prostu się nudzimy.A dokładniej, bez pociągnięcia przez boga za sznureczek- lub gdy świat nie proponuje nam żadnej akcji- pozostawieni samym sobie cierpimy. Nie ma dla człowieka nic równie nieznośnego, jak zażywać pełnego spoczynku, bez namiętności, bez spraw, bez rozrywek, zatrudnieni. Ale bóg nas kocha i dlatego proponuje nam rozrywke, kiedy pocierpimy decyduje się w końcu pociągnąć za któryś ze sznurków. Kiedym się jął czasami rozważać krzątanie się ludzi, niebezpieczeństwa i mozoły, na jakie narażają się na dworze, na wojnie, skąd pochodzi tyle zwad, namiętności, zuchwałych, a często niegodziwych przedsięwzięć itd. odkryłem, iż całe nieszczęście ludzi pochodzi z jednej rzeczy, to jest, że nie umieją pozostać w spokoju i w izbie. (...) Ale kiedy wmyślałem się głębiej i znalazłszy przyczyny wszystkich naszych niedoli chciałem z kolei odkryć racje tej przyczyny, pojąłem, że istnieje bardzo oczywista, zasadzająca się na przyrodzonym nieszczęściu naszej słabej i śmiertelnej doli, tak nędznej, iż nic nie zdoła nas pocieszyć, kiedy się nad nią zastanawiamy (Pascal, Myśli). Na zakończenie podamy przypadek wyjątkowy kogoś kto zastanawia się i nie cierpi z tego powodu: geniusz.

2.Gdy bóg się człowiekiem bawi i ciągnie, z tą samą siłą, za dwa sznurki zmuszające człowieka do dwóch akcji, które nawzajem się neutralizują, umieramy. Ten boski dowcip znany jest od tysiącleci, pierwszym który na to zwrócił uwage był Arystoteles: człowiek bardzo spragniony i głodny, gdy jednakowo jest oddalony od potraw i napojów, musi umrzeć. Później, gdy aby móc karać człowieka wmówiono mu że jest wolny, scholastyk Buridan ( ok. 1300-1358) w zdaniu Arystotelesa człowieka  zastąpił osłem, u Dantego a po nim u wielu innych, gdy bóg ciągnie za sznurki zmuszające „ożywiony byt” do dwóch nawzajem neutralizujących się akcji, umiera znowu człowiek. Na podstawie documentów możemy wywnioskować że bóg umila sobie tą zabawą czas od tysiącleci, aby się przekonać że bawi w to się wszędzie zainteresujemy się śmiercią młodej Brazylijki.

J.M. Machado de Assis- jąkający się mulat ( 1839-1908) – należy do najwybitniejszych twórców Ameryki Łacińskiej języka portugalskiego; człowiek o wszechstronnej , wyjątkowej, jak na czasy i kontynent, kulturze; jako chłopiec szybko nauczył się francuskiego i jego młodzieńcze przekłady Lamartine, Dumasa do dziś służą za przykład. Na nasze szczęście oprócz kultury był utalentowanym pisarzem i możemy się delektować tak żadkimi osiągnięciami jak Memorias Postumas de Braz Cubas (1881), Don Casmurro (1899) czy Esau e Jaco (1904). Oczywiście jak wiadomo sama kultura nigdy nie pomogła nikomu napisać czegoś wartościowego ale – fenomen którego nie umiem wytłumaczyć- często, właściwie użyta, się przydaje: jako przykład możemy wymienić Szekspira u którego jest bardzo dużo  m.in. Plautusa ( pierwsze z brzegu: jesteśmy dla bogów tym czym muchy są dla okrutnych dzieci, zabijają nas dla zabawy Król Lear ). Czy to ujmuje coś Szekspirowi? Nic. Czytając powieść Esau e Jaco od czasu do czasu, myślimy o cytowanym po wyżej zdaniu Arystotelesa a książeczka zaczyna się od narodzin dwóch braci ( bliźniacy) którzy, podobnie jak w Biblii, bili się już w brzuchu matki. Podobieństwo fizyczne młodzych chłopców nie przeszkadzało im w wyborze skrajnie odmiennych opcji politycznych, Paulo był wielbicielem Robespiera a Pedro czcił wielkim szacunkiem Ludwika 14-ego co z koleji nie miało wpływu na wybór przez każdego z nich ukochanej kobiety. Obaj kochali tą samą Flore ale ta ostatnia nie mogła wybrać: jak było z Pedro żałowała że nie jest z Paulo, będąc z Paulo tęskniła za Pedro. Biedna Flora złośliwy bóg zawsze pociągał za sznurek który , zamiast skłaniać ją do akcji utwierdzał ją w miejscu. Konsekwęcje tej boskiej zabawy są znane, dziewczyna wariuje i umiera, ale główna zainteresowana jeszcze o tym nie wie, natomiast czytelnik ( psychoanalista) zaczyna się domyślać gdy czyta opis snu Flory ( psychoanalista zaczyna się domyślać gdy pacjentka opowiada mu jeden ze swoich koszmarnych snów 1), którego nie może odczytać): Paulo, mój drogi Paulo! Wnika swoim  spojrzeniem w jego oczy i znajduje się w duszy chłopca. To co tam ujrzała było tak nowe i promienne że, jej nieszczęsna siatkówka nie dojrzeć . Iskrzące się idee , jakby wychodziły z rozniecanego ogniska, uczucia biły się ze sobą w pojedynku, wspomnienia powracały z lekkim żalem, a przede wszystkim z ambicjami, kilka ambicji z ogromnymi skrzydłami, którymi wystarczyłoby pomachać aby powiał wiatr. (...) Flora odwróciła spojrzenie, Paulo pozostawał w tej samej pozycji ale ukryty w cieniu  przy drzwiach, sylwetka Pedro pojawiała się również piękna, troche smutna. Flora poczuł się dotknięta tym smutkiem. Wydaje się że gdyby kochała wyłącznie pierwszego , drugi mógłby płakać krwią nie zyskując jej sympatii. Ponieważ miłość, według starożytnych i nowoczesnych nimf, jest bezlitosna. Gdy jest litość dla innego- mówią- to znacz,y że prawdziwa miłość jeszcze się nie narodziła. (...) Pedro woli do niej  podszedł i ujął dłonie które Paulo ściskał swoimi. Paulo wstał i wyszedł innymi drzwiami (...) itd .. My wiemy, że Flora zwariuje i wkrótce umrze, spostrzegamy również że po drodze spotkaliśmy nowy problem: wspomniamy przeze mnie psychoanalista (psychiatra) też jest człowiekiem więc jego również bogowie ciągną za sznurki. Dlatego w powieści O alienista tego samego autora, psychiatra nazywa się Bacamarte (nieużyteczny, co przypomina nam o genialnym Freudzie, pierwszym, który miał dużo zastrzeżeń do zaproponowanego przez siebie tzw. dyspozytywu terapetycznego. Możemy również ,dla zabawy, wyobrazić sobie człowieka którego bogowie animują aby zrealizował w realności sensylibijnej doskonałość świata Idei).  Z kronik miasteczka Itaguai dowiadujemy się,  że dawno temu żył tam pewien wybitny i słynny lekarz, któremu sam król proponował kierownictwo uniwersytetu w Coimbra lub reprezentacje manarchii w Lizbonie, niestety, lekarz musiał odmówić te zaszczyty. Nauka jest moim jedynym obowiązkiem- odpowiedział królowi-   Itaguai moim uniwerso. Kilka lat później poślubił młodą dziewczyne Dona Evarista de Costa e Mascarenhas, co wszystkich dziwiło ponieważ nie była ona ani piękna ani sympatyczna więc Bacamarte, jak przystało na naukowca tłumaczył: jej organizm jednoczy takie zalety jak, doskonałe trawienie, spokojny sen, regularny puls i doskonały wzrok; jest idealną kobietą aby zapewnić mu liczne potomstwo. Niestety oczekiwane potomstwo się nie zjawiało i po licznych, drakońskich, nieudanych próbach leczenia żony Bacamarte wrócił do nauki na fool time. Zdrowie duszy jest najgodniejszą z trosk lekarza, zrozumiał szybko i zabrał się do studiów- dzień i noc-patologii mózgu. Nie pamiętam już, gdzie Freud pisał o pewnym szwajcarskim jeziorze: wszyscy wiemy, że istnieje ponieważ uczyliśmy się o nim w szkole ale gdy chcemy się przekonać, że istnieje realnie i uświadomić sobie jakie jest naprawde  nie mamy innego wyjścia jak udać się nad to jezioro. I  tu jest problem: dla Bacamarte to o czym czytał w książkach było takie jakie powinno być, kiedy wychodził na ulice już u pierwszego przechodnia dostrzegał patologie. Zdrowie duszy jest najgodniejszą z trosk lekarza, więc – dzięki swojej sławie- szybko z rady miejskiej otrzymał kredyty i wybudował Casa Verde  w którym, po kilku miesiącach, trzymał- aby studiować i leczyć- pod kluczem, połowę miasteczka. Trzy czwarte miasteczka. Rade miejską wstrząsnął jednak fakt, że alienista zamknął również swoją ukochaną żone. Dlaczego to zrobił? Kilka dni temu zapytała mnie który z naszyjników jej bardziej pasuje. Odpowiedziałem że oba. Wczoraj po kolacji wydawała mi dziwna, więc zapytałem co ci jest? Chciałam założyć naszyjnik z almadynami ale ten z szafirami tak mi się podoba.Więc go załóż. A co zrobie z tym z almadynami?(...) Obódziłem się w środku nocy, nie znalazłem jej obok siebie. Wstaje szukam i odnajduje ją w salonie, przed lustrem, przymierzała jeden po drugim. Stwierdziłem natychmiast demencje, odwiozłem ją do Casa Verde. Rada miejska uchwaliła, że należy wszystkich uwolnić, a doktor ma na nowo przemyśleć swoją teorie, co dla ludzi, którzy troszczą się o zdrowie duszy swoich bliźnich nie przedstawia najmniejszych trudności. Na czym możemy oprzeć pewność, że niewinni maniacy i inni marzyciele których zachowanie nie różni się niczym od ogólnie przyjętych norm społecznych są naprawde chorzy? Argumentując tą ważną kwestie przed Radą miejską licznymi „niepodważalnymi” odkryciami naukowymi Alienista skłonił ją do uchwały: upoważnia się Dr. Bacamarte do przyjęcia w Casa Verde ludzi cieszący się doskonałą równowagą swoich władz umysłowych.  I nagle, na podstawie bezstronnych badań, okazało się, że takich ludzi w miasteczku nie ma. Mózgi dobrze funkcjonujące są równie niezrównoważone jak inne, nie mogę- myślał- szczycić się, że im wpoiłem władze umysłowe lub nowe zmysły; te i tamte istnieją, co prawda, utajone ale istnieją. Doszedłszy do tego wniosku, słynny alienista, odczuł jednocześnie dwie sensacje ze sobą sprzeczne, przyjemności i przygnębienia. Konstatacja, że długie i cierpliwe poszukiwania, uporczywa praca, tytaniczna walka z ludnością doporowadziły do oczyszczenia Itaguai z umysłowo chorych sprawiła mu wielką przyjemność.Ale jak ta- dodająca mu otuchy-  idea się pojawiła równie szybko pojawiła się inna, neutralizująca- idea wątpienia- skutek pierwszej. Jak to? Nie naprawiono żadnego mózgu w Itaguai? (...) Simon Bacamarte odkrył że jest doskonale zrównoważony moralnie i psychicznie, wydało mu się jasne że posiada bystrość, cierpliwość, wytrwałość, nieustępliwość, autentyczność, siłę moralną, lojalność, te wszystkie cechy które według nowej teorii charakteryzują demencje. Niewrażliwy na błagania swoich bliskich zamyka się w Casa Verde aby poddać badaniom samego siebie.(...) Lokalne kroniki donoszą, że umarł po szesnastu miesiącach -w stanie nie różniącym się niczym od tego, w którym znajdował się w dniu podjęcia decyzji badania własnego przypadku- nie odkrywając niczego.

 

3. Geniusz jest człowiekiem którego bogowie ciągną za sznurki bardzo delikatnie. Jeszcze dokładniej, bogowie stworzyli człowieka aby nim się bawić, ale warunkiem tej zabawy wiara człowieka w wolny wybór, więc ten ostatni musi troche myśleć (inaczej by nie było z kogo się śmiać). Proporcja jest znana: 2/3 woli 1/3 intelektu ; dzięki niej akcje człowieka są realizacją woli boskiej, a intelekt pozwala mu na „znalezienie” motywów tych akcji ( ja tak chciałem ponieważ...) . Nie nasyceni tą zabawą bogowie nieraz odwracają tą proporcje: 1/3 woli 2/3 intelektu, jak w przypadku geniusza ale to niczego, właściwie, nie zmienia i zabawa trwa... Ponieważ relatywnie uwolnione od sznurka spojrzenie geniusza na świat jest obiektywne ale jego słaba wola nie pozwala mu na skuteczną akcje. Od kiedy istnieje świat i bogowie bawią się ludźmi nie istniał człowiek, który posiadałby obiektywne dane i wystarczającą silną wolę do zastosowania wyciągniętych z nich wniosków w życiu. Ale w przypadku geniusza nie tylko ofiara boskiej zabawy się wyzwala; geniusz bawi się światem tak jak bogowie bawią się ludźmi, ani on ani oni nigdy nie znaleźli ani nie znajdą milszego zajęcia. Bóg, bogowie, geniusz... na ich tematy, niestety, nie posiadam bliższych informacji, ale jestem głęboko przekonany, że bogowie, dość często, wysyłają nas na bardzo krótkie wakacje... do tej dziwnej krainy, w której tylko się śmiejemy ponieważ nie ma w niej najmniejszego miejsca na jakikolwiek sens .

 

 

Jarosław Sujczyński                       

Prosta kwestia materiałów

 

W jednej z pierwszych sztuk Samuela Becketta, Eleutheria, czytamy:

Pan Krap: Błędem jest ochota życia. To nie jest możliwe.Nie ma czym żyć, w życiu które otrzymaliśmy. Jakie to głupie!

Panna Skunks: Tak.

Pan Krap: Prawda? Jeszcze raz. To jest prosta kwestia materiałów. Albo jest za dużo i nie wiemy gdzie zaczynać. Albo jest za mało i wtedy nie warto zaczynać. Ale mimo to zaczynamy ze strachu, że nic nie robimy. Od czasu do czasu mamy nawet wrażenie że coś realizujemy. Potem spostrzegamy, że to jest byle co. To musi być dane przez Boga.

Nie ma czym żyć, w życiu które otrzymaliśmy. (...) To jest prosta kwestia mate- riałów. Inaczej mówiąc, człowiek – zwierze metafizyczne- nie czym żyć- nie ma o czym myśleć- na świecie w którym żyje, świecie nie zawierającym w sobie najmniejszego pierwiastka metafizycznego. (Przy okazji pozwolę sobie zauwa- żyć, że zanik uczuć metafizycznych, przerażający Witkacego, rozwiązałby podstawowe problemy człowieka). Ten problem ma swoje źródło w fakcie posiadania rozumu, który pozwolił mu się wznieść ponad inne zwierzęta ale  również jest powodem depresji, szaleństw, samobójstw; gdy tylko zasta- nawiamy się nad powodem powodu wariujemy, zdrowie psychiczne człowieka wymyga poważnej dozy ignorancji ( dzięki niej osiągamy to, co Michel de Mo-ntaigne nazywał konfortem zwierzęcym) : każdy człowiek ma nieustannie zamiary i motywy, którymi kieruje się w swym działaniu, i umie zawsze zdać sprawę z poszczególnych działań, ale gdyby go zapytać, dlaczego w ogóle chce lub dlaczego w ogóle chce być, to nie dałby na to żadnej odpowiedzi, raczej pytanie wydałoby mu się niedorzeczne. ( Schopenhauer świat jako wola i przedstawienie). A przecież- tak mi się przynajmniej wydaję- odpowiedź na to pytanie jest warunkiem aby człowiek był realnie tym czym jest hipotetycznie: homo sapiens; z tego wynika że umysł człowieka, jak zauważyliśmy powyżej jest raczej ograniczony; gożej! niektóre dokumenty świadczą nawet o tym że człowiek dostał zdolność myślenia przypadkowo lub sam po nią sięgnął mimo, że to było mu zabronione. Umysł człowieka lub raczej posiadane przez niego dane są bardzo ograniczone ale – paradoksalnie- wie o czymś, co wypluwa, gdy tylko to pojawi się w jego świadomości.

Były czasy – czytamy w Protagorasie Platona- w których już żyli bogowie ale rasy śmiertelnych jeszcze nie istniały. Gdy nadszedł czas ich narodzin, określony przez przeznaczenie, bogowie formowali ich wewnątrz ziemi, tworząc mieszanke ziemi i ognia ze wszystkim co z ziemią i ogniem mieszać się dało. Później, gdy nadszedł moment wynurzenia tych mieszanek na światło, polecili Prometeuszowi i Epimeteusowi (nienawidzący się nawzajem bracia, należący do rasy Tytanów) podzielić zdolności pomiędzy nie we właściwym pożądku (kosmesai te kai neimai). Epimeteusz – który słynął niezręcznością, to właśnie on, później, w chwili nieuwagi otworzył pudło Pandory z którego na głowe człowieka wysypały nieszczęścia- odepchnął brata i sam zabrał się do roboty: jak będzie gotowe  przyjdziesz sprawdzić.Niepoprawny fajtułapa zabrał się do podziału zdolności...z rezultatem łatwym do przewidzenia: jednym dał siłe bez szybkości, najsłabszym dał szybkość a tych którym dał nature bezbronną wyposażył w inne środki przeżycia. (...) Jak przyznaje sam Platon, Epimeteusz nie był ani zręczny ani inteligentny ( ou panu ti sophos) i rozdał wszystkie zdolności jakimi dysponował zwierzętom ( tym co nie mówią ) , jak przyszła kolej na człowieka niczym już nie dysponował i ten ostatni pozostał nagi, bosy, bez okrycia i bezbronny. Gdy Epimeteusz niepokoił się mizernym rezultatem swojego ostatniego dzieła zjawił się Prometeusz aby sprawdzić prace swojego brata ale to był już dzień wyznaczony przez przeznaczenie, w którym człowiek miał wyjść z ziemi i ukazać się w świetle. Więc trzeba było się śpieszyć nie wiedząc jak mógłby ochronić człowiek.a Prometeusz ukradł wiedze techniczną Hefajstosowi i Atenie- jak również ogień- ponieważ bez ognia wiedzy technicznej nie można używać. Inaczej mówiąc człowiek jest nieudanym dziełem Epimeteusza później lekko poprawionym przez Prometeusza, dzięki kradzieży dokonanej przez tego ostatniego anthropos theisas metesche moiras (człowiek należy do losu boskiego ). Oczywiście ten mit, lekko zmodyfikowany, odnajdujemy w Genezie, gdzie Jahve zastąpił Zeusa. U Platona człowiek stał się pół-bogiem mimo woli, według Biblii pół-zwierzęciem zrywając jabłko z drzewa wiedzy. Ale te dwa dokumenty mówią to samo o materiałach z jakich bogowie zmajstrowali człowieka i Jahve nie traci okazji, aby przypomnieć- z wyraźnym sadyzmem- człowiekowi którego sam ulepił myślącym i ciekawskim: z gliny jesteś ulepiony i w gline się obrócisz. Z gliny jesteś ulepiony i w gline się obrócisz, wszysto co zrobisz, wszystko o czym pomyślisz jest bez sensu, celu i – co z tego wynika- jaką drogą byś nie poszedł, wszystkie prowadzą do tego samego. Na zakończenie dorzuce coś, co może zabrzmieć paradoksalnie: umrzeć to żaden problem ponieważ zawsze umierają tylko inni, to świadomość, że jest się śmiertelnym jest naprawde śmiertelna: ze źródła przyjemność tryska gorycz która, nawet na łonie rozkoszy, zostaje wam w gardle (Lukrecjusz). Ta świado- mość powala nawet ludzi bardzo aktywnych jak np. Freuda który pracował 12 godzin na dobe; słynny psychoanalista, który miał leczyć innych, sam często nie mógł sobie poradzić z tą wiedzą:  gdy zastanawiamy się nad celem i wartością życia natychmiast chorujemy; ponieważ ani to ani tamto realnie nie istnieje; po prostu stwierdzamy, że posiadamy nieusatysfacjonowane zasoby libido, dla których coś innego powinno się wydarzyć, pewien niepokój prowadzący do smutku i depresji. (...) Pewna reklama kręci mi się po głowie, uważam ją za najodważniejszą i najdoskonalszą z reklam amerykańskich: Why life if you can be buried for ten  dollars?

( Freud list do Chrabiny Marie Bonaparte, sierpień 1937)

 

 

 

 

JOANNA BORZĘCKA

odrapane kaloryfery

jeśli jeszcze raz wypowiesz przy mnie
jego imię


w końcu zrozum, że czas przestać,
że to nie ogień ani nawet ogniwo łączące
wyszarpnięte brzegi, więc nici z rwących potoków.
gdzieś tam ktoś już mieszka, a obce zamotało się
w żałosne czółenko: zamiast zdań - bulgot i
jęki goniące uwięzione powietrze.

o co chciałeś pytać, kogo, i cóż poza
zamkniętym, dal? jak w żeliwnym labiryncie
przepychani tęsknotą: błystki raz w tym
raz w innym miejscu. wynurzamy się

pośród słów, które niczym fale niszczą
wysłużone żebra. i jaka tam wolność!
kiedy tłum ciał podstępnie wzbiera
w zazdrosne rzeki zagarniając ląd

powodujące trzepot w snach
stanowczo zbyt płytkich by móc
zatrzymać rozchwiane kontynenty.
stąd też i dryft, kiedy słyszysz i nie wiesz,
czym jest jeszcze a czym już nie
niepewne bul bul bul.

 

 

system

 

rzekomo system opiera się
na wyobrażeniach a fakty są
jak suchary wrzucane w barszcz
- dodatkiem osiadającym na dnie
niczym rozmemłana niedziela
pod warząchwią następnego
tygodnia, który nas wymieszał
udając w ogóle i dokumentnie
nie zainteresowanego. no i tak;

syk wydostaje się spod brytfanny
zamiast ognia - zwodnicza projekcja
wsuwa się zygzakiem jak zaskroniec
w szczeliny między refleksjami;
moszcząc wygodne siedlisko
w znużonych głowach, woła:

chodźże już! wstąp
na występy skalne. będziemy
celebrować fatamorgany i piasek,
dośrubowywać przerdzewiałe wkręty
losu lub jeszcze lepiej; zganiać na zbyt
luźne podkładki z życia - zzzy zzzzzzzzy

- czy łzy rozpadają się w pogłosie
opadów; tego nie wiem, i nie znam
wszystkich teorii, choć niektóre wydają się
prawdopodobne, jak te o przystawaniu.
zatem się staję, rozdrażniony niczym
pozłocisty tabun szerszeni lęgnących się
pod zaimpregnowanym bierwionem
świadomy przestrzeni i tego, że korzeń,
chociaż wiotki; rozsadza
kamień.

 

 

 

KAMIL BREWIŃSKI

Baron Grafon von Mikrofon  - WIZJE EKSTATYCZNE II

A przyjdzie taki czas. Wyrosną mi wąsy kręcone
i czarne jak diabli, wtedy to, zakrzyknę, przemówię.
Lokaju ładuj naszą karocę, tak jak kierownik zmiany
bezwzględnie i wartko przemiel do niej ozorem
korzyści : więcej musisz znieść i podźwignąć, bowiem
na Warszawę wielką jak "Czarcia łapa" wraz z Baronem
ruszam. Po pięciokroć jak ten rym i palce przemiel do niej.  

Zapakujesz cały dobytek. Mikrofon srebrny jak kula,
co nawet bicie wampirzego serca szumem zakłóci.
Wszystkie tomiki poezji : Baran, Wencel, Zadura,
których ze względu na banał jeszcze nie zgłębiłem.
Dorzucisz jeszcze Podsiadłę, Dehnela - dwie skrzynie
ciężkie jak jasna cholera i niepotrzebne nikomu.

A przyjdzie taki czas pod drzwi rudery, którą
niechybnie wynajmiemy i przerobimy na muzeum figur
z wosku, tak by po nocnych wojażach ludzie nie czuli się
sami jak mosty w remoncie. Przyjdzie i powie, że
nazywa się Filip Golarz. Że czas wracać, że stolica
nie służy mojej wenie - wtedy mój drogi lokaju,
po prostu powrócimy jak piegi na twarz Barona Kleksa,

kiedy dzik jest dziki, dzik jest zły.

 

 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton