Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #1

 
fink
Boska komedia 2000
Odsłon: 2985, Komentarzy: 1
 
Fink
Jaskinia
Odsłon: 2082, Komentarzy: 1
 
Fish
Cień pod murem ulicy
Odsłon: 2039, Komentarzy: 3
 
Fish
Sekciara {ta, która nie chciała}
Odsłon: 1142, Komentarzy: 2
 
Fish
Wywiad ze Świrem pisany lewą ręką
Odsłon: 2162, Komentarzy: 1
 
Gustaw Gustawson
List
Odsłon: 2012, Komentarzy: 0
 
Joanna
Dziewczyna z porcelany
Odsłon: 2332, Komentarzy: 1
 
Joanna
Wołanie o radość
Odsłon: 2194, Komentarzy: 0
 
Linek
Leśny koncert
Odsłon: 1958, Komentarzy: 0
 
Linek
Sen
Odsłon: 1952, Komentarzy: 0
 
Linek
Sonet kulejący
Odsłon: 1940, Komentarzy: 0
 
Linek
Zmierzch radości
Odsłon: 1884, Komentarzy: 0
 
Melchior P. Feste
Brzuchomówca
Odsłon: 2083, Komentarzy: 0
 
Melchior P. Feste
Na żywo
Odsłon: 1826, Komentarzy: 0
 
Melchior P. Feste
Ocalenie
Odsłon: 1839, Komentarzy: 1
 
Mihor
Chcę być wilkiem
Odsłon: 2075, Komentarzy: 1
 
Mihor
Kultura i sztuka
Odsłon: 1996, Komentarzy: 3
 
Mihor
My
Odsłon: 1954, Komentarzy: 1
 
Mihor
Ryby
Odsłon: 1878, Komentarzy: 2
 
Melchior P. Feste

Na żywo

 

 

 

Cisza.

Głęboka czerń ciszy.

Jakby strzęp powstrzymywanego oddechu, urwany nagłym rozbłyskiem. Zwiastunem nadciągającej burzy.

Albo nie; nie będzie burzy, owo migotanie niech pochodzi od przemieszczającej się w czerni halogenowej lampy.

Dyskretny poszept w ciszy, wrastający w gwar wyłaniających się z niej głosów. (Ten monotonny dysonans, powoli splatający dźwięki w materię pieśni, sugerować ma możliwość rozpoznania drobnych, nieprawdopodobnych w swej wielości substratów  pozornie znanej każdemu rzeczywistości.)

Rozbłysk, raz za razem.

Dźwięki muzyki hipnotyzują, wchłaniają w trzewia niezgłębionej, ciemnej przestrzeni. Stopniowa koncentracja ogniska światła  wyprzedza nadciągającą odmianę, wraz z potężniejącymi dźwiękami  zdaje się wołać: niech się stanie...

Tam, gdzieś w dole, zakapturzona postać wznosi dłonie ku światłu; natchnionym gestem zdziera długą szatę z... ale gdzież on się podział? Zdecydowanie, przejście w  crescendo ... Przestrzeń wypełnia światło, uwydatniając fakturę zalegającego popod wielką piramidą piasku... interwał, piano... nuty pieśni ‑ powiedzmy, Carmina Burana - wykładają delikatny chodnik pod lotne stopy krystalizujących się, dźwięcznych słów... Ach tak, słów... Niech jednak pojawią się wcześniej, wraz z wizualizacją, nie pozwalając przeoczyć żadnego kadru...Niech umocnią tą konstrukcję, niech zdominują zaintrygowane umysły, tak, niech opływają je nieprzerwaną strugą...

...Lgnąc ku darom codziennej egzystencji, zażywając ciepła emanującego z kształtujących cię, ludzkich przyjemności często bezwiednie przechodzisz obok świadomości istnienia trudnych i niebezpiecznych czasem, rzucanych przez świat wyzwań... wielka piramida, na rozkaz stojącego pod nią mężczyzny rozpływa się w niebycie...sploty dźwięków zaciskają się w nerwowe crescendo... Wielkie zmaganie z tajemnicami istnienia, stawianie czoła niebezpieczeństwom i pułapkom losu, stałe przełamywanie wyrastających w nas i przed nami barier... w miejscu piramidy pojawia się postać skoncentrowanego fakira, w skupieniu zalegającego na materacu ognia; po chwili unosi się w lewitacji i - fortissimo! - eksploduje tysiącem różnobarwnych balonów! ... , Na szczęście nikt nie wymaga od ciebie tak spektakularnych dokonań, i, zamiast zmuszać się do bycia odkrywcą, magiem, bohaterem, zamiast kłaść swoje życie na szali losu, możesz popatrzeć, jak robią to inni...Ekstatyczna, rozpędzona kompozycja sekunduje teraz zmieniającym się prędko kadrom: obrazy przekuwanych w rozmaitych miejscach ciał, zmagających się ze wściekłymi bestiami osiłków, wzywających na ciemnym cmentarzysku duchy przodków, wprowadzanych w trans, spacerujących po ogniu - zawirowują, odkształcają się w morze barw... dzięki stworzonemu specjalnie dla ciebie, specjalnie dla wszystkich państwa programowi - apogeum dźwięku, na ekranie tryumfalnie materializuje się neon- NA ŻYWO!!!

  Dlatego też, dzisiejszego wydania opuścić państwo nie mogą, albowiem zaprezentujemy w nim coś, czego nikt jeszcze, w żadnym innym programie, w żadnej stacji telewizyjnej, nie widział. To, jedyne w swoim rodzaju, wykonane przez światowej sławy Kolumbijczyka, Miguela Onto  widowisko, zobaczycie państwo jedynie w programie - fanfary -                         

 

NA ŻYWO!!!

 

[ aplauz ]

 

*                      *                    *

 

-   Za kwadrans zaczynasz.

      Nie poruszył się, nie zauważył wcale jego obecności w niewielkim pokoiku. Wpatrzony w sobie tylko wiadomy obraz, nie dostrzegał także całkowicie już spopielonego papierosa, tkwiącego między palcami przy ustach, który, gdy tamten szarpnął go delikatnie za ramię, osypał jego równo przystrzyżoną brodę brunatnym popiołem. Nie zauważywszy także tego, nagle wyrwany z zadumy zagadnął menadżera:

-   Co się stało, Piotrze? Ile mam jeszcze czasu?

-   Właśnie przed chwilą powiedziałem: piętnaście minut do wyjścia. Przyszedłem sprawdzić, czy niczego ci nie brakuje.

-   Mmm...- mruknął, spoglądając na wciąż trzymany przez siebie przypalony filtr - po chwili odrzucił go niedbale i zapalił następnego z leżących na komódce obok papierosów - powiedz, Piotrze, jak to się prezentuje?- rzucił nagle, a następnie  wykonał rękami kilka szybkich, elastycznych ruchów, jakby chciał opędzić się od atakujących go natrętnych myśli.

-   Cudownie, ekipa świetnie wywiązała się ze swoich zadań - jak zwykle menadżer trafnie odgadł intencje Miguela - właśnie zakończyli przegląd kamer w twojej celi, wszystko jest  dopięte na ostatni guzik - twarz artysty, zwykle żywa i niewiarygodnie - z czego zresztą słynął w szerokich kręgach - elastyczna i ruchliwa, teraz zastygła z wyrysowaną na niej głęboką zadumą. Osobliwie licował z nią pokrywający brodę marny, szary popiół. Piotr  powstrzymał się od komentarza. - Do transmisji - kontynuował- użytych zostanie trzydzieści siedem kamer, każda odpowiedzialna za przekaz z innego odcinka i innej perspektywy, z czego osiem będzie utrwalało z różnych ujęć mimikę twarzy - zakończył tryumfalnie, oczekując na oznakę aprobaty.

    Mistrz jednak nie zwracał na niego uwagi, znów zatopiony w nurtujących go rozmyślaniach; wyrwało go z zadumy dopiero nagłe  uderzenie orkiestry dobiegające zza ściany, po którym znów przeniósł rozwodnione spojrzenie na twarz wiernego impresaria.

-   Słuchaj, Piotrze - lekko, jakby potknął się, zadrgał mu głos - czy już tam są?

-   Masz na myśli swoją żonę i córkę, prawda?- wierny przyjaciel znał ogrom łączącego te trzy osoby uczucia. Wiedział, iż Miguel za nic nie wystąpiłby dziś, gdyby do studio nie zaproszono Monicy i Edy, że nie zrobiłby nic, gdyby nie widział przed sobą kochanych twarzy - Oczywiście - odparł - obydwie zajęły już swoje specjalne miejsca w studio, i wiesz co? Obie, bardzo wzruszone, przyniosły ze sobą ogromne bukiety kwiatów, a po skończonym...

-   Dobrze, dziękuję ci - nerwowo przeczesał lśniące brylantyną włosy, i niesamowitym dla niego, łamiącym się głosem, dodał - Czy mógłbyś mnie teraz zostawić samego? Potrzebuję chwili skupienia - wyjaśnił, widząc urażone spojrzenie starego druha. Znając go nie od dziś, znał także osobiste emocjonalne zaangażowanie, jakim obdarzał każde, nowo podejmowane przez niego wyzwanie; wiedział o nie opuszczającym go od miesięcy napięciu, spowodowanym troską tak o osobę artysty, jak i o powodzenie monumentalnego przedsięwzięcia. Wprawdzie z jego strony wszystko wyglądało na przygotowane, jednak, zważywszy na to, iż był to numer - mmm - premierowy, przed tak wielkim audytorium... Stacja TV przewidywała tego wieczoru olbrzymią oglądalność, dołożyła też wszelkich starań aby sprawy techniczne nie zawiodły, więc jakiekolwiek niepowodzenie nie mogło wchodzić w rachubę...

     Wykonał przed lustrem kilka prostych, rozluźniających mięśnie ćwiczeń, zrzucając przy tym pokrywający brodę popiół. Jak zwykle, bezpośrednio przed wyjściem na scenę odczuwał dręczące go napięcie, tym razem uzupełnione o niejasny, natrętny wyrzut...Aby wyglądać na scenie bardziej przekonująco i naturalnie, postanowił nie zażywać awaryjnej pastylki - zamiast niej zapalił następnego papierosa. Nagle zamarł...Spoza ściany dobiegło go skwitowane burzą oklasków wezwanie, a równocześnie w drzwiach pojawił się Piotr.

-   Co ty tu jeszcze robisz?- zakrzyknął, w najwyższym już stopniu podenerwowany - dłużej nie możesz pozwolić im czekać!- Po czym, przytrzymując na krótką chwilę dłoń wychodzącego w pośpiechu Miguela, z błyskiem w oku dodał - Powodzenia.

  A gdy ten zniknął już  w korytarzu prowadzącym do miejsca, gdzie tak pilnie go oczekiwano, wyszeptał w zamyśleniu

-   i do zobaczenia ...

 

*                      *                    *

    W centralnej części sali ustawiono makietę więziennej celi. Zza maleńkiego, zakratowanego okienka spozierała wyjątkowo dziś naturalna twarz księżyca; pomiędzy utrudzonymi, pooranymi strumyczkami wody kamiennymi murami, na środku pomieszczenia oczekiwała na gościa solidna, dębowa płyta.

   Miguel ułożył się, dbając o dokładne dopasowanie ciała do wyżłobionych w drewnie  konturów, zaś dwaj asystenci opasali jego członki, korpus i kark mocnymi, skórzanymi pasami. Wreszcie odetchnął z ulgą. Teraz, skoro już został przypisany temu miejscu, wszystko musiało potoczyć się tak, jak należało. Odetchnął, po czym rozejrzał się po sali; wprost przed sobą zobaczył dwa, obłędnie napięte i wzruszone oblicza; usta, szepczące coś, zapewne modlitwę, niezbyt zdecydowaną kogo, ani tez o co prosić, i rękę rozkwitającą bukietem wdzięcznych kwiatów, i spragnione już obiecanej rozrywki rozemocjonowane postaci przystojnych pań i panów...Zacisnął powieki, nie chcąc się rozpraszać drogim sercu widokiem. Wiedział, iż na wielkich telebimach ustawionych po obu stronach celi kobiety będą mogły dokładnie prześledzić wszelkie ruchy jego oczu, grę mięśni twarzy, ramion, także nóg, wreszcie całego ciała... podobnie jak miliony telewidzów, wygodnie usadowionych w swoich fotelach.

       Patrząc w źrenicę zwieszającego się nad nim oka (kamery nr 7, zbliżenie an face), kolejny raz uświadomił sobie wagę dokonywanego właśnie przez siebie czynu. Cóż, pomyślał, o ile wszystko pójdzie po mojej myśli, już za kwadrans zrobię to, do czego przygotowywałem się od tak długiego czasu, że w zasadzie wydaje mi się już widowiskiem starym i przebrzmiałym; jednak wiem, że to tylko moje osobiste odczucie, w rzeczywistośći nie poparte niczym . Nie było do tej pory nikogo, kto ważyłby się dokonać tego samego; a jeśli nawet, to z pewnością nie na oczach tysięcy, milionów; z pewnością zresztą gdzieś, w kamiennym zaciszu,  znalazłby się człowiek, jednak nikt by nie zobaczył, nie docenił – a więc nie byłoby go naprawdę, tak jak mnie, który leżę teraz na oczach świata; na oczach, które uniosą mnie później ponad rzesze zwykłych, nieznacznych poza obrębem swego fotela, na oczach, które wyniosą mnie ponad mnie samego...przypomniał sobie – jak zawsze przed występem – niski, karłowaty wiąz z tyłu domu, i gałąź z siedzącym na niej chłopcem, podmuchy szarpiącego nim wiatru i jego pobrudzoną, poszarpaną odzież; chłopiec rozcierał obolałe ramię i  uparcie wpatrywał się w ziemię, zerkając czasem na zgromadzoną opodal czeladkę dzieci. Dzieci, podekscytowane, pokrzykiwały zachęcajaco, i po chwili, kiedy wykorzystując siłę skoncentrowanej jaźni  uniósł się ponad poprzeczkę gałęzi i zawisł wyprężony nad ich głowami, rozwrzeszczały się w zachwycie. A później, kiedy zetknął się z bólem? Czyż nie otoczyły go kołnierzem uśmiechów?... czy też niejasne wspomnienie drwiny i upokorzenia, które nagle napełniło go goryczą nie wypłynęło z tych właśnie, wcale nie przyjaznych twarzy,  czy nie podsunęło obrazu oddalających się pleców...

      Ocuciła go dramatycznie potężniejąca muzyka, wyłaniająca się z dobiegających zewsząd tajemniczych szeptów, nadająca złowrogiego charakteru natrętnemu wrażeniu, które opadło go wraz z przebudzeniem; wrażeniu czyjejś obecności w celi. Oto jeden z asystentów, na oczach ludności całego niemal świata (program emitowany przez 47 stacji z każdego zakątka globu) zbliżał się do niego, dzierżąc w ręku połyskującą srebrem tacę (ujęcie z kamery 24, plan ogólny) z trudnymi do odróżnienia, choć wyraźnie się na niej odznaczającymi konturami intrygujących kształtów. Asystent pochyla się nad leżącym i przez moment jedynym wyraźnymobrazem, jaki podenerwowani widzowie mogą zobaczyć są jego plecy; po chwili widoczność znacznie polepsza się i można rozpoznać już podłużny, szklany pojemniczek z tłokiem leżący obok drobnych jakichś przedmiotów na tacy (kamera z góry, nr 19).Rzut oka na skupioną, pełna ciepła i zadumy twarz artysty (przejście z lewego profilu, nr5, na ujęcie ogólne twarzy,17) a następnie ręce pochylonego nad nim mężczyzny oderwą się od tacy, powoli, jakby w zwolnionym tempie (ze względów, rzecz jasna, widowiskowych) będą zbliżać się do naprężonego, przepasanego rzemieniem przedramienia, by wreszcie zatopić lśniący szpic w nabrzmiałej żyle (kolejne, szybko po sobie następujące ujęcia z trzech kamer: 28, 29, 36) artysty, i (obraz przenosi się na zbliżenie twarzy, 31, i oczu, 13) wtłoczyć w nią zawartość strzykawki.     [okrzyki zgrozy]

    Teraz  już, przez  szkło telebimu, a także milionów domowych odbiorników,  widzowie mieli zacząć delektować się obrazem sytuacji: począwszy od  szybkich, nerwowych skurczów targających śmiesznie chudymi i kościstymi stopami i odchylających je w zabawnej symetrii (czyż nie tak, jak robił to Charlie Chaplin, król humoru w którymś ze swoich filmów? – czy też może był to kto inny?), przez nieregularny, jak gdyby opętańczy taniec dłoni, przebierających dziko palcami, układających je w fantastyczne czasem konfiguracje – trudno uwierzyć, że ktoś mógłby tak rozcapierzyć palce bez ryzyka wyłamania ich ze stawów        [pomruk uznania],   przez przekomiczny – pomimo zaciśniętych pasów – taniec brzucha, artysta zafascynował wszystkich swym rzeczywiście nieprzeciętnym talentem mimicznym: karykaturalnie nadymając twarz, niby ogromną, prawie do tego przezroczystą ropuchę, rozciągając ją – rzecz jasna, twarz – w osobliwej dysharmonii, jak w żywym kubistycznym portrecie : zmieniając wzajemne położenie oczu, nosa – płaszczącego się i rozdymającego , niesamowicie rozwartych ust, komicznie podrygując mięśniami policzków, prezentując całą gamę grymasów, od rozdzierającego smutku po wściekłą radość. Jednak najbardziej pociesznymi były chyba oczy mężczyzny, wirujące w niesamowitym tempie, pragnące wyskoczyć ze zbyt ciasnych i mało dynamicznych oczodołów   [śmiech ], doprowadzające szalejących widzów swym otwartym wyrazem bezbrzeżnego zdumienia do ekstazy.

     Na koniec, kiedy publiczność zdradzała już objawy niejakiego zmęczenia –naprawdę ciężko jest wytrzymać taki ładunek rozsadzających emocji - artysta, jakby z przekory, na nieprawdopodobną (naprawdę!) długość rozwinął dziwnie siny język.

Po czym umarł.

Na żywo!!!

 

[oklaski]

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton