Cegła - Literatura - Proza - Poezja
********FAJNA FORMA FIRMOWEJ REKLAMY, KONTAKT: redakcja@magazyn-cegla.net - w ten sposób wspierasz literaturę**********
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #10

 
1) Cegła 10 - numer industrialny - info
fink
Odsłon: 1931, Komentarzy: 0
 
2) Dokumenty mające służyć za kanwę
Raymond Roussell
Odsłon: 1330, Komentarzy: 0
 
3) Jak
Tadeusz Pióro
Odsłon: 1328, Komentarzy: 0
 
4) Las
Agnieszka Wolny - Hamkało
Odsłon: 1532, Komentarzy: 0
 
5) wiersze
Mirka, Julia, Boguś Szychowiakowie
Odsłon: 1401, Komentarzy: 0
 
6) Teksty industrialne 1
Bierut, Podgórni, Weredyk, Gądek, Murowaniecki, Makowski
Odsłon: 1374, Komentarzy: 0
 
7) Teksty industrialne 2
Leniar, Pelczar, Witkowski, Reuter, Sławuski, Paluch, Kmieć, Sadulski, Nowosielska, Belej
Odsłon: 1502, Komentarzy: 0
 
8) Już "Po tęczy" - esesj o poezji Andrzeja Sosnowskiego cz.4
Karol Pęcherz (fink)
Odsłon: 1823, Komentarzy: 0
 
9) Korespondencja seryjna
Karol Maliszewski
Odsłon: 1426, Komentarzy: 0
 
91) The Battle of Seven Words
Zwycięskie teksty konkursowe
Odsłon: 1286, Komentarzy: 1
 
92) Wiersze z witryny
Pudełek, Pietrzyk, Wrona, Brzeziński, Appel, Kluska, Leniar, Saku, Konarska
Odsłon: 1956, Komentarzy: 1
 
7) Teksty industrialne 2

Leniar, Pelczar, Witkowski, Reuter, Sławuski, Paluch, Kmieć, Sadulski, Nowosielska, Belej

RYSZARD  PELCZAR

Ur. 4.05.1964 r. we Wrocławiu. Zodiakalny Byk.
Z zawodu sanitariusz. Wiersze pisze od ponad pięciu lat.
Należy do wiernych przyjaciół Saloniku Trzech Muz,
jest stałym uczestnikiem warsztatów literackich.
Wydał dotąd 4 tomiki wierszy:
"Motyle z moich snów" (2002), "Czekając na deszcz" (2004),
"Ogrody zapomnienia" (2005) oraz „Odwracam anioła" (2006).


 

 

* * * 

znów druga nad ranem
nie wiem co bardziej boli
nocne wstawanie czy sprzątanie pociągów
szybkobieżny
przepocone pończochy
zużyte prezerwatywy
butelka po likierze
nie trawię już tego syfu
może gdybym zawisnął w antyramie
odnalazłbym swoje miejsce w tym pociągu

znów korytarz kolejny skład
nie za szybko bierze zakręty nieważne
obracam ze znajomą butelkę likieru
dziury w jej pończochach nie robią już wrażenia
trawię go jak pies trawę
antyrama spadła
pierdolę tę robotę






siedząc w Gallo Nero 

knajpka przy Trzebnickiej
naprzeciwko kołowrotek jestem strzępem nici
która snuje się wokół koła póki się nie zerwie
naprzeciwko dzban gliniany trochę młodych pędów
i korzeń któremu młodość minęła
jestem jednym z nich (rośliny rzecz względna)
najrozsądniej żyć gdzieś pomiędzy poza gliną
naprzeciwko latarnia i tramwaj
oznajmiają ciszę

 

 

 

 

 

Przemek Witkowski

 ur. 17.01.1982. zły. klasycyzujący. brzydki. przyjaciel tytoniu. Kocha z wzajemnością Wrocław. Cośtam wygrywał, głownie jednego wiersza,  gdzieśtam bywał wyrózniony. Doktorant na Wydziale Nauk Społecznych U.Wr. Jego wiersze publikowano w Dreszczu, Pomostach, Cegle, Odrze, kwartalnikach RED i Tekstualia oraz na portalu Odry i Biura Literackiego. W tym roku jego teksty ukaza się również w "Tygodniku Powszechnym".

 

SEKSENHAUSEN

 

to dobre miejsce do umierania pocimy się

intensywnie ściany kleją się nam do skóry

mamy ciała niebieskie może sine wszędzie

silniki dieslowskie i kości przeznaczonych

na rzeź jakie smutne są te zwierzęta nie znają

nudy pęczniejemy od słońca połyka nas ziemia

i umieramy i jak na dziś wystarczy już wrażeń

dym ze zgaszonej świecy dym z zimowego

komina

 

 

Jerzy Reuter

Urodził się w 1956 roku, w Bieszczadach. Mieszka a Tarnowie. Pisze prozę i poezję, jak sam twierdzi, od dziecka. Pierwsze publikacje, to poezja i „Tygodnik Kulturalny” w 1977 roku. Ostatnio, proza i kwartalnik literacki „Portret”. Jest redaktorem działu prozy w kwartalniku literacko – artystycznym „Szafa”. Publikował w „Akcent”, „Portret” „Wyspa” „Szafa”, „Aspiracje”. Z początkiem roku 2007 ukazała się jego książka, zbiór opowiadań „Zdrada”.

 

 

   Bo ja robię, co chcę

 

     Człowiek robi kilka rzeczy w życiu, które musi. Cała reszta to wielka zbieranina marzeń, pragnień i egoistycznych dążeń. Jeden pracuje ciężko, bo praca uszlachetnia, a inny, wręcz odwrotnie, ma poczucie, że praca go degeneruje i siedzi sobie w domu. To, co musimy zrobić, to pewne czynności związane z fizjologią ciała, a ostateczną z nich jest śmierć. Oprócz tego, co musimy, nie musimy już nic więcej. Chyba, że się bardzo chce. Jeżeli słyszę, że ja coś muszę, to krew mnie zalewa, bo nikt nie pyta, czy ja tego chcę. A jak mówię, że coś robię tylko z własnej woli, to pukają się w czoło, albo uciekają w popłochu. Więc oświadczam stanowczo, ja nic nie muszę. Jeżeli coś robię, to tylko, dlatego, że tak chcę. Kropka.

   Mieszkam w bloku wielkim jak stadion. Sześćset mieszkań, sklejonych w wielkie pudło, przyciśniętych do siebie i obejmujących się wspólnymi ścianami, korytarzami, rurami i bóg wie, czym jeszcze. Blok jest jak konstrukcja ludzkiego ciała. Pełno tu jakiś połączeń, naczyń, które zamiast krwi niosą gaz, wodę i gówna. Blok, jako organizm, też musi umrzeć i on tylko wie, kiedy to nastąpi. Zachciało mi się wiele lat temu mieć dzieci i mam. Właściwie, to mam je mentalnie, bo juz dawno zatraciły się gdzieś w świecie. Pewnie tak chciały. Ja na pamiątkę posiadania syna, hodowałem jego córkę, którą kilkanaście lat temu zechciał spłodzić. Marysia miała lat dwanaście, była nad wiek wyrośnięta i przemądrzała. Żyło nam się całkiem dobrze. Robię, co chcę, czyli, nic nie robię, oprócz pobierania dobrej renty powypadkowej i czytania książek o magii. Kiedyś spróbowałem pracować i skończyło się to tragicznie. Zrobiłem to wbrew swojej woli i teraz mam. Coś mi się urwało w głowie i państwo mi za to płaci. Marysia miała rentę po matce. Jej rodzicielka wyparowała do atmosfery, czyli zmarła daleko od domu.

   Moja wnuczka, pomimo młodego wieku, posiadała już swój cień. No, właśnie, muszę to wyjaśnić. Każdy człowiek, w pewnym wieku dostaje cień. Ta smuga, ciągnąca się za takim osobnikiem, jest z pozoru niewidzialna, ale tylko z pozoru. Ja, po tym wypadku, widzę cienie i nawet z nimi rozmawiam. To od tych cieni dowiaduję się wiele o ich posiadaczach. Co robią, jak się zachowują w życiu, czy są prawi, czy nie. Staram się tych złych nawracać, ale z miernym skutkiem. Jednego, takiego, zbira blokowego, lałem kablem energetycznym dwie godziny, zanim mi poprzysiągł poprawę. Inną panią, co żyła, wiadomo z czego, przewiesiłem przez okno na trzynastym piętrze, ale była zbyt uparta. Skończyło się skokiem samobójczym – tak pisała prasa. Najgorsze w tym wszystkim jest coś innego. Cienie ludzi nawróconych pozostają ze mną. Muszę z nimi konwersować i pieprzyć o filozofii, o bogu. Cień Marysi rzadko przychodził do mnie i nie bardzo chciał rozmawiać. Widocznie jeszcze jej nie nawróciłem.

   Statystyka jest nieubłagana. W moim molochu umiera średnio jeden człowiek na tydzień. Wyliczyłem to sobie w skali roku. Smutne, ale jak już powiedziałem, jest to jedna z czynności obowiązkowych i ostateczna. Przyjdzie i na mnie taki tydzień.

   Od tych wyliczeń wszystko się zaczęło. Cień pani samobójczyni doniósł mi, że przed każdym zgonem, pojawia się na ścianie, przy drzwiach, dziwna strzałka namalowana czerwoną farbą. Jakby jakiś anioł śmierci zaznaczał miejsce swoich, przyszłych odwiedzin. Postanowiłem przeprowadzić śledztwo. O dziwo, cień Marysi zaofiarował swoją pomoc. Naprowadził mnie na trop, dając delikatną wskazówkę, bym zaczął od piwnic, gdzie blokowe małolaty, spotykają się w tak zwanym „klubie”. Sprawa zapowiadała się poważnie. Zaopatrzony w kawał kabla i latarkę zszedłem do katakumb betonowego pudła – bloku. Cień wnuczki prowadził. Doszliśmy do drzwi byłej wózkowni, które były pomalowane w różne dziwne znaki. Sklasyfikowałem je jako symbole szamańskie z domieszką woodoo, trącające lekko w symbolikę runiczną Druidów. Mój przewodnik podpowiedział mi, że to wizytówka i są tutaj zapisane jakieś dane. Zacząłem się bać. Kłódkę pokonałem przy pomocy szydełka do dziergania haftów. Wiele lat temu chciałem się tego nauczyć i posiadłem wielką wiedzę na temat otwierania kłódek różnymi przedmiotami.

   W pomieszczeniu ustawiony był wielki stół, może nawet płyta podparta, tworząca wielki blat, jak w plastycznej pracowni. Dookoła stało wiele puszek i pojemników z farbami. Ściany oblepione plakatami, tworzyły całkiem miły klimat. Cień zasugerował mi, bym dokładnie przyjrzał się owym malowidłom. Rzeczywiście, po chwili zauważyłem, że na plakatach są wymalowane znane mi postacie. To byli mieszkańcy bloku. Wszyscy już nieżyjący, namalowani byli w chwili swej śmierci. Pan spod szóstki, leżał między nogami kobiety i trzymał się ręką za serce. Pani Stanek z piętnastej klatki, siedziała na klozecie z szeroko otwartymi ustami, jakby się dusiła. Był też obraz, gdzie jakiś mężczyzna, wypycha przez okno kobietę, poznałem siebie. Przyjaciel wyjaśnił mi, że to są sceny prorocze i spełnione, a na przeciwległej ścianie są takie, co mają mieć dopiero koniec. Ku mojej zgrozie, byłem tam też ja. Ktoś namalował moją postać, leżącą na ziemi. Głowa była pęknięta i wystawała z niej kręta sprężyna, jak ze starej kanapy. Pozdzierałem plakaty ze ścian i ułożyłem na stole stos. Potem, polałem różnymi farbami łatwopalnymi. Wychodząc podpaliłem stertę.

   Zanim straż pożarna ugasiła ogień, wszystko spłonęło i dobrze. Doskonale wiedziałem, że nie pokonałem do końca diabła, że jeszcze da znać o sobie. Marysia skwitowała to wszystko jednym zdaniem. „Jesteś już trupem, stary dziadygo”, tak mi powiedziała. Wieczorem zauważyłem czerwoną strzałkę przy moich drzwiach. Zamalowałem, a właściwie przemalowałem ją i skierowałem na drzwi sąsiada, tego, co mi kiedyś nie pożyczył dziesięciu złotych.

   Siekierę wyostrzyłem pilnikiem, a potem wygładziłem marmurem. Ciąłem tak, by szybko zakończyć. Diabeł nawet nie kwiknął. Kto by pomyślał, że normalny człowiek ma wnuczkę szatana. Niczego nie żałuję. Może tylko wizyt moich przyjaciół cieni, bo po tych zastrzykach, jakoś ich nie widzę. To wszystko, co mam do powiedzenia, panie doktorze. Idę teraz spać i proszę mnie nie budzić przed kolacją.

 

Macko Sławuski

czyli SlawusPolonus poszukiwany jako Artysta Terrorysta gdyż to malarz NIEpokojowy!

Urodził się w 1677 r.w BoleSlawcu, ukończył Architekturę na Politechnice WroSlawuskiej,

a więc perspektywę i światło ma w jednym palcu, lecz pewnego dnia dochodzi do wniosku, że wszystko to jest złudzeniem i zaczyna malować prawdziwie, swój świat realny, bez fałszywej warstwy, jaką jest głębia. Pod profesurą: Dürera, Van Gogha, Picassa, Michała Anioła, Rembranta, Salvadora Dali, Bruegla, Boscha, Levitana, R. Horowitza, Blake'a, Starowieyskiego, Beksinskiego, Nikifora, Czarneckiej, Smisa ...... dochodzi do własnego stylu tworzenia: „ANATOMIE"

 

 

SLAWUS POLONUS

                                                      Stany

 

                                               Usypują świat

                                                   MAK gównem

                                                     planują nakarmić

                                                                    .... księżyc

 

 
http://www.slawuspolonus.art.pl/poeta/stany.htm

 

                                                       Księżyc

 

                                                      ...tu jeszcze 

                                                             MAK

                                                           nie zakwitł

 
http://www.slawuspolonus.art.pl/poeta/ksiezyc.htm

 

 

 

 

        Maszyna

 

 

                 Nie ma bardziej skomplikowanej,

                 nie wiadomo jak ją obsługiwać,

                 nie napisano instrukcji,

                 nie dano również gwarancji, że działa

                 nie można jej wyłączyć...

 

 

 

http://www.slawuspolonus.art.pl/poeta/maszyna.htm

 

 

 

 

Krawcus

czyli stosunek człowieka z maszyną

 

nagie nogi popędem 

                              nici z głowy

                                   igła...

                                     góra        góra       góra

                                              \    /        \    /       \

                                               dół          dół        dół

 

                                    NAGOŚĆ UBRANA !!          

                                          oni nie używają naparstka

 

 

 

 

http://www.slawuspolonus.art.pl/poeta/krawcus.htm

 

                                

                                 Zagłębius

 

                                  Kopalnie

                                     gwałcą

                                        matkę Naturę

                                                           ...ORGIAAAAAA !!!

                                            w zagłębiu duszy

 

 

http://www.slawuspolonus.art.pl/poeta/zaglebius.htm

 

                                                  

                                   Moja fabryka Kwiatów

 

                                                 w kwiecie

                                                             myśli

                                                  truskawki

                                                         we mgle

 

 

 

 

http://www.slawuspolonus.art.pl/poeta/fabryka.htm

 

 

Justyna Paluch 
ur. 4 grudnia 1975 roku we Wrocławiu, dokładnie 100 lat po
narodzinach Rainera Marii Rilkego, co zupełnie nie ma wpływu 
na jej pisanie. Pracuje w III LO we Wrocławiu jako nauczyciel – 
bibliotekarz. Prowadzi tam również Grupę Poetycką
„HURTOWNIA” — http://www.hurtownia.lo3.wroc.pl/. 
Współpracuje na polu literatury i fotografii z „Salonikiem Trzech Muz”. 
Drukowała w „Odrze”, „Akancie” i „Cegle”, 
jest laureatką kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich.

 

 

Rusztowania

 

 

po wizycie u dentysty

uwiera mnie wyobrażenie

o prawidłowym ustawieniu żuchwy

może wytrzymam to całe widzimisię

a potem wyrwą dwie dolne czwórki

i będę miała swoją ósemkę na szczęście

44 ponoć najmniej potrzebne uzębieniu

 

wokół same rusztowania

na międzymościu wieczorem ustaje kurz

i to całkiem pocieszające podczas gdy od rana

kurze okolicznych remontów uwierają  płuca

słońce zalewa krew

i drga wcale nie lekko w okolicach mostka

 

na Warszawskim delektuję się bólem

katharsis jest jak wąż albo hiena

drażniący zapach karetki

 

dzisiaj kupiłam białe perfumy i białą herbatę

uśmierzam

wszystko się zgadza

dość płytki oddech i biały dym

wieczorami chowam się za komputerem

na drodze do mnie uwiera cię miasto

którym na wejściu przekłuwasz mi wzrok

 

 

 

 

 

16 września 2006

 

 

 

Marika Kmieć

ur. 14.05.1985 r. w Sieradzu, studentka pedagogiki na Uniwersytecie Wrocławskim, związana z kołem literackim „Anima” w Sieradzu. W 2007 r. wydała tomik poezji „Balkon”.

 

 

z wieżowców nie spada się lekko 

 

 

z wieżowców nie spada się lekko

trzeba pokonać opór powietrza

siłę woli przetrwania i mgłę

 

wieżowce bywają zdradliwe

można się zgubić po drodze

opaść na gałęzie drzew

i zahaczyć nową spódnicą o antenę

 

z wieżowców nie spada się lekko

zwłaszcza kiedy powietrze ciężkie

ciśnienie skacze

a w oczy razi dzień

 

chodź poszybujmy

na wietrze przed snem

 

 

 

 


 

 

*   *   *

 

zegary na torach peronach

 

pociągi ludzi puste

rozmowy pospieszne

znikają w dusznych przedziałach

stukocie kół ciężkich ołowiem

 

spójrz

jesteś tylko przejazdem

 

 

 

Bartosz Sadulski

 

ur. 1986 w dniu urodzin Rafała Wojaczka. Publikował w Red., Szafie literackiej, Negatywie i antologii "Poeci z sieci". Od 2005 mieszkaniec Wrocławia. Miłośnik urody wrocławianek.

 

Wasal 

 

od tej pory każdy wiersz gdzie miasto popiół
i rzeka nie będzie mój zastąpisz najpierw ojca
potem matkę drugą miłość jeszcze przed pierwszą
będziesz chrzestnym moich dzieci poprowadzisz

za rękę przez lasy pełne dzikich i bagna bez wyjścia
będziemy wydobywać siarkę i szybko się wzbogacimy
odziani w skóry zwierzęce będziemy rządzić polaną
na której grzyby może zioła i najmniejsze robactwo

będą naszym królestwem żadne kobiety ani media nie będą
nas niepokoiły postawimy własne miasto z siarki i rosy w niepodległej
republice poezji wygrasz wolne wybory zostaniesz prezydentem

ocalisz język przed trądem wyborcy wzniosą ci pomniki
każda ulica nosić będzie imię tomasz ominiesz rewolucje

idąc po spaczonym mgłą brzegu unosząc dłonią stan wód

 

 

 

 

uk

 

czyli królestwo zjednoczone na czas spojrzenia

rozciągające się od okna prawie do rzeki za którą
nie ma podobno nic a nic to kusząca perspektywa

dla odkrywców takich jak my pozbawionych skrupułów

lecz znających topografię swojej ojczyzny gdzie

najwyższa góra to tylko scenografia na czas pobytu

 

stolica przekładana z miejsca na miejsce we fragmentach

niezrozumiałych cytatach i wyjątkach potwierdzających
brak reguł w lokalizacji miast przyniesionych w bagażu  
i rozrzuconych niedbale jak ubrania

 

w zjednoczonym królestwie kolorów rzeczywistość będzie
tam gdzie my i poza płcią nie będzie granic wszystko

zarośnie trawa która zakryje rzekę i kiedy przejdziesz

na drugi brzeg zobaczysz jak za tobą zamyka się las

 

 

 

 

 

 

 

 

Marta Nowosielska

 

 

gdzieś zgubiony tytuł, ale ‘coś w pośpiechu’

 

dzisiaj jest piątek, a ja kocham koniec tygodnia.

wreszcie mogę zrobić ci śniadanie lub wyjść

na spacer z rana, kiedy ty grasz na fotograficznych

sepiach czy gdy lepisz kolejny plac zabaw?

 

nie łykam kolejnych tabletek jak weronika p.coelho

to nie condicio sine qua non by radzić sobie

w ekstremalnym natężeniu szesnastoletniej historii.

wdech nosem i wydech ustami zagryzanymi

 

w napływach zazdrości. w siedem minut napisany

wiersz, paznokciami, spod których zamarza ostatni

deszcz, złapany w biegu do autobusu 128 (codziennie

się spóźniam i zapominam kluczy do twojego domu.)

 

potem tylko podgórnik i ihan zostaje do poczytania

oraz liczenie napisów na ścianach. niezręczna cisza.

zgiełk w linii komunikacji miejskiej.

ktoś wysiada na dzień dobry i do widzenia.

 

 

 

Лесь Белей                                              Leś Belej

(rocznik1987) Urodziłem się w Użhorodzie (Zachód Ukrainy). Studijuję we Wrocławiu anglistykę, lubię poezję. I to tyle, na razie, mogę o sobie powiedzieć. 

 

            klaustrofobia     

klaustrofobie

w jakich zamieszkali

nasze ciała

przyciskają nas do ścian

 

klaustrofobia

w pokoju

ulicy

mieście

kraju

świecie

 

suchy szary

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton