Miejsce: Pokój bez klamek
Osoby ( i nie tylko):
- Świr
- Ściana z którą rozmawia Świr
- Chór zapijaczonych pielęgniarzy
( Szczególnych zaleceń co do dekoracji nie ma. Łóżko, stół, krzesła, ściana. Jeśli chodzi o dobór aktora, to również specjalnych wytycznych nie ma, ale jego ogólna aparycja winna wskazywać na niedowład umysłowy)
Akt 33 (Pierwsza miłość)
( Świr siedzi przed ścianą i mówi )
- Ściana z którą rozmawia Świr.
. . . . . .
- Świr
Tak, tak. Pobyt w domu wariatów nie jest najpopularniejszym sposobem spędzania wolnego czasu. Troszczy się o to obecna w każdym szpitalu siostra przełożona [Świr spluwa z odrazą]. Ten niski , gruby i nad wyraz upierdliwy babsztyl, stara się byśmy poczuli się jeszcze bardziej jebnięci niż rzeczywiście jesteśmy.
- Chór zapijaczonych pielęgniarzy [ledwo stojących] Prawdę rzeczesz przyjacielu miły... Daj nam wina!
- Świr [ nie zwracając uwagi na leżący już pod ścianą chór ]
Osobiście uważam, że pogarszający się stan niektórych z moich
współ-świrów to właśnie jej zasługa. Nawet całkiem normalny facet dostałby zajoba gdyby co noc musiał kopulować z tym pieprzonym potworem [ Świr spluwa z odrazą ].
W sąsiednim pokoju mieszka jeden z jej wybranków. Każdej nocy słyszę stamtąd najpierw ciche, kastrackie – NIE – świra, a po tym następuje cios w mordę debila, który zadaje, oczywiście, ogromna jak bochenek chleba z pięcioma serdelkami, łapa oddziałowej. Uwieńczeniem tych igraszek jest głośne sapanie oddziałowej co powoduje u mnie odru... [ Świr rzyga]
. . . . . .
Poza tym wszystko jest O.K [ Wycierając usta]
Akt 69 ( „ Life is beauty, life is the best”)
[ Świr nadal siedzi przed ścianą i mówi ]
- Ściana z którą rozmawia Świr.
. . . . . . i . . . . . . ?
- Świr
Tak... jeśli chodzi oto, to odkąd pamiętam zawsze chciałem być dorosłym. Świat rozwrzeszczanych bachorów biegających po podwórku w ogóle mnie nie pociągał. Ich durnowate i pozbawione sensu zabawy powodowały że chciało mi się najzwyczajniej rzygać!. Nienawidziłem ich do tego stopnia, że przez tydzień, czasem dwa, nie wychodziłem z domu. Dopiero gdy ojciec kolejny raz groził mi [ zawsze wtedy to robił ], że w końcu pójdzie ze mną do psychiatry, a ten zamknie mnie u czubków, wychodziłem na krótki spacer po parku. Wracając po godzinie, zakradałem się do pokoju i spędzałem tam kolejne dni do czasu następnej awantury.
- Chór zapijaczonych pielęgniarzy.
[ Śpią, chrapiąc tak głośno, że zagłuszają Świra ]
- Świr [ stara się nie zwracać uwagi na chór, ale mu to nie wychodzi ]
Tak na marginesie to ojciec bardziej nadawał się do świrów niż ja, ale cóż on był dorosły i to on był szefem. To była właśnie jedna z rzeczy, która pociągała mnie w dorosłości. Ona oznaczała władzę, niezależność, możność robienia tego na co się miało ochotę. Nikt już nie mógł straszyć cię domem wariatów i lekarzami. Byłeś duży i miałeś wszystko w dupie!.
Co do moich rówieśników to pogarda, którą miałem dla tych piszczących świrów bawiących się w piaskownicy przed blokiem, często przeradzała się w agresję i prowadziła do bójek. Nie wyobrażasz sobie jaka to przyjemność walić w mordę takiego gówniarza, depcząc przy tym jego babki z piasku, które budował z takim entuzjazmem. Nie ma nic przyjemniejszego! No oczywiście prócz bycia dorosłym (tak wtedy myślałem).
- Chór zapijaczonych pielęgniarzy [ przez sen ] Przegrałeś !!!
- Świr [ podkurwiony że aż ]
Nie muszę chyba mówić (ale powiem), że moje zachowanie wkurwiało ojca i separowało mnie od dzieciaków. Mnie to nie przeszkadzało, ale rodzicom było głupio, że mają syna debila. Ja tak o sobie wtedy nie myślałem, ale oni za pewne tak. Niestety nie mogłem poświęcić swoich ideałów i zacząć zachowywać się jak inne dzieci. Szczać do piaskownicy myśląc, że nikt tego nie widzi. Nigdy! Lepiej mieć opinię debila niż obszczymurka.
Kiedyś ojciec, po kolejnej bójce, wlał mi przy wszystkich dzieciakach na gołą dupę! Nienawidziłem go wtedy jeszcze bardziej niż na co dzień, ale wiedziałem, że nic na to nie poradzę bo no był dorosły, no i mój ojciec.
(Ale kurwa, żebym tak mógł to...)
Przysięgłem sobie wtedy, że nigdy nie zniżę się do poziomu tych niechcianych, zabłąkanych plemników, z których wyrosły te jebnięte istoty, a ojcu powiedziałem, żeby sam szedł do wariatów, bo mnie tam nigdy nie zobaczy.
- Chór zapijaczonych pielęgniarzy [ z ironią i śmiechem ]
Uuu ! Nie udało się jednak?!
- Świr [ wkurwiony na max’a, mówi przez zęby ]
Kiedy dorosłem, ci których nie nienawidziłem również stali się do-ro-sły-mi! Nie przewidziałem tego! Myślałem, że będę mógł powiedzieć: PATRZCIE KUTASY JA JESTEM DUŻY A WY NIE!
Niestety tak się stało. Szkoda tylko, że zorientowałem się tak późno. Dotarło do mnie, że muszę gdzieś uciec, schować się by uwolnić się od NICH. Dlatego tu jestem. To był jedyny sposób. Dzieciństwo => Dorosłość => Dom wariatów. Taka kolej rzeczy. Tutaj każdy jest gdzie indziej, we własnym kręgu. Gówno ich obchodzi kim jestem, co zrobiłem, dlaczego... Mogę być sobą. Tylko ta przełożona! [ Spluwa z odrazą ]
KATHARSIS
- Chór zapijaczonych pielęgniarzy
Oj biedaczku, a jednak tatuś miał rację...!
- Świr [ rzuca się na chór kopiąc ich, plując, wyzywając itp. Itd. ]
[ Kurtyna opada w tym momencie jeśli to wersja cenzurowana, jeśli nie to widz winien mieć możliwość obejrzenia do końca ekscesów Świra]