Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #1

 
fink
Boska komedia 2000
Odsłon: 2987, Komentarzy: 1
 
Fink
Jaskinia
Odsłon: 2084, Komentarzy: 1
 
Fish
Cień pod murem ulicy
Odsłon: 2040, Komentarzy: 3
 
Fish
Sekciara {ta, która nie chciała}
Odsłon: 1142, Komentarzy: 2
 
Fish
Wywiad ze Świrem pisany lewą ręką
Odsłon: 2164, Komentarzy: 1
 
Gustaw Gustawson
List
Odsłon: 2013, Komentarzy: 0
 
Joanna
Dziewczyna z porcelany
Odsłon: 2335, Komentarzy: 1
 
Joanna
Wołanie o radość
Odsłon: 2196, Komentarzy: 0
 
Linek
Leśny koncert
Odsłon: 1961, Komentarzy: 0
 
Linek
Sen
Odsłon: 1953, Komentarzy: 0
 
Linek
Sonet kulejący
Odsłon: 1943, Komentarzy: 0
 
Linek
Zmierzch radości
Odsłon: 1887, Komentarzy: 0
 
Melchior P. Feste
Brzuchomówca
Odsłon: 2086, Komentarzy: 0
 
Melchior P. Feste
Na żywo
Odsłon: 1826, Komentarzy: 0
 
Melchior P. Feste
Ocalenie
Odsłon: 1841, Komentarzy: 1
 
Mihor
Chcę być wilkiem
Odsłon: 2077, Komentarzy: 1
 
Mihor
Kultura i sztuka
Odsłon: 1999, Komentarzy: 3
 
Mihor
My
Odsłon: 1956, Komentarzy: 1
 
Mihor
Ryby
Odsłon: 1880, Komentarzy: 2
 
fink

Boska komedia 2000

 Tekst zamieszczony tylko ze wzgledu na sentyment do siebie samego:

 

 

   Trzy dni błądziłem po tym ciemnym lesie, odkąd wyszedłem z mego domu, gdzie zostawiłem żonę, dzieci, telewizor i moje ciepłe kapcie. Jakaś niemoc mnie ogarnęła i zgubiłem szlak, po którym zwykłem się przechadzać. W życiu nie widziałem tak srogiego boru. Mroczny, porośnięty i ciemny szalenie.

W życia wędrówce, na połowie czasu, człowiek łatwo może dobrą drogę zmylić i zaplątać się w gęste chaszcze.

Cóż szedłem więc tak bez celu, przedzierając się z trudem niemałym, gdy dostrzegłem górę mieniącą się tysiącem światełek. Kolorowe neony kusiły swym cudownym blaskiem. Zbliżyłem się nieco.

Wtem naskoczył na mą osobę zwierz o plamistej skórze.

- Pantera!!! - krzyknąłem.

I słusznie zmiarkowałem, bo to pantera była i tłusta aż do przesady w dodatku, tak, iż praktycznie swe naturalne proporcje straciła. Pod gardłem fałda jej wisiała, a łapy miała ciężkie i owalne. Bestia nie spuszczała ze mnie wzroku.

Skradałem się, co by minąć pstrokatego zwierza, a tu lew z zarośli łeb wychyla i ryczy, i fuka na mnie. Gruby lew. Bodajże dwakroć tłustszy od pantery. A żeby tego było mało, jeszcze wilczyca spasiona, która za lwem się czaiła, miała mnie na swej uwadze. Chciwym wzrokiem mierzyła mą personę.

Cóż począć ? Trudna chwila. Ze strachu krew mi w żyłach bulgoce, a nogi ledwie resztę ciała trzymają.

Już myślałem, iż zginąć przyjdzie w szponach drapieżnej zwierzyny, ale na szczęście ze lśniącej góry wyszła nieznana mi postać, która widać władanie miała nad bestiami, bo spokorniały i potulne się stały.

- Ktoś ty ? - pytam.

- " Nie człowiek, jednak z ludzkiego plemienia,

     Ojców Lombardów miałem - rzekła mara -

     Z mantowańskiego oboje nasienia.

     Urodziłem się za Jula Cezara,

     A za Augusta cnego żyłem w Rzymie,

     Gdy panowała bogów kłamna wiara.

     Poeta byłem i w epicznym rymie

     Uszłego z dumnej Ilionu ruiny

     Anchizowegom syna głosił imię."

- O boski Wergili. Życie mi ratujesz. Dzięki Ci, o dzięki boski Wergili.

- I owszem, jam jest ten sławny poeta.

  Me utwory znane po dzień dzisiejszy,

  Ba, sławniejsze nad księgi Koheleta,

  A tyś - człowiecze - widzę nietutejszy.

  Więc ja przewodnikiem twym będę, który

   Świat ci tajemny dusz zmarłych ukaże

   Za jedyne dziewięć euro z góry.

   Cóż, taniej nie mogę, albowiem wszakże

   Wiesz jak dziś szybko drożeje benzyna.

I tak właśnie rozpoczęła się moja wędrówka po krainie umarłych.

Wergiliusz ruszył pewnym krokiem, a ja za nim.

Przypadek chyba tylko sprawił, że miałem na wjazd, zapłaciłem w kasie należność i mym oczom ukazała się brama, na której drzwiach dał się czytać napis: " CZYNNE CAŁĄ DOBĘ. ZAPRASZAMY.", a pod spodem nieco zatartymi już literami: " Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...".

Po chwili znaleźliśmy się w przedpieklu. Ciepło się zrobiło, dlatego też zostawiłem część garderoby w szatni. Starożytny poeta zaprowadził mnie nad czarnowodną rzekę, gdzie można było popływać sobie z Charonem. Tylko 0.99 euro. Skusiłem się więc i włodarz wód podziemnych przewiózł nas na drugą stronę, gdzie znajdował się pierwszy krąg piekła.

- Po lewej można zobaczyć wybitnych przedstawicieli antyku.

 

 

Ja jestem ich bratem i często tu można mnie spotkać.

-  O tamten, z tą brodą, to chyba Platon. Tak, to on. Witaj, witaj przesławny Platonie.

-  Witaj ziemski przybyszu.

-  Czytałem wiele twoich dzieł: „ Państwo”, „Obronę Sokratesa”, „Ucztę”. Są doskonałe. Uczniu Sokratesa opowiedz mi o swoim mistrzu.

Platon wykręcał się i mieszał.

-  No, miałem mistrza, hmmm,mmm no i ten, no ... uczył mnie różnych takich rzeczy.

-  Tak, ale jaki on był ?

-  Wiesz co, ziemski przybyszu, zaprowadzę cię do niego, a on odpowie na twoje pytania osobiście.

Skręciliśmy w lewo, gdzie znajdowała się olbrzymia polana.

-  Oto Sokrates. Sokratesie, przedstawiam ci naszego gościa. Jest z  Ziemi. Prosił mnie, abym zbliżył mu twoją sylwetkę, więc przyprowadziłem go tutaj.

-  Aha, no cóż... wiem, że nic nie wiem. No to na razie, życzę miłej podróży.

Sokrates oddalił się, pomrukując coś pod nosem.

-  Tak, to był właśnie cały Sokrates. Czas mnie goni. Wybaczcie.

Platon podał mi dłoń i zwyczajem filozofów chciał odejść w zadumie, kręcąc palcami brodę, lecz ta ni stąd ni zowąd oderwała się od mądrej twarzy mędrca, która teraz , na dobrą sprawę, nie wyglądała już tak mądrze, rzekłbym nawet debilnie.

-  Jasny gwint !!! Sztuczna broda !!! Sztuczny Platon !!!. – nie mogłem dać wiary.

-  Co się gapisz zasrańcu ! – krzyknął sponiewierany duch do Wergiliusza. Powiedz tym tam z góry, że by się w dupę pocałowali. To jest klej ? To jest klej ? Każą kręcić brodę, a nie dają dobrego kleju. Za takie pieniądze  nie będę się błaźnił.

Zdemaskowany Platon, idąc rwał antyczne szaty i bluźnił niemiłosiernie. Wergiliusz stał jak wryty jeszcze czas dłuższy, potem dał znak, by iść za nim. Poszedłem więc, bo i cóż miałem czynić. Pieniędzy nie oddadzą.

Coś te zaświaty inne były niż w mym wyobrażeniu. Nie miałem śmiałości pytać wielkiego poety o to małe nieporozumienie. W końcu wszędzie może zdarzyć się mały kiks. Nawet jeśli są to zaświaty.

   W drugim kręgu natknęliśmy się na mały korek. Kilkaset dusz stało w długiej kolejce, na początku której siedział ów rozeznawca biegły ludzkiej winy – Minos. Szkaradną miał facjatę, a i ogon nie mały. To on właśnie wyznaczał miejsce pokuty grzesznym duszyczką, skazywał  na wieczne męki tym cięższe, im bardziej dusza grzechem nasiąkła. Korzystając z faktu, iż byliśmy tutaj w celach rekraacyjno-turystycznych, Wergili, a ja za nim, przeciskaliśmy się z wolna przez tłum umarłych. W końcu stanęliśmy przed samym Minosem – sędzią nad sędziami. Zauważył nas i kiwał do nas palcem na znak, abyśmy się zbliżyli, ale mój mistrz miał bliżej mi nie znane opory wobec Minosa, bo wyraźnie unikał jego wzroku i najchętniej poszedłby już dalej. Ja jednak, widząc niecodzienną okazję, albowiem przecież nie co dzień jest się w piekle, koniecznie chciałem poznać ową bestię. Zatem namawiam mego przewodnika do konwersacji z Minosem.

-  Strzałeczka, Wergiliuszu. Jak leci ?

-  Po staremu. Cały czas oprowadzam turystów. A co u ciebie ?

-  Dzisiaj wyjątkowo świetnie. Była grupka terrorystów IRA. Wysadzili zdaje się jakiś dobrze prosperujący bank w Londynie, a potem, podczas ewakuacji, stracili kontrolę nad  helikopterem i rozbili się o Big Bena. Koniecznie chcieli iść do nieba. Mówię im, że nie da rady, z takim kątem w najlepszym wypadku będzie przypalanie i kąpiele w niezimnej smole. Patrz, uparli się i mówią, że oni muszą, bo mają sprawy do załatwienia. Muszą i koniec. No, nie miałem sumienia ich tu zostawić, jeszcze mi coś wysadzą w powietrze. Przecież z nimi to nigdy nic nie wiadomo...Dali po 100 tysięcy od łepka  to ich przerzuciłem na górę. Znajdą spokojne towarzystwo, to się  uspokoją. Mają fantazję chłopaki. Ale słuchaj co było wczoraj! Panie, takie przekręty, że normalnie myślałem, że padnę. Przychodzi jakaś mara, sprawdzam ją, no kurczę czyściutka jak łza. Mówię: panie, coś pan, pan do nieba musi iść, skąd się pan tu wziąłeś ? Ty, a on mi wkręca, że on pragnie piekła i że ból nad wszystko kocha, żeby go przypalać i w krwi topić. W ogóle mnie zamurowało. Nie miał dużo siana przy sobie, ale trochę przyciąłem. Jak tak bardzo lubi przypalanie, to niech ma. A co tam ?

Wergiliusz uśmiechał się sztucznie i przytakiwał Minosowi, jednak z twarzy wielkiego poety dało się czytać ogromne zażenowanie. Jakiś wstyd, który opanował go od stóp po głowę.

Widząc krępującą sytuację, klepnąłem mego przewodnika i pożegnawszy się z najsprawiedliwszym ze sprawiedliwych, ruszyliśmy w dalszą wędrówkę,

Wiele rzeczy cudownych ujrzały me oczy. Przedzierając się przez kolejne kręgi piekielnego leja, napotkaliśmy przedziwne potwory. Poznałem Cerbera, Plutona i Minotaura. Prawiłem z Fotynem – diakonem z Tesalonik, który za niewielką opłatą we wspaniałym akcie krasomówczym odmawiał Chrystusowi natury boskiej. Genialny heretyk. Na co dzień płonął w swoim grobowcu, jednak jak mnie zapewniał ognie były zimne, a jego grobowiec to prawdziwe cudeńko. Potężny kompleks wypoczynkowy. Przyglądałem się męką sodomitów, bluźnierców i hipokrytów, którzy nosili ołowiane kaptury pozłacane z wierzchu, symbolizujące ich dwulicowość.

Tysiące, tysiące dusz topiących się w rzece krwi. Na samym dnie piekła w trzech paszczach Lucyfera mięli się znajdować najwięksi zdrajcy wszechczasów: Judasz, Brutus i Kasjusz, którzy spiskowali przeciwko Juliuszowi Cezarowi. Jednak udało nam się zobaczyć tylko Brutusa, ponieważ pozostali wyjechali na wakacje.

Dziwne to było piekło. Pełne korupcji, niesprawiedliwości i oszustw. Cierpieli tylko biedni i zwykli. Ci lepsi zawsze spadali na cztery łapy.

Ale najwięcej boleści zdawał się mieć mój mistrz, przewodnik  Wergiliusz, który wchodząc w Piotrowe progi, łzę uronił najczystszą.

   Czyściec uderzył mnie melancholijnym spokojem. Wszechobecna cisza skłaniała mnie do refleksji. Wergiliusz wspinał się zwolna po skalistej górze w całkowitym milczeniu. Słowa jednego nie wyszeptał. Martwiłem się o mojego przewodnika, więc gdy doszliśmy do bramy czyśćcowej, zaproponowałem odpoczynek.

Spoczęliśmy na pierwszym z trzech stopni, który blaskiem bieli raził me oczy.

Trzy minuty siedzieliśmy w ciszy, gdy boski Wergili przemówił temi słowy :

-  Biedny świecie, którędy podążasz ? Dokąd zmierzasz w swym ślepym pędzie ? Bez Boga, wiary, a jedynie z garstką pieniędzy chcesz szukać szczęścia ? Więc mówię ci teraz : marne twe poszukiwania, bo jedyne co napotkasz na swej drodze to kłamstwa, zdrada i grzech najcięższy. Biedni ludzie ! Odrzuciliście raj, zmieniając go w piekło. Bóg dał wam wolną wolę, a wy wykorzystaliście ją przeciwko niemu. Bóg was opuścił, zostaliście sami pogrążając się w swoim szaleństwie, śmiejcie się i tańczcie, kradnijcie i mordujcie, niech pogoń za pieniądzem wyznaczy wam cel ostateczny – apokalipsę, która da koniec temu padołowi łez i rozpaczy. Bóg nie popełni po raz kolejny błędu, jakim było stworzenie człowieka.

Słuchałem słów Wergiliego, a w wyobraźni kreśliły mi się obrazy. Spasione rozwiązłością, pychą i chciwością zwierzęta, przebrany Platon, skorumpowany Minos, co sędzią miał być najsprawiedliwszym, i Wergili – ostatni Mochikanin. Zrozumiałem w jednej chwili, iż z dawnych zaświatów pozostała rozpadająca się atrapa, bez treści i ze szczątkami dawnej formy.

Atrapa będąca schronieniem szaleńców, krzątających się wokół drobnych przyjemności, które stały się ich celem życia na ziemi jak i tu,  w zaświatach. Dziwni są ludzie. Miast miłować i szanować, co im dane, niszczą w szaleńczym zapędzie. Brakujące ogniwo dialektyki, przeciwwaga dla siły tworzącej.

-  Ruszajmy, boski Wergiliuszu. – rzekłem, by przerwać to żałosne roztargnienie.

-  Po co ?  Gdzie chcesz iść ?  Tam  ?

-  Tam.

-  Tam jest tak samo jak wszędzie. Wracaj skąd przyszedłeś. Do ziemskiego raju pełnego wojen, kłamstw, krwi. Nie odbieraj sobie nadziei, wracaj skąd przyszedłeś. Tam w niebie zamiast Boga ujrzysz  Hitlera, zamiast aniołów – gestapo. Ocal chociaż nadzieję. Dokończ ziemskiego żywota, tak jak czujesz, że powinieneś. Być może da się żyć spokojnie, może da się odnaleźć odrobinę szczęścia, piękna. Czyń raj na ziemi, bo w tej rozpadającej się atrapie raju nie ma. Szukaj tam, tu nic nie znajdziesz. Wracaj skąd przyszedłeś.

   I wróciłem.

Do swojego domu, żony, dzieci, telewizora i ciepłych kapci.

 

2000.X.20.

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
Komentarze
14/05/2008 19:51:49 - Astela
Wielkie brawa za pomysł, opowiadanie naprawdę mi się podobało. Żona, dzieci, telewizor i ciepłe kapcie - według mnie miało to znaczyć bezpieczne gniazdko, ulokowane daleko od wydarzeń w piekle. Majstersztyk.
 
 
  PARTNERZY SERWISU  
   
  Wrocław  KalamburGrawiton